Styczeń w kwadratach

Styczeń przeleciał jak z bicza strzelił. Minął, głównie, pod znakiem zapalenia oskrzeli Mańki. Młoda od połowy grudnia do drugiej połowy stycznia siedziała w domu, powoli zamieniając się z kochanej córuni mamuni w najbardziej pyskującego stwora na świecie. Był moment, kiedy zastanawiałam się czy jej szatan nie opętał, bo jej zachowanie stało się irytująco tragiczne. Jako kombo trzeba dodać choróbsko Starego... Chory chłop - wiadomo, lepiej sobie w głowę strzelić, będzie to szybka ulga dla umęczonej kobiecej duszy. Jakoś przetrwałam. Jechałam na oparach poczytalności, już mi nieśli białą bluzę z rękawami wiązanymi na plecach. Aby uratować się od ostatecznego sfiksowania, drałowałam z wózkiem po 4-5 km. Dałam radę, jestem tu - w domu, nie w zakładzie specjalnym.


Choroba goni chorobę...

Nasz kalendarz miesięczny na lodówce, w styczniu, głosił głównie takie hasła: Mańka- lekarz, Kuba-Kontrola, Mańka-kontrola, Kuba-szczepienie, Kasia- badania i wizyty kontrolne, Bartek- lekarz, Kuba-fizjoterapeuta, Mańka-kontrola, Kuba- USG. 

Po tym ile razy byliśmy w styczniu w luxmedzie, powinniśmy mieć postawione złote trony na korytarzach, a babkom w rejestracji chyba muszę zacząć przybijać piątkę na powitanie.

Nie pamiętam czy kiedykolwiek nasze mieszkanie było zamienione w strefę kwarantanny na tak długo. Zaczęło się ode mnie, dzień przed porodem - 14 listopada(!). Potem zdychałam ponad miesiąc - zapalenie krtani. W grudniu posypał się Stary. Nie wiem kto umierał bardziej, ale obstawiam siebie z gorączką, której nie mogłam zbić przez tydzień. Chociaż... Stary łaził na czworaka, bo nie mógł wstać... ciężko wybrać kto miał gorzej. 

Tydzień przed świętami Mańka obudziła się z gorączką. Wieczorem już było wiadomo co ją powaliło - zapalenie spojówek. No tak, dawno dziadostwa nie było. Raz, dwa sytuacja została opanowana. Jednak w dniu urodzin gwiazda obudziła się ponownie z zaklejonymi oczami. Potem było już tylko gorzej. Paskudny kaszel, wieczny stan podgorączkowy. Dwa tygodnie antybiotyku i zakaz zbliżania się do Kuby pod groźbą podwieszenia pod sufitem. No, ale jak to tak? Marian nie potrafi przejść koło Kluchy bez dotknięcia go chociaż palcem. Chociaż przez nanosekundę. Także tak... Tak to wyglądało:


Hu hu ha, nasza zima ... fajna!

Przyszła zima biała
Śniegiem posypała
Zamroziła wodę
Staw przykryła lodem


Tupu tup po śniegu
Dzyń, dzyń na sankach
Skrzypu skrzyp na mrozie
Lepimy bałwanka!

Nasza ulubiona pieśń przedszkolna Mańki. Odśpiewana zyliard razy przez te kilka dni kiedy leżał śnieg. Całe szczęście, że sypneło kiedy Mańka ostawiła antybiotyk i można było z tego skorzystać. Czy to na wsi czy na Kaszubach na stoku. Taka ze mnie narciarka jak ze Starego baletnica więc nasza aktywność na stoku ogranicza się do snowtubingu i żarcia kiełbasy z ogniska. Kiedyś próbowałam swoich sił, ale po tym jak wyfroterowałam dupą cały stok i ratownik podjechał do mnie z pytaniem "czy wszystko OK?", zrezygnowałam z tego sportu. Na dętkach też jest fajnie! Zabawa na 102! Mańka prawie złamała Staremu nos, krew lała się strumieniem, ale i tak było fajnie! 



Mańka!

Rocznikowo 6 letnia gwiazda. Przez miesiąc opętał ją szatan, praktycznie łaziła po ścianach. Kiedy lekarka dała zielone światło na pójście do przedszkola, miałam ochotę ją uściskać i wycałować. Zastanawialiśmy się z Bartasem jak potęzna histeria będzie go czekała kiedy odprowadzi ją po tak długiej przerwie. Psikus! Nawet "Cześć!" nie usłyszał. Poleciała! Ooooł hepi dej! Oł hepi deeeeej!
Powróciła w sam raz, aby dać popis w przedstawieniu na dzień babci i dziadka oraz żeby wystąpić razem ze swoją grupą na koncercie kolęd i pastorałek w kościele. 


Kuba!

W styczniu skończył 2 miesiące. Gościu jest tak wielki, że plecy mnie bolą jak na niego patrzę. Gada, piszczy i zaciesza się całymi dniami. Świetnie się patrzy jak taki mały człowiek się zmienia i rozwija. Niby już to przechodziliśmy z Mańką, ale teraz wszystko wydaje się takie... nowe. Rytm dnia już załapany, noce przesypiane. Czyli wszystko cacy. Tylko wory pod moimi oczami nadal straszą, bo jakoś nie mogę wypocząć. Wiecznie coś. Wiecznie brak czasu. Dlatego wstaję wcześniej. Wstaję zanim te moje dwa diabły się obudzą. Przynajmniej śniadanie zjem w spokoju.


Miłość Mańki do Kuby rośnie w siłę. Jej fascynacja małym po prostu zadziwia. Wyrozumiałość w stosunku do tego, że małemu poświęcamy dużo czasu powinna zostać nagrodzona. Troskliwość i pomoc z jej strony jest bezcenna. Oby tak zostało jak najdłużej. Trzeba się tym cieszyć, bo później gościu podrośnie i kto wie jak ich stosunki będą wyglądały. 


Tak wyglądał nasz styczeń. Styczeń pod postacią choróbska i późniejszych przeszlajanek i pierwszych dalszych wyjazdów z Kubą. Spacer po Gdańsku zawsze spoko, wyjazd na Kaszuby - niech się przyzwyczaja, bo w wakacje praktycznie będzie tam mieszkał. Siedzimy i się nudzimy... co robimy? A lecim... do Elbląga! Szukać jego mieszkańców, bo zniknęli z ulic i żywej duszy nigdzie nie widać! 
Nasz styczeń do kwadratu! 

Ciężko jeszcze się zebrać i znaleźć czas na bloga. Za to na instagramie jestem na bieżąco. Nawet na fejsa mało czasu. Zatem jeśli chcesz to szukaj i śledź nas na insta, o tu (KLIK)! 


Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger