2019 - dajesz!

2019 wszedł na salony z ostrym walnięciem... wiatru w okna. To co się dzieje na zewnątrz skutecznie zniechęca do wyściubienia nosa poza mieszkanie. Jednak nie ma, że boli! Skoro chciało się postawić sobie jakieś cele na ten nowy rok to trzeba ruszyć cztery litery!


Sylwester minął bez większego szaleństwa. Na zmianę tańcowaliśmy w rytm tego co serwowała telewizja i wałkowaliśmy się w łóżkach. Nadejście Nowego Roku "świętowaliśmy" we czworo, w domu. Pomimo jakiś tam pomysłów, planów i zaproszeń, które przewijały się od jakiegoś czasu, zgodnie uznaliśmy, że nie ma to jak Sylwester u siebie. Jak chcemy tańczyć- tańczymy, jak chcemy leżeć w piżamach - leżymy, jak Mania ma potrzebę tłuczenia kopytkami w podłogę - proszę bardzo, nikt nie broni, jak Nanek postanawiam odpaść przed 23 - to idzie spać i nie musimy się tym stresować. Potrzeba imprez/bali w naszym przypadku nie jest zbyt wielka. Wolimy spędzić ten czas razem, bez stresu, bez przejmowania się tym czy ktoś się zajmie dziećmi, czy też kwestią tego, że dzieci będą przeszkadzały innym ewentualnym współbiesiadnikom (bo niby to nie przeszkoda, a jednak ludzie potrafią bzdyczeć na to pod nosem albo otwarcie...). Dwa lata temu zrobiliśmy odstępstwo i wybraliśmy się z Mańką na posiadówę u jej matki chrzestnej. To tyle jeśli chodzi o nasze wielce imprezowe życie w temacie noworocznym.

Jedynie przez chwilę zastanawiałam się jak to będzie wieczorem. Swego czasu otaczali nas bardzo rozrywkowi sąsiedzi i nadal mam w głowie dwa Sylwestry, po których (dzięki sąsiadom) miałam myśli samobójcze. Jednak wieczór był bardzo spokojny. Połowa osiedla ciemna, co jakiś czas popierdzieli petaszkami za oknem i tyle. Aż mnie zatkało ze zdziwienia, bo to co się kiedyś tu wyczyniało w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia potrafiło przejść moje najśmielsze oczekiwania. Może to starość, może ludzie przestali aż tak hucznie obchodzić sylwka?

Obżarliśmy się czipsami, krążkami cebulowymi, wychyliliśmy symboliczny kieliszek wina (no, co? Fit będzie od stycznia... hahahahahahaha!) i weszliśmy w 2019 całkiem wyspani. 

Jeśli faktycznie powiedzenie "Nowy Rok jaki, cały rok taki" to 2019 zapowiada się na przespany i spokojny. 

Muszę to odnotować, bo jest to rzecz niebywała: 1 stycznia 2019 - LEŻAŁAM NA KANAPIE Z MOIMI DZIEĆMI I OGLĄDAŁAM FILM! 
L-E-Ż-A-Ł-A-M i oni po mnie nie łazili! Nie gryźli, nie marudzili, nie walali się po mnie! Aż mi Stary nie wierzył jak mu to opowiadałam! Uznaję to za dobry omen, bo następnego dnia co się nie obrócę to widzę mały, szczerbaty uśmiech Nanka. Mania wstała bez marudzenia do szkoły i bez żadnej awantury opuściła mieszkanie. Niech tak zostanie!

Cele/postanowienia?

W poprzednich latach raczej nie robiłam postanowień noworocznych. Jakoś sobie nie potrafię przypomnieć. Tym razem mam kilka celi. Główny z nich to ogarnięcie się ze zdrowiem, bo chorowanie co dwa tygodnie wychodzi mi bokiem. 

Zyliard skierowań na badania, który wisiał nad moją głową od jakiegoś czasu odhaczyłam już dziś. Skorzystałam z beznadziejności aury za oknem, bo kolejki do laboratorium nie było. Zobaczymy co te wyniki pokażą. 

"Rozpisałam" sobie taki eksperymentalny plan na styczeń, zrobiłam habit tracker i zobaczę czy to co sobie wymyśliłam przyniesie jakieś rezultaty. Jeśli tak, to za miesiąc podzielę się tym z wami.

Mam dużą potrzebę odgruzowania swojego organizmu, bo od listopada porzuciłam wszystkie dobre nawyki, które wpoiłam sobie przez 1,5 roku bycia pod opieką dietetyka. Za dużo imprez i okazji się przewinęło... jak nie roczek małego smoka, to moje imieniny, święta, urodziny Mani czyli torty, ciasta, dojadanie resztek po Wigilii ... na dobitkę Stary przywiózł nam jeszcze blachę ciast rozmaitych od teściowej. Mam wrażenie, że nic nie robimy ostatnio tylko zerujemy te tony słodyczy. Starczy tego dobrego.

W głowie jest trochę rzeczy, które chciałabym wprowadzić w życie swoje jak i całej naszej rodziny. O tą moją głowę też muszę zadbać, bo zaraz za wiecznymi nawrotami chorób, to ta głowa jest moim sporym utrapieniem. 

Razem z Bartkiem chcemy wprowadzić do mieszkania kolejne udogodnienia dla nas, które pozwolą na wyciułanie większej ilości czasu dla dzieci. 

Bardzo chciałabym skupić się na relacji z Mańką, bo coś tu kuleje i nie jest to dobre ani dla niej, ani dla mnie - o tym też chciałabym napisać osobny post. 

O, właśnie! Tyle razy zbierałam się żeby porządnie odkurzyć bloga i jedynie na tym zbieraniu się kończyło. Kilka postów wisi niedokończonych i może jakimś cudem uda mi się je dopisać... jeśli będę w stanie ogarnąć  o co mi chodziło, kiedy je zaczynałam tworzyć. 

Trzymam za siebie kciuki i jestem ciekawa czy coś tego będzie. 

Wam życzę wszystkiego dobrego na nadchodzące miesiące i spełnienia waszych postanowień jeśli takowe macie!



Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger