Harce kupidynowe czyli niecne morsztyny

„O czasy! O obyczaje!” chciałoby się zakrzyknąć cytując starożytnych. Czy jednak rzeczywiście współcześnie posługujemy się językiem dosadniejszym niż nasi przodkowie? Czy w pogoni za zaspokojeniem jesteśmy bardziej bezpośredni? Z tymi pytaniami, w brawurowej oprawie zmaga się monodram w wykonaniu Mikołaja Prynkiewicza oparty na wyjątkowych utworach polskiej erotycznej poezji barokowej.

Ten najbardziej pikantny w repertuarze gdyńskiego teatru spektakl odważnie balansuje na granicy teatru i happeningu, bada granice strefy komfortu widza, jednocześnie prezentując fascynującą mozaikę poezji barokowej w nieoczywistej i nowoczesnej interpretacji. Monodram przeznaczony wyłącznie dla widzów dorosłych z jednej strony próbuje zachwycić soczystością rymów i lekkością barokowych metafor, a z drugiej może wywołać rumieńce i zakłopotanie dwuznacznymi skojarzeniami i zaskakującymi odniesieniami do współczesności. Mimo sowizdrzalskiej atmosfery „kupidynowej szkoły” okazuje się, że konfrontacja nowoczesności z barokiem ma intrygujący słodko-gorzki posmak.



W wiadomości z zaproszeniem na spektakl dostałam informację, że jest on skierowany do dorosłych, jest pikantny i widzowie będą wciągani do interakcji. Ok, fajnie - pomyślałam, że to się spodoba szanownemu małżonkowi. Nie wiedzieliśmy na co dokładnie się nastawić. Trochę zbił nas z tropu sposób wpuszczania na salę. Wchodziliśmy szóstkami, prowadzeni  po ciemku w rytmie łomoczącej muzyki rodem z beach party. Takie wprowadzenie, potem sala wyglądem przypominająca wybieg, odpowiednie oświetlenie "sceny" i magiczny proszek wysypywany nam na dłoń - dość nietypowe rozpoczęcie i późniejsze poczynania aktora i jego wygląd przywodziło mi na myśl tylko jedno słowo - psychodela. Co oburzyło mojego towarzyszą wieczoru, bo kiedy podzieliłam się z nim swoim skojarzeniem, zbulwersowany odpowiedział: "Męski świat, rozdarcie między miłością, a pożądaniem... a moja żona uważa to za psychodele!?!" Tak to ładnie ujął, że aż sobie zapisałam od razu!


Miałam spory problem z tym co napisze po spektaklu. Nie było to typowe przedstawienie, a godzinny monodram. Jedno czego byłam pewna od początku to tego, że Mikołaj Prynkiewicz odwalił kawał dobrej roboty. To nie lada sztuka prowadzić godzinny, momentami bardzo ekspresyjny, monolog stworzony w oparciu o barokowa poezję erotyczną. Podtrzymywanie zainteresowania jedną, jedyną osobą na scenie - naprawdę trzeba mieć coś w sobie, aby to się udało, a tu udało się bez dwóch zdań!

Świetnym zabiegiem było wyświetlanie w tle znaczeń co trudniejszych słów z epoki. Gdyby nie to, czasem nie byłabym w stanie zrozumieć sensu tego co zostało wypowiedziane/wyśpiewane. Tak, tak wyśpiewane! Teksty Morsztyna wyśpiewywane były do współczesnych melodii - barokowa poezja pełna dwuznaczności przeplatała się z współczesnością, która nie pozostawia żadnych niedomówień. Tu znowu muszę zwrócić uwagę na niezwykłą lekkość w nawiązywaniu interakcji z publicznością, bo i my byliśmy włączeni we wspólne śpiewanie (brawo dla Starego za jakże wyśmienitą solóweczkę, którą bez zająknięcia odśpiewał wywołany do mikrofonu!).

Kokieteria przeplatana z wulgarnością - tak bym mogła podsumować "Harce(...)". Było to bardzo ciekawe przeżycie. W trakcie spektaklu podglądałam reakcje widowni, bo sama momentami miałam mieszane odczucia. Nie jestem typem człowieka, którego łatwo zgorszyć, ale sądzę, że  gdyby zapalono światło na sali to były chwile kiedy moja twarz była czerwona... Czerwona ze śmiechu, albo skrzywiona w jakimś grymasie zdziwienia. 

Kątem oka podglądałam Bartka, który wydawał się dziwnie poważny, nie byłam pewna jego reakcji po wyjściu.

Podglądałam sąsiadów po lewej stronie, tu momentami widziałam zniesmaczenie. 

Podglądałam Panią w centralnym punkcie sali, na której twarzy malowały się figlarne uśmieszki, a jej oczy płonęły!

Przyglądałam się starszej Pani na widowni, która zachwycona udzielała się kiedy była do tego zapraszana. 

Zarażałam  się doniosłym i jakże szczerym śmiechem Pani z pierwszego rzędu, która momentami zaśmiewała się do rozpuku! 

Widziałam poważne wręcz grobowe miny panów trzymających swoje towarzyszki za rękę. 

Ten cały wachlarz emocji, które można było zaobserwować na sali jest według mnie najlepszą recenzją "Harców kupidynowych"!

Po zakończeniu spektaklu, Mikołaj żegnał nas słowami: "to był tylko before...". I faktycznie, może to być świetny "wstępniaczek" do udanego wieczoru we dwoje

Spektakl, pt: "Harce kupidynowe czyli niecne morsztyny" zobaczycie na scenie Teatru Gdynia Głowna, który znajduje się w podziemiach gdyńskiego dworca.



Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger