Bunt na pokładzie... kolejny raz! (Czy aby na pewno?)

Jak to, kiedyś, rapowały ziomki z Gdyni: "Za mało godzin w dobie - nie wyrobię (...)!".

Czas przelatuje mi przez palce i mam wrażenie, że dopiero co zwlekłam zwłoki z łóżka i już odkładam je z powrotem na to samo miejsce. Siedzę czasem i się zastanawiam: jak ja ogarnę dany dzień? Wieczorami leżę z ciężkimi wyrzutami, że kolejny dzień zleciał, a ja znowu poświęciłam za mało czasu Mani. Tak, taki mam problem od jakiś 6 miesięcy. Może to tylko takie wrażenie, bo na głowie staję żeby być przy niej jak najwięcej. Potrafię przesunąć porę spania młodej (w granicach rozsądku, bo rano - dziecko niewyspane to dziecko szatana!), aby tylko posiedzieć z nią i tylko z nią. Co bym nie zrobiła i tak obrywa mi się tekstem: "przykro mi, że nie masz dla mnie czasu!" albo "mało czasu ze mną spędziłaś" przynajmniej kilka razy w tygodniu.


Tak, takie rzeczy potrafi wykrzyczeć lub z wielkim żalem powiedzieć mi moja córka. Moja pierworodna! Moja księżniczka! Moje diabliszcze!

Staram się rozgryźć tą dziewczynkę od połowy czerwca 2018. Zastanawiałam już się czy to zazdrość o brata? Bunt 5/6 latka? (KOLEJNY, kurna?!?) Opętanie? Cholera jedna wie!?!

W momencie kiedy opuściła mury przedszkola i zaczęły się te pieruńsko długie wakacje jakaś korbka się przekręciła. Jakaś blaszka się wygięła. Diabeł opętał mi dziecko! Chodzę i pod nosem podśpiewuję "Marija, Marijaaaaa! Córka sza-ta-naaa!". Jakoś muszę się rozluźnić, bo chwilami mam ochotę wyjść z mieszkania i nie wrócić. Ależ dlaczego tak, Katarzyno?!? - zapytacie. Ano, dlatego że moja mała księżniczka potrafi pierd..yknąć takim fochem, że nie jedną dorosłą babkę w środku PMS-a mogłaby zawstydzić. 

Marycha ma silny charakterek. Potrafi pocisnąć tak, że zabraknie ci weny na jakąkolwiek ripostę. Ona się nie szczypie! Potrafi, skubana, tak nagadać, że wyrzuty sumienia zabiją człowieka przed snem. 

W wakacje myślałam, że to przez nudę ją nosi. Ale powiedzmy sobie szczerze - ona nie miała opcji żeby się zanudzić! Całymi dniami przebywała z koleżankami i kolegami na patio, albo na działce. Jeździliśmy na urlopy, wypady i w poszukiwaniu atrakcji dla niej (no raczej nie dla nas, kurde, oblężenie Malborka i warsztaty z tworzenia świeczek czy obwarzanka na królewską głowę!). Miała co robić, miała towarzystwo w swoim wieku, a jednak fochy i krzyki nabierały siły uderzeniowej.

Podczas wodowania jachtów albo podczas samego wypadu na żagle znajoma, z którą omawiałam te wybuchy szału, poleciła mi książkę o rozwoju psychologicznym dziecka od 0 do 10 lat. Wynalazłam i poczytałam. Podobno to taki etap. Dzieciaki wchodzące w wiek szkolny są rozdarte między beztroskim dzieciństwem, a wchodzeniem w tryb szkolny z obowiązkami. No OK... to mamy jakiś trop. Czyli jednak dziecko mi nie ześwirowało bez przyczyny.

Weszliśmy w rok szkolny i dzikie wybuchy agresji jakoś się uspokoiły. Włączyła się natomiast jakaś hiperaktywność, która podobno jest normalna dla dzieci w tym wieku. Mańką po prostu miota. Nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu przez sekundę. Ze swojego łóżka na antresoli zrobiła małpi gaj. Robi fikołki na barierkach, wspina się po wszystkim, zwisa, huśta się, a ja dostaję zawału 500 razy na sekundę. #jesustakethewheel

W czasie, kiedy Mańka ma zajęcia bardzo pilnuję pory spania BARDZO. Dziecko zmęczone to dziecko diabła. Punkt 19:00 i zaczyna się pochód do łazienki. Kolejno marsz! 20:45 - to najpóźniejsza, optymalna godzina kiedy Mańka może się kłaść. Zdarza się, że nie wyrabiamy do 21, bo Kuba nie chce zasnąć, albo gdzieś byliśmy i rozwaliliśmy ramowy plan wieczora. Panie miej nas, w takich przypadkach, w swojej opiece! Mańka oddelegowana do mycia w okolicy 21 to spore ryzyko, że jakiś sąsiad wezwie opiekę społeczną. Trzeba też przygotować się psychicznie na krzyki i wyrzuty w naszą stronę związane z każdą dziedziną życia. 

Zazwyczaj kiedy młoda jest zmęczona słyszę, że za mało czasu spędzam tylko z nią. Że jest jej przykro. Że mnie nie kocha. Że jestem zła. Że Kuba zabiera jej czas. Że zajmuję się wszystkim tylko nie Marysią! Szczerze, przy pierwszych kilku takich wyrzutach nie mogłam zasnąć, bo leżałam i analizowałam czy sprawiedliwie dzielę czas między dzieciakami? Zastanawiałam się czy to zazdrość o Kubę jej się w końcu włączyła? Czy faktycznie odwalam kijową robotę jako matka? 

Po kolejnym takim wyrzucie zaczęłam bardziej obserwować młodą i siebie. Zawzięłam się żeby nasza relacja była taka jak wcześnie. Pilnowałam żeby jak najwięcej czasu z nią spędzać. W czasie kiedy Marysia była w domu i Kuba miał drzemkę, nie sprzątałam, a telefon miałam odłożony gdzieś głęboko i go nie ruszałam do wieczora. Jak tylko Kuba zasnął, szłam do Mańki pokoju i robiłam co chciała. Wprowadziłam dni tylko dla nas. W takie dni Kuba zostaje z tatą, a my wychodzimy. Uderzamy na kino, teatr, do fryzjera, Mc Donald's. Przynajmniej raz w miesiącu mamy takie randki matki z córką. 

Wiecie co? To nie była zazdrość o Kubę. Wcale mało czasu nie spędzałam z tą dziewczynką... Zauważyłam, że nawet po kilku dniach skupienia się głównie na niej i jej marzeniach, ona nadal potrafiła stwierdzić, że nie poświęciłam jej wystarczająco dużo czasu! Cwany człowiek zauważył, że jeśli w ten sposób narzeka to robi na mnie spore wrażenie. Nie mam jej tego absolutnie za złe. Chce mieć mamę jak najwięcej dla siebie - nie ma się co dziwić skoro przez 5 lat tak było. Znalazła metodę i widząc, że stanę na głowie żeby nieba jej przychylić bez skrupułów ją wykorzystywała. Pogadałyśmy sobie szczerze i trochę przyhamowała. Wiem, mniej więcej, kiedy ma zamiar użyć magicznego zdania o zbyt  małej ilości czasu i widzę, że stara się to hamować. Dni tylko dla nas są i będą w praktyce jak najdłużej będzie miała na nie ochotę. Sprawiają nam obu wiele radości.

A co z wybuchami dzikiej furii? Powiadają: "kill them with kidness" i w większości przypadków staram się odpowiadać uśmiechem i przytuleniem - zbija ją to z tropu i przestaje drzeć koparę. Umówiłyśmy się, że obojętnie której z nas podniesie się ciśnienie, nie krzyczymy, nie dajemy się ponieść tylko szybko się przytulamy! Wiecie co? To serio działa. Ilość przytulasów znacznie wzrosła w naszym domu. Nie będę ukrywać, że te Marysiowe wybuchy szału na nas nie wpływały. Też nas to grzało! Nie raz sami wybuchaliśmy w odpowiedzi na jej dzicz. Jednak staramy się z tym walczyć. W ramach postanowień noworocznych chciałam naprawić relacje z Manią. Tfu, tfu! idzie dobrze. W 2019 weszłam, tak trochę, "martwa" w środku i to też robi swoje. 

Styczeń mija nam bez większych afer, wybuchów złości i ze znacznie zmniejszoną ilością szantaży emocjonalnych. Groźby o tym, że naślę egzorcystę padały niewiele razy więc mam nadzieję, że będzie tylko lepiej. Skupiamy się bardzo na tym, żeby jak najwięcej czasu poświęcać Mani, kiedy jest w domu. Wyszukujemy kolejne atrakcje i możliwości spędzania z nią czasu. Z niecierpliwością wyczekujemy ferii i okazji do tworzenia wspólnych, fajnych, wspomnień!

Jak jest u Was? Czy macie dzieci w wieku wczesnoszkolnym? Czy też spotkaliście się z takimi wyrzutami i wzmożoną potrzebą atencji? 

Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger