Wyklucie

Kiedy dziecko zasypia i znajdzie się w końcu czas na relaks, fajnie sięgnąć po dobrą lekturę. Od listopada ciężko mi się zebrać i zabrać za czytanie. Jeśli nie trafi się jakaś lekka, fajna pozycja to męczę ją i męczę... wymęczyć nie mogę. Gdy Kuba zasypia i znajduję chwilę żeby przysiąść i poczytać to w momencie kiedy się budzi, albo zostawiam książkę i wracam do trybu matka, albo w myślach modlę się o to, żeby jeszcze na chwilkę, chwiluteńkę przysnął. W przypadku "Wyklucia" nie mogłam się doczekać momentu, gdy wrócę do lektury.


Do "Wyklucia" zasiadłam w dniu, kiedy ni z gruchy ni z pietruchy młodego rozłożyła gorączka i intensywnie odsypiał chorobowe dni. Zaczęłam o 15:00 i nawet potężna potrzeba siku nie potrafiła mnie oderwać od lektury. Chcąc nie chcąc o 19:00 musiałam odłożyć książkę. Robiłam to z wielkim bólem, bo dawno nic mnie tak nie wciągnęło. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że przez te 4 godziny pochłonęłam grubo ponad pół książki! Kto by pomyślał, że thriller okaże się tak... lekki? 

O czym jest ta książka? 

"Zaczyna się koszmar, z którego nie można się przebudzić.

W głębi peruwiańskiej dżungli, miejsca pełnego tajemnic, czarna szeleszcząca masa atakuje amerykańskich turystów. W odległym o tysiące kilometrów Minneapolis agent FBI, prowadząc dochodzenie w sprawie dziwnej katastrofy lotniczej, dokonuje makabrycznego odkrycia. W Kanpurze naukowcy z centrum ostrzegania przed trzęsieniami ziemi nie mogą dać wiary odczytom z jednego z sejsmografów i wyruszają, by go sprawdzić. W tym samym tygodniu rząd Chin zrzuca – jak oficjalnie zapewnia, w wyniku fatalnej pomyłki – bombę atomową na peryferyjne miasto przygranicznej prowincji własnego kraju. Podczas gdy fala niepokojących incydentów przetacza się przez świat, do pewnego waszyngtońskiego laboratorium dociera tajemnicza paczka z Ameryki Południowej. Cokolwiek jest w środku, rwie się na wolność.

Świat staje w obliczu zagłady. Pradawny gatunek, przebudzony po tysiącach lat hibernacji, rusza na łowy.

Najgorsze, że to dopiero początek."

Ten opis powinien mnie odstraszyć. Normalnie nie sięgam po takie pozycje, ale jednak z czystej ciekawości zabrałam się za czytanie. Po każdej kolejnej stronie wchodziłam w dziwny trans. Kojarzyło mi się to z czasem, kiedy jako nastolatka późnymi wieczorami zaczytywałam się w "Jurrasic Parku". W chwili, gdy musiałam wracać do rzeczywistości i zajmować się maluchem nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że coś po mnie łazi - to już mogę odebrać jako sukces tej książki. 

"Wyklucie" jest pierwszym tomem z trylogii o tej samej nazwie. Po skończeniu książki dochodzi się do wniosku, że jest to jeden wielki wstęp do całej historii. Momentami opisy się dłużą i dopiero po przeczytaniu ponad połowy akcja nabiera tempa. 

Jeśli chodzi o postaci- jest ich sporo. Cały przekrój osobowości. Od Pani Prezydent USA, przez agenta FBI, naukowców, szarego mieszkańca Wysp Brytyjskich, kończąc na prepersach "zbunkrowanych" na peryferiach LA. Momentami można się pogubić.


Jeśli panicznie boisz się pająków -  to nie jest pozycja dla Ciebie. Jak wcześniej wspominałam, miałam głupie wrażenie, że coś po mnie łazi za każdym razem jak odkładałam książkę. Były momenty, kiedy łapałam się na tym, że siedzę z rozdziawioną i jednocześnie wykrzywioną buzią z obrzydzenia. Mimo wszystko, w każdej wolnej chwili leciałam żeby przeczytać chociaż jedną stronę zanim życie codzienne będzie mnie nawoływać ponownie.

Jestem bardzo, bardzo ciekawa co będzie się działo w następnych dwóch tomach. Pierwsza część może nie powala na kolana i nie można jej uznać za wybitne dzieło literackie, jednak ma coś w sobie. Coś co pomimo wolno rozwijającej się akcji, niemiłosiernie wciąga. 


Autor: Ezekiel Boone
Tytuł: Wyklucie
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Michał Jóźwiak
Stron: 344
Data wydania: 9 maja 2018


Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger