Za granicę z 2 dzieci - czyli pierwsza wielka wyprawa z niemowlakiem

Wyjazd za granicę z 2 dzieci? Niby nic takiego. Gorzej, jeśli musisz jechać samochodem, przez wiele, wiele kilometrów z niemowlakiem na pokładzie! Przygotowanie do takiej wyprawy to test na ogarnięcie! Musisz zrobić wszystko, aby taki test zdać na 6 i zostać mistrzem logistyki. Trzeba dopiąć wszystko na ostatni guzik, aby najmłodszy pasażer podróżował w komfortowych warunkach na najwyższym poziomie. To jego plecy dostaną najbardziej w kość!




O wyjeździe wiedzieliśmy od dawna. Więc od lutego zaczęliśmy wyjeżdżać z małym na różne trasy, stopniowo je wydłużając. Najpierw okolice, później Elbląg, najdalej w towarzystwie Kuby pojechaliśmy do Torunia. Chcieliśmy sprawdzić jak się spisze po drodze, czy damy w ogóle radę.

Misja: Podróż na trasie Gdańsk - Bawaria (ok. 1200 km)
Środek transportu: auto
Ilość pasażerów: 5 (3 dorosłych, 2 dzieci, w tym jedno [5 miesięczne] niemowlę)

Podróż, dla komfortu Kuby, rozbiliśmy na 2 dni. Tak, ab trasa nie zajmowała więcej niż 5 godzin. Ilość przystanków? Założyliśmy minimum 3, w tym jeden dłuższy na obiad. Utrudnieniem podroży, w naszym przypadku, było to, że Kuba jest karmiony butelką. Mały alergik musiał mieć zapas wody na tyle duży, aby nie było afery. Gdyby był na piersi to nie byłoby kłopotu, bo "bufet" zawsze byłby pod ręką. No cóż, nie może być przecież idealnie. Jest jak jest, flacha, termosy z wodą, pucha "mleka" i jedziemy. Niestety niemieckie autostrady to aktualnie jeden wielki remont. 

Remont + wypadek= korek masakra 

Niestety, drugiego dnia stanęliśmy. Stanęliśmy dosłownie, bo przez 1,5h godziny samochody nie ruszyły się z miejsca. Przez co zabrakło nam jednej porcji wody. Tragedia, masakra, jazda "na sygnale", który fundował głodny chłopak. Chwała ci McDonald'sie! Dzięki za ratunek i cały termos wrzątku. I'm lovin' it! Bez kitu. Love, love, love!
To była nauczka. W drodze powrotnej ten zonk nie miał prawa się powtórzyć. Zawsze lepiej brać większy zapas... wszystkiego!

Pakowanie

Czego nienawidzę w podróżach, jakichkolwiek? Pakowania. Nienawidzę, bo wszystko jest zawsze na mojej głowie. To był pierwszy tak duży wyjazd naszej czwórki. Jestem zaprawiona w pakowaniu 3 osób. Bagaż Mani był zawsze największy. Jesteśmy powsinogi więc dobrze wiem co i kto potrzebuje.

Zapominałam jednak ile rzeczy trzeba zabrać dla najmniejszego człowieka w rodzinie. Takie to małe, ale potrzebuje najwięcej. Zaczynając od, wspomnianego wcześniej, mleka i kończąc na zapasie pampersów. Do tego spory zestaw ubrań, bo wiadomo, mali ludzie potrafią ufajdać się po uszy w najmniej odpowiednim momencie. Łóżko turystyczne, wózek, podgrzewacz, kosmetyki, pieluchy tetrowe (których nigdy zbyt wiele), jakaś cacuszka do rączki. Ubrania na każdą okazję, na każde warunki pogodowe. Ufff... 

Pakowanie zaczęłam trzy dni przed wyjazdem. Osobna torba dla nas (ja + Stary), osobna dla Mani, osobna dla Kuby. Wieźliśmy ze sobą pudło ozdób i gadżetów komunijnych, bo głownym celem tego wyjazdu była właśnie I Komunia naszej chrześnicy, czyli mojej siostrzenicy. Do tego bagaż mojej starszej siostrzenicy, która jechała z nami.

Ważne było również rozplanowanie ułożenia wszystkich klamotów w naszym bagażniku bez dna. Nocowaliśmy w hotelu więc jedna torba była przygotowana tak, aby nie trzeba było bez sensu wyciągać innych bagaży. W tej torbie znalazły się piżamy, mleko zapasowe, zapasowe pampersy, podgrzewacz, kosmetyki dla dzieci, mini apteczka. [Wcześniej sprawdziliśmy czy hotel oferuje swoje kosmetyki kąpielowe i ręczniki. Nie ma co, raz się wybrałam na pewniaka, a tam psikus - zero ręczników, o kosmetykach nawet nie wspomnę.] 
Wózek też musiał być na wyciągniecie ręki, bo planowaliśmy połazić po mieście, w którym mieliśmy nocować.

Do tego wszystkiego trzeba dodać torbę podręczną do wózka, zapas picia i przekąsek, no i wiadomo- jadą 2 dorosłe baby więc każda standardowo z własną torebką ( czyt. wielkim worem bez dna)

Śmiejemy się, że wszędzie jeździmy jak rumuni, zawsze zapakowani po dach. W naszych autach miejsca zawsze brakowało. Jeżdżąc na pobliskie Kaszuby, pakując się na jacht, potrafiliśmy mieć zawalony nawet dach. Snujemy teorię, że mając TIR-a z naczepą miejsca by nam i tak zabrakło. Teraz posiadając landarę w formie 7 osobowej Zafiry, byliśmy mile zaskoczeni, że pomimo potężnej ilości bagaży, 2 fotelików i 5 osób na pokładzie, jechaliśmy w komfortowych warunkach ze sporą ilością miejsca na nogi.


Co to będzie? Jak to będzie?

Miałam obawy co do przewijania młodego. Kiedy Mania była w jego wieku i wypuściliśmy się gdzieś w Polskę na stacjach można było pomarzyć o przewijakach. Wnerwiało mnie to okrutnie. Przewijanie w aucie było wtedy standardem. Średnio wygodna opcja. Gnaty bolą po godzinach podróży, a tu jeszcze wizja wygibasów z małym na siedzeniach. Jednak przez 5 lat trochę się pozmieniało. Na autostradach Mc Donald's czy inne restauracje oferują udogodnienia w tej kwestii. Ku radości Mani, większość postojów kończyła się w przybytku radości okraszonym Happy Meal'em.

Nie ukrywam, że byłam mile zaskoczona toaletami dla maluchów po niemieckiej stronie. Byłam zmuszona odwiedzić kilka... a tam elegancko: płyn do sterylizacji, zasypka do pupki, w jednej nawet pampersy! Elegancko!


Nie będę ukrywać, że ta cała wyprawa nieźle nas zmęczyła. Potrzebowałam kilku dni, aby dojść do siebie po powrocie. Najważniejsza w całej tej operacji okazała się organizacja i planowanie na poziomie master hard. Pojechaliśmy, wróciliśmy, żyjemy, a nasza psychika ma się całkiem nie najgorzej. Jak było na miejscu? To w następnym wpisie :)


Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger