Ciągle pada!

Przyszedł wrzesień - przyszła jesień.

Sama się nad sobą zastanawiałam w sobotę kiedy wrzucałam do auta kalosze, kurtki i kominy. Czy to wszystko będzie potrzebne? Niby na Kaszubach ma być lepsza pogoda niż w 3mieście. Jak widać na poniższym zdjęciu wszystko się przydało!



Za oknem szarość - moje serce się raduje. Pogoda ideolo. Od razu chce się coś robić, od razu jest więcej sił. Nawet śpi się trochę lepiej. Deszcz, szarówa i chłodne powietrze. To jest mój najlepszy czas!

Idzie jesień, nasza ulubiona pora! - stwierdził ostatnio Stary, podczas któregoś z kolei powrotu z Kaszub.

Co roku o tej porze włącza się nam szwędane. Kaszuby zamieniamy wtedy na okolice zatoki puckiej. Chłodne wieczory spędzamy razem przy ciepłej herbacie z goździkami i anyżem. Powoli żegnamy się z ukochanymi jachtami. Sztormiaki idą na dno szafy co prawda dopiero na początku października, ale marne szanse, że staniemy na pokładzie do tego czasu. Regaty są za nami więc teraz Bartas będzie już przebywał nad jeziorem sam. Maria odkryła nową pasję, którą okazało się grzybobranie. Grzybiara roku rośnie. Biega po lesie, wynajduje kurki i z pasją zadeptuje muchomory, które są jedynymi grzybami jakie ja potrafię namierzyć. Ta jesień będzie wesoła, coś tak czuję.

Lenistwo bez zahamowań

Bez wyrzutów sumienia można już gnić w domu. Bez wyrzutów, zaraz po odprowadzeniu Mańki do przedszkola, można gnić w wyrku do późnego południa. Nie szkoda każdej chwili, minuty, sekundy. Nie lecę jak głupia po młodą, bo w przedszkolu ma zagwarantowane lepsze i ciekawsze zajęcia niż z ledwo zipiącą matką w domu. No właśnie -  w domu, a nie na podwórku, bo jak i gdzie? Plac zabaw zamienił się w mini aquapark połączony z błotnym SPA. Tylko nieliczni hardcorowi tatusiowie zapuszczają się tam ze swoimi pociechami w celu kopania błotnych tuneli między kolejnymi kałużami. Odważni są! Odważni, albo nie do końca są świadomi co będzie ich czekało w domu jak powrócą z zabłoconym ludzikiem.

Sala zabaw ratuje doraźnie. Jakiś sezon obfity w urodzinki się zaczął, bo przynajmniej raz w tygodniu młoda trupta z kolorową torbą na osiedlową bawialnie i wraca z kolejnym dziwnym malunkiem na twarzy. Umówmy się - panie na sali są dobrymi animatorkami, ale kiedy bozia rozdawała talent malarski to one stały w innej kolejce. 

Ja korzystam z szarości dnia maksymalnie. Pomimo tego, że teraz chce mi się więcej to jednak częściej znajdziesz mnie na kanapie w pozycji horyzontalnej niż ze ścierą w ręku lub stojącą przy garach. Zostały mi dwa miesiące "spokoju" więc kiedy mogę wtedy śpię. Jak nie muszę siedzieć to leżę. Wyręczam się Starym i Manią jak mam taką możliwość. 

Różnorodność pogodowa rozpieszcza zmysły


Od piątku albo mży, albo leje. Szał ciał! Brak przymusu wychodzenia na znienawidzony plac zabaw potęguje we mnie ten i tak mocny syndrom wicia gniazda. Jak już podniosę zwłoki z kanapy, nikt ode mnie nic nie chce, nie wydzwaniają z pracy doprowadzając mnie do szału to idę w kierunku szaf i przewalam. Przewalam, przekładam, układam i wywalam. Wywalam masowo, bez sentymentów. Robię miejsce, bo zaraz przestrzeń użytkowa się obkurczy na okazję nowego mieszańca. Jak już nie przekładam i nie przewalam to siedzę i grzebie w czeluściach internetu. Pinterest moja nowa, potężna miłość. Kopalnia inspiracji, która powoduje siwienie u Starego i podjarkę u Mani. Allegro i inne sklepy internetowy powinni mi odciąć już jakiś czas temu, bo popadam w nałóg szykując wyprawki - wypraweczki. Kurierzy na zmianę przynoszą te mniej lub bardziej potrzebne klamoty. Bartek szaleje i grozi rozwodem. Samo życie! 

Czekam, aż liście zaczną opadać. Czekam z niecierpliwością, aż ta szarość za oknem będzie przełamana czerwienią, żółcią, brązami i pomarańczami. Czekam na swetry i kolejne warstwy ciuchów. Chociaż przyznam szczerze, że mocno się z Mańką dziwowałyśmy kiedy natknęłyśmy się na kasztany leżące na chodniku w ubiegłą sobotę. 






Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger