Naturalne metody wywołania/ przyspieszenia porodu

Pod koniec ciąży, wiadomo, wszystko już... ciąży. Ani to się położyć wygodnie, ani pochodzić, bo ciężko. Ostatnie tygodnie ciągną się jak stara guma w gaciach. Dziecku już ciasno więc rozpycha się boleśnie. Ty masz dość wiecznego toczenia się, opuchlizny, bólu, dyskomfortu. Zastanawiasz się, co by tu zrobić, żeby przygoda zwana ciążą (oczywiście donoszona powyżej tego 37 tygodnia) zakończyła się już happy endem? Nawet w szkole rodzenia potrafią podpowiedzieć co i jak. Jednak są sposoby, które zasypują internet i powalają na kolana!


Od początku tego tygodnia ponad milion razy usłyszałam magiczne pytanie, pt: "Kiedy rodzisz?" oraz jego wariacje w formie: "Jesteś w szpitalu czy w domu?", "Urodziłaś już?", "Długo jeszcze?", "Ile Ty w tej ciąży jeszcze będziesz?". Pytania te działają na mnie jak płachta na byka. To już jest ten poziom irytacji, który w swoim czasie wywoływały pytania: "Po co Wam ten ślub?", "Jak tam przygotowania do ślubu?" oraz "Kiedy dziecko?". 

Nom... 

Chyba nie jest niczym dziwnym, że mimo woli grzebię w tym internecie i szukam genialnych pomysłów na przyśpieszenie zakończenia. Część znam ze szkoły rodzenia, część to opowieści z krypty będące jednocześnie historią prawdziwą z życia mojej teściowej, część to hity, które znalazłam w necie i prawie urodziłam... ze śmiechu jak je czytałam. Stary też kwiczał jednocześnie pacał mnie po głowie i mówił, że chyba faktycznie mam dość skoro mam takie parcie na szybszy poród. 

Przejdźmy do sedna.

Rady ze szkoły rodzenia.

W szkole rodzenia, jak to w szkole rodzenia -  położna polecała herbatę z liści malin jako najlepszy i najskuteczniejszy sposób przyspieszenia porodu oraz łagodzenia skurczy. Miałam, próbowałam przy porodzie Mani... i co? Generalnie g.... znaczy się kupa. Nic to nie daje. W smaku też szału nie ma. 

Sposób ze szkoły rodzenia numero dos: ANANASY. "Bo po ananasie słodki smak ma się..." i nic więcej generalnie!  

A sposób numer trzy? Ciepła kąpiel, masaż dolnych części pleców. Nadal nic. Chociaż jako sposób na łagodzenie bólu porodowego - jak najbardziej tak.

Cztery. Wiadomka. To nawet ginekolog poradzi: romantyczny wieczór zakończony w wiadomy sposób. Miło będzie na pewno, ale nie daje gwarancji, że faktycznie uruchomi to akcję porodową. 

Z życia wzięte.

Metody, o których słyszały chyba wszystkie ciężarówki. Długie spacery. Dzika akcja sprzątanie. Latanie po schodach. Szorowanie fug między kafelkami przez kilka godzin. Hardcorowe pucowanie okien. Nagły zryw do przemeblowania. 
Nołp. Nic nie dało przy Mańce, teraz też jestem po szaleńczych akcjach czystościowych... nadal cisza. Jedyne co to dało to ból gnatów. 

Historia z krypty czyli metoda teściowej. 

Mój najmłodszy szwagier przyszedł na świat w tempie ekspresowy. Sposób teściowej na poród uliczny? Olejek rycynowy... Tu wole nawet nie ryzykować. 

Hity z internetu.

Moje osobiste mistrzostwo, które znalazłam wczoraj.
1. CIASTO.
Ciasto czekoladowe. 
Ciasto zwane... "Murzynek rozpakowywacz". 

Padłam, skichałam się ze śmiechu, wstałam i czytam dalej:

2. Założenie najlepszej bielizny... w myśl prawa Murphy'ego, mówiącego że właśnie taką bieliznę zabrudzą wody płodowe...

Ja nie wiem czy faktycznie znajdzie się ktoś, kto w to uwierzy. Chociaż  ciasto to bym sobie zrobiła i chętnie zjadła, bo przepis jest jak na najzwyklejszego murzynka. Jedyne czym grozi według mnie zjedzenie tego ciasta w całości to ryzyko, że przeczyści człowieka na amen. 
Ludzie są różni i wierzą w różne rzeczy. Ja wiem. Ja sama mam swoją fobie okołoporodową. Mańkę zaczęłam rodzić po maratonie filmów z Zakościelnym... Dlatego teraz z lekką obawą oglądam Diagnozę, jak Starego nie ma w domu. 
Tak, tak... są ludzie i taborety... Ja czasem jestem tym drugim.

Słyszeliście o innych sposobach wywołania porodu? Próbowałyście czegoś na sobie? Jaki najdziwniejszy sposób poznałyście? 

Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger