Na żagle z niemowlakiem?!?

Przygoda chlupających stópek - tak nasz wyjazd zatytułowała Mania, która przeżywała pierwsze żeglowanie z Kubą na pokładzie bardziej niż kwietniową wyprawę do Niemiec. Wiedziałam, że taka przygoda nas nie ominie w tym roku i nastawiałam się psychicznie od jakiegoś czasu, ale nie myślałam, że nastąpi to tak szybko. Wyjazd "wypłynął" znienacka - wieczór wcześniej. Mieliśmy inne plany na te dni, ale sytuacja się zmieniła z dnia na dzień i Stary zarządził szybkie zakupy, dzikie pakowanie i pobudkę razem z kurami. 


Nie miałam czasu porządnie się zestresować i snuć czarnych wizji czy damy radę. Z kapokiem w rozmiarze mikroES pod pachą wybyliśmy kolejny raz podbijać Kaszuby! Pierwszy raz we czwórkę!

Sam dojazd na miejsce porządnie nas przeczołgał, bo nowy ząbek dawał się we znaki małemu żeglarzowi. Jedyne co dawało mu ukojenie to magiczny żel na dziąsła i intensywne przeżuwanie skórzanego paska od mojej torebki. Z tyłu głowy pojawił się pomysł czy lepiej nie zawrócić, ale po przybyciu na przystań gościu zmienił się w anioła. Sam widok jeziora zachwycił facecika tak bardzo, że najwidoczniej zapomniał o swoim nowym nabytku w postaci dolnej jedynki. Jakoś mu się tam wyjątkowo podoba. W tym roku już dwa razy tam byliśmy i w obu przypadkach siedział w wózku jak zaczarowany i w przerwach między drzemkami spoglądał na jezioro. Pod odbiciu od pomostu Mania przejęła rolę opiekunki i zabawiała Kubę, który podziwiał wnętrze jachtu i radośnie kulał się po swoim tymczasowym wyrku. 

Czego się najbardziej obawiałam?

1. Przechyłów - Mania jest już zaprawiona w boju i jako stara wyjadaczka ma głęboko w poważaniu przechyły. Ja mam na tym punkcie fisia i kisnę jak muszę być pod pokładem. Muszę siedzieć u góry i mieć w zasięgu szoty. Pod pokładem mogę być tylko i wyłącznie wtedy gdy Stary ma kogoś kumatego do ewentualnej pomocy. Mania miała za zadanie zabawiać Kubę jeśli nie spał. Jeśli drzemał, a było to przez większość czasu, musiała mi meldować czy się nie przekulkał z jednej strony dzioba na drugą podczas zwrotów. Bałam się, żeby nie spadł na glebę. Obyło się na szczęście bez takich akcji. Wiatr był łaskawy! Wiało tak jak powinno. Po tym jak dwa lata temu prawie wyleciałam z jachtu podczas nagłego i mocnego przechyłu panicznie boję się nagłych zrywów. 

2. Robactwa - komarów nie odczuwam w tym roku zbyt wielu, ale pająków jest pełno! Pająków, kleszczy i wszystkiego co może urąbać w okolicy nie brakowało. Z każdego zakamarka jachtu, nie wiadomo skąd, wyłaziło pełno pająków - i tych małych i tych wielkich jak krowy! Mania panicznie się ich boi więc starałam się je zatłuc tak żeby nic nie zauważyła. Nie wiem czy młody jest uczulony jak ja, więc nie chciałam żeby coś go pogryzło. Mnie urąbało już na przystani i cały wyjazd miałam rękę dwa razy szerszą niż powinna być i nie mogłam jej podnosić do góry. 

3. Spania razem na 4m2 - Kuba jest śpiochem, tak jak my wszyscy, ale od czasu do czasu zdarza mu się przebudzić nad ranem na flaszkę. W trakcie wyjazdu chłopczyk nam ząbkował, co mogło oznaczać nagłe przebudzenia z dzikim rykiem. Nie chciałam żeby obudził Mańkę, bo jeśli gwiazda się wybudzi to zaśnie dopiero po 2 godzinach i nie da spać innym. Wszystko musiało być przygotowane tak, żebym w razie przebudzenia młodego mogła się sprawnie wygrzebać i przygotować szamę. Brak podgrzewacza rekompensował termos przygotowany przed snem. Na szczęście spanie na jachcie potrafi tak ululać, że największy głód nie jest w stanie człowieka wybudzić. Wszyscy spali jak zabici.

4. Toaleta - dla nas to nie problem. Jesteśmy zaprawieni w boju. Kąpiele w jeziorze, mycie głowy wiadrem - noł problem. Raz na jakiś czas dobić do przystani i iść się umyć pod prysznicem w cywilizowanych warunkach też można. Problemik pojawia się w przypadku małego ludzika. Większość łazienek na przystaniach nie jest dostosowana do takich potrzeb jak kąpiel niemowlaka. Prysznice przy suficie dało radę ogarnąć, to brak miejsca, w którym bąbla można obsuszyć, położyć i ubrać okazał się problemem. Nie nocowaliśmy w miejscu, które znamy i wiemy, że jest super komfortowe, ze względu na brak miejsca więc musieliśmy sobie radzić korzystając z... przestrzeni między umywalkami w męskiej toalecie. Dopiero po powrocie starsi znajomi zaczęli opowiadać, że oni kąpali dzieciaki w misce na jachcie... Daaaaa... Zaćmienie mózgu... Najtrudniej wpaść na najprostsze rozwiązania!

5. Nagła zmiana pogody - wiadomo jak to jest z tym naszym latem - jednego dnia piekło za oknem, a drugiego ulewy. Wyjeżdżaliśmy kiedy panował ukrop, ostatniej nocy zerwał się mocny wiatr, który porządnie nas wybujał. Gdzieś tam, ktoś tam zapowiadał urwanie chmury w czasie kiedy powinniśmy wracać na przystań. Wiatr zelżał wtedy kiedy powinien, deszcz nas na szczęście ominął. Żeglowanie w deszczu i to konkretnym mamy zaliczone i nie była to najsympatyczniejsza przygoda jaką wspominamy. 

Ogólnie 3 dni na jachcie z 2 dzieci minęło szybko i nie najgorzej. Trasa Gołuń - Wdzyce - Cyranka - Półwysep Lipa - Borsk -Gołuń była ryzykowna, bo dość długa jak na pierwszy raz z maluchem, kiedy to nie jest się pewnym jak mały człowiek zareaguje. Daliśmy radę, no daliśmy i było spoko. Chociaż po powrocie do domu stwierdziliśmy, że potrzebujemy urlopu po tym urlopie. Zabrakło nam do szczęścia jednej pary dorosłych rąk. Gdyby ktoś mógł siedzieć z dzieciakami pod pokładem to nie musiałabym latać po schodach raz w jedną raz w drugą stronę. To latanie i bycie na wiecznym trybie czuwania zajechało mnie ostro. Dużą ulgą było towarzystwo znajomych podczas noclegu na wyspie. Kiedy jedno z nas rozstawiało krzesła i stolik na lądzie, a drugie smażyło jajecznicę i parzyło kawę pod pokładem dodatkowe ręce, które w tym czasie trzymały Kubę i dodatkowa para oczu, która rozglądała się za szalejącą z kolegą Mańką to było wybawienie.

Jak już pisałam, wielokrotnie, dzieci nie są żadnym utrudnieniem podczas wyjazdów i wakacji! Grunt to organizacja i przygotowanie się na wszystkie możliwe warianty pogodowe oraz humory maluchów. Jeśli przygotujemy się odzieżowo, przysmakowo i zapewnimy atrakcje to nie ważne ile jest z nami dzieci i w jakich warunkach podróżujemy czy nocujemy! Jesteśmy bogatsi w doświadczenia, wiemy już że Kuba (tak jak Mania, kiedy była mała) daje się ululać przez kołysanie łodzi. Wiemy już jak się zabierać za kąpiele. Wiemy co się przydało, a co nie. Jesteśmy gotowi na kolejny raz. Kiedy to nastąpi? Znając życie dowiem się o tym z dnia na dzień. 









Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger