O Kubie - Rozrubie, co śpieszył się na ten świat

Trzy tygodnie minęły odkąd świat stanął na głowie. Trzy tygodnie dla mnie, a dla reszty domowników dwa. Mieliśmy tydzień dla siebie... jeśli mona tak nazwać przedłużony pobyt w szpitalu i szpitalnym "hoteliku".
W momencie kiedy Kuba postanowił pojawić się po tej stronie brzucha, akcja potoczyła się ekspresowo. Na tyle szybko, że na ostatnich nogach wchodziłam na IP, żeby po kilku minutach biegli - dosłownie biegli, ze mną na porodówkę. W ten sposób, po zaledwie dwóch godzinach i 15 minutach od pierwszego skurczu, który wyrwał mnie rzeźnicko ze snu o 13:30, "Dżej" był już na świecie. 




Po 10 minutach od pierwszego skurczu, kolejne objawiały się już co 3 minuty. Szybki kurs do przedszkola żeby zostawić klucze dla dziadka wezwanego na pomoc i Stary już czekał na mnie pod blokiem. 
Nooo... nie wiedziałam czy dziada zatłuc czy wyśmiać kiedy ledwo doszłam do auta, a on w pierwszej chwili zamiast zamienić się w karetkę na sygnale... zastanawiał się co zrobić żebym mu nie pobrudziła siedzenia! Nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać jak rozkładał na siedzeniu ręcznik. O Panie! Z tym człowiekiem nigdy nic nie może być normalnie!

-Bo Ty to nie wiesz jak ciężko się czyści skórzane siedzenia! 

Ku jego wielkiej radości, nic się tym siedzeniom nie stało. Stało się co innego. Czerwona fala zalała Gdańsk. Każde czerwone światło było nasze, a na każdym z tych świateł dopadał mnie skurcz. Ludzie mieli niezłe widowisko na przejściach dla pieszych. Widoki jak z egzorcyzmów... Pod szpitalem zero miejsc parkingowych. Co dwa kroki umierałam z bólu, z bólu o który sama się prosiłam od jakiegoś miesiąca. Chociaż tydzień wcześniej zmieniły mi się plany co do szpitala, w  którym chciałam rodzić - nie dalibyśmy rady do niego dojechać. Stanęło na tym, że chcąc nie chcąc Kliniczna była nieunikniona.

Rach, pach, ciach... i Kuba, pieszczotliwie zwany "Glikiem", był z nami. Zgodnie z filozofią - najpierw masa, potem masa i znowu masa - co prawda nie pobił wielkością siostry, ale nie zawiódł swoim 4400g, za które połączone z prędkością z jaką przybył na świat, lekarz na obchodzie okrzyknął mnie królową sali. 

Kolejny klops ważący ponad 4 kg, kolejny poród SN, kolejny bez znieczulenia... Kiedy Stary na porodówce zapytał kiedy trzecie, wzrokiem rażącym chęcią mordu szukałam czegoś ostrego w zasięgu ręki.

Bo nie może być zbyt pięknie.

Po pierwszej dobie życia, Kuba wylądował na oddziale noworodkowym, kilka sal ode mnie. Infekcja wrodzona. Antybiotyk. Maluch podłączony pod piszczące maszynerie. Nie tylko on, ale wszystkie dzieci z naszej sali tam zlądowały. Istna plaga. Nasza sala położnic była jedyną bez dzieciaczków. My- mamy, jak zombie, co 3 godziny kursowałyśmy do maluchów, puszczałyśmy sobie wzajemnie sygnały w razie kiedy maluchy płakały. Co jakiś czas na dyżurze pielęgniarki też stosowały tą metodę żeby nas ściągnąć szybko na karmienie. Dzięki temu w nocy było trochę łatwiej. 

Po ośmiu dobach, w tym 3 spędzonych w "hoteliku" szpitalnym, wyszliśmy do domu. W końcu, nareszcie! Wszystkie dolegliwości, które męczyły mnie od dnia porodu, odeszły w momencie przekroczenia progu mieszkania. A było ze mną słabo. Gorączka, katar, kaszel wyrywający płuca z klatki piersiowej... Było tak słabo, że momentami traciłam w łóżku przytomność. 

-Cześć... bra-bra-braciszku!

Pierwsza reakcja Mani na widok Kuby? Kiedy udało mi się ją przemycić nielegalnie na oddział noworodków żeby zobaczyła małego chociaż przez drzwi, choć na chwilę, Mania zaniemówiła. Pierwszy raz od 5 lat moja córka pierworodna nie potrafiła wydać z siebie żadnego dźwięku! Ledwo wydukała z siebie ciche, pełne przejęcia "Cześć... bra-bra-braciszku!". Myślałam, że padnę na miejscu i rozpłynę się niczym masełko na słońcu. 

Siostra na medal. 

Byłam ciekawa jak to będzie? Jak Mania będzie reagowała ma brata? Jak będzie reagowała na jego płacz? 
Muszę przyznać, że spisuje się na medal. Pomaga z chęcią. Bierze udział w kąpielach i pomaga przy karmieniu. Kiedy mały kotłuje się w swojej kołysce, ona stoi nad nim i głaszcze po główce lub proponuje "tinta". Jeśli ja jestem czymś zajęta i brakuje mi dodatkowej pary rąk, ona czuwa. Jak coś zaczyna się dziać słyszę jak z pieśnią na ustach biegnie do małego, wykrzykując: "Nie martw się Gliczku! Siostrzyczka już biegnie na ratunek!".Kiedy Kuba stęknie czy też zacznie marudzić- pyta co się dzieje? Szepcze do małego uszka: "Nie musisz się nic bać, mama zawsze przy nas będzie!". Z przejęciem dopytuje czy młody przypadkiem nie płacze przez nią. Razem leżakują na kanapie, wtedy Maśka zacałowuje malucha i wyznaje mu miłość co 5 sekund. Miód na moje serce i jednocześnie najpiękniejszy widok na świecie. Jedyne co jej się nie podoba to fakt, iż Dżejkob ma ciemne oczy. Tu składa nam reklamacje co rusz. 
Kocham to!



Nowa rzeczywistość.

Czasem zapomni się nam, że mamy już dwoje dzieci. Serio!
Czy jest trudno? Może czasem jak braknie tej dodatkowej pary rąk. Na pewno jest łatwiej niż przy pierwszym dziecku. Obsługa chłopca nie jest trudna, chociaż się tego obawiałam. 

Któregoś dnia Stary pojechał coś załatwić, pogrzebać przy aucie i troszkę mu się kurde zeszło. Wybiła 20, a tu 2 dzieci do kąpieli. Młody już zaczynał być marudny, bo przypomniało mu się, że przecież jest wiecznie głodny. Mania ledwo trzymała się na nogach po intensywnym dniu w przedszkolu, gdzie Pan przyszedł z żywą sową i jastrzębiem, zdjęcia grupowe i na koniec dnia impreza urodzinowa koleżanki na sali zabaw. Do tego wstała z kurami, bo była podekscytowana tym co miało się wydarzyć. Nie wiem jak to zrobiłam, ale ogarnęłam tą dwójkę, wykąpałam, nakarmiłam i jeszcze wywiesiłam pranie w międzyczasie. Na pytanie Starego - jak to zrobiłam?- nie wiedziałam co odpowiedzieć. Chyba stąd bierze się to hasło: " Jestem mamą, a jaka jest Twoja supermoc?".

Cierpliwość przekroczyła już wszelkie bariery i serio, z ręką na sercu, nie ruszają nas nawet sygnały mówiące o ataku kolki. Przy Mańce pierwszy miesiąc był dla mnie czarno-biały. Baby blues był tak silny, że bałam się jej dotknąć, chodziłam nieprzytomna i miałam ochotę uciec. Tym razem tak nie jest. Myślę, że szybki poród i ten pierwszy tydzień, gdzie mały był na innym oddziale zrobiło swoje. Pielęgniarki zajmowały się małym i w tych pierwszych, najcięższych trzech dobach mogłam odsapnąć i odespać jeśli tylko wcześniej dałam znać, że mi słabiej.

Dwie abstrakcje tego roku?
Mam 30 lat i mam 2 dzieci! 



Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger