Pierwsza stacja: Poznań

Powiadają, że Poznań to miasto doznań. Nie mieliśmy dużo czasu, aby zbyt wiele tych doznań odczuć. Nasze trzy główne doznania to:

  1. Rynek w Poznaniu jest piękny!
  2. Dają tam dużo jadła, bardzo dużo... aż ciężko było to przejeść. 
  3. Czemu tam tak, względnie, niewielu ludzi się kręciło późnym popołudniem?
Poznań był tylko przystankiem na trasie do naszego miejsca noclegowego przy samej granicy, w Słubicach. Nigdy żadne z nas tam nie było, miasto było na trasie więc czemu nie skorzystać i pozwiedzać choć troszkę. 

Kierowaliśmy się w stronę starego miasta, bo to ono nas najbardziej interesowało. Już sam przejazd uliczkami spodobał się nam wielce. Gnaty obolałe, żołądki wołały o papu więc skierowaliśmy się w stronę ratusza i jego okolic. 

Lubimy takie klimaty. Mania zachwycona, bo od razu zauważyła "koziołki", z którymi koniecznie musiała mieć zdjęcie. Już dla samego jej zachwytu warto było tu się zatrzymać i potuptać przez te 2 godziny. 

Koziołki zaliczone, ratusz był, pogoń za banieczkami była, magnesiki na lodówce wiszą, standardowa gleba była, lody były, jedzonko również, zachwyt nag gościem żonglującym piłkami w rytmie "Fristajla łakamakafą" był, stary kościół (katedra?) był,  pani zaczepiona na ławeczce - odhaczone. Czyli pełen pakiecik szczęścia Mani ogarnięty.

No właśnie...
Drogi człowieku, a raczej Szanowna Pani (bo to właśnie płeć piękna jest zazwyczaj na radarze mojej córki... na szczęście...)!
Jeśli widzisz małą blondyneczkę z wielkim uśmiechem i niebieskimi oczami na pół twarzy, zmierzającą w Twoim kierunku- nie lękaj się! To nie jest laleczka Chucky, to tylko moja córka mająca zamiar zagadać (Cię na śmierć). Przy dobrych wiatrach szybko to ukrócę, ale zanim zdołam zareagować zapewne dowiesz się kim jest, ile ma lat, że ma brata, dokąd i w jakim celu zmierza. Może mieć chęć podpytać Cię o to i owo. Ona już tak ma. Gada bez przerwy, nawet w nocy - przez sen. 

Rozprostowaliśmy kości, "zatankowaliśmy" Kubę, daliśmy jego biednym pleckom odsapnąć na rękach u taty, z którym pogonili za gołębiami i byliśmy gotowi do dalszej drogi. 

Hotel w Słubicach jako jedyny w okolicy miał pokój dla całej naszej piątki. Chcieliśmy jeden wspólny pokój dla mniejszego zamieszania. Ogólnie temat noclegu był bardzo ważny po tym jak pare lat temu, niechcący, zafundowaliśmy Mani traumę w postaci koszmarku pseudo hotelu w Łodzi. Dziecko miało do tej pory wyryty w głowie przesąd, że hotel to zło, syf, kiła i mogiła. To coś nie powinno nawet nosić miana hotelu. Dlatego też tatuś Bartuś zarządził, abym wynalazła najlepszą miejscówkę jaką się da. Marzyło mu się nawet to cudo w Starym Browarze w Poznaniu, ale niestety... trochę nas za dużo było. Dziecku marzył się basen. Niestety nic w tym temacie nie mogłam wyczarować, ale chciałam zatrzeć złe wspomnienia córki mej pierworodnej. Hotel w Słubicach basen miał... ale zewnętrzny. Jak się okazało, same typowo hotelowe łóżka z moimi ukochanymi miękkimi materacami i łazienka w pokoju zrobiły całą robotę. Prysznic z pseudo hydromasażem ją oczarował. Jak niewiele dziecku potrzeba do szczęścia! Nie myślałam, że będzie tak łatwo! Śniadanie w okolicznym Mc Donlad'sie podbiło radochę do maksimum.

A jak Kuba? Kuba zasnął bez problemu, przespał smacznie całą noc, obudził się ze swoim standardowym wielkim uśmiechem. Uznałam to za dobry znak. Myśleliśmy, że reszta drogi minie nam bez większych problemów i jedynym smuteczkiem z tej całej wyprawy będzie prawdopodobieństwo, że Stary otrzyma pamiątkowe zdjęcie z pozdrowieniami od ein, zwei polizei prosto z samiuśkiego Frankfurtu. Niestety, wspomniany w poprzednim poście korek na autostradzie doprowadził do afery na cztery fajery i w miejscu docelowym wysiadaliśmy z przeświadczeniem, że nasza poczytalność jest bardzo zagrożona. No, ale... dojechaliśmy. To jest najważniejsze. Dojechaliśmy cali i zdrowi. Wykończeni do granic możliwości, przeklinaliśmy cholerne remonty. Od razu zmieniliśmy plany co do drogi powrotnej. Trasa dłuższa, ale pół roku wcześniej przetestowana przez Starego. Jednak zanim nastała pora powrotów, przed nami jeszcze sam pobyt szykował trochę atrakcji.

Jeśli będziecie podróżować z rodziną w stronę Niemiec, przez Słubice to śmiało zatrzymujcie się w Hotelu Horda. Spoko standard, za spoko cenę ze spoko personelem, który wspomógł nawet nas- rumunów przemycających kilogramy kiełbasy za naszą zachodnią granicę.

CDN.








Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger