Wolne chwile, ulotne jak motyle!

Maria dorasta, staje się co raz bardziej samodzielna. Czas nie chce się zatrzymać. Na placu zabaw mnie nie potrzebuje więc leżę i się smażę na ławeczce. Co jakiś czas biega na dwór sama, na zamkniętym patio lata z koleżankami i odmeldowuje się co jakiś czas, więc ja ogarnę sobie chatę. Zamyka się w pokoju i wyrusza do krainy fantazji i godzinami bawi się lalkami, a ja w tym czasie, zgodnie z ostatnimi zaleceniami lekarza, leżę i pachę.  Moje dziecko mnie praktycznie już nie potrzebuje. 




Jak ma ochotę coś przekąsić to podchodzi do lodówki, wyciąga to co ją interesuje i znika dalej. Jak chce pić to podbiega do kuchni, chlusta wodą z dzbanka do szklanki, która zawsze jest w pogotowiu i znika. Z rana przychodzi po cichu do pokoju ze swoim kocem w rękach, wciska się do naszego wyrka, włącza sobie po cichu bajki i czeka aż się zwleczemy. Samoobsługa na najwyższym poziomie. 

Ostatnio odmawia chodzenia na działkę, która znajduje się w pobliżu domu babci. Jeśli babcia nie protestuje Maśka lata po podwórku z tamtejszymi dzieciakami, a my idziemy sami. Po posiedzeniach dziennych nadszedł czas na noce. Czas bardzo sprzyjający, bo tu rocznica ślubu, tu moje urodziny, a w bonusie babcia na urlopie. Tak więc została u babci, a my spędziliśmy romantycznie popołudnie i wieczór dwa miasta dalej. Kilka dni później obudziła się i od rana powtarzała, że chce nocować, tym razem, u kuzynki. Takim sposobem człowiek zyskał trochę luzu wieczorem i pół dnia spokoju. Co z tym czasem zrobić? Plan był jeden - wyspać się za wszystkie czasy! Bez pobudki na odprowadzanie do przedszkola, bez ciśnienia ze sprzątaniem. Stary do pracy, a ja mam labę. Oczami wyobraźni widziałam jak Bartek z Mańką stają w drzwiach po południu, a ja dopiero wywlekam się z betów! Jak za starych dobrych panieńskich czasów.

Plan idealny został skutecznie zniweczony najpierw przez tajfun szalejący przez pół nocy za oknem, a następnie z rana... przez teściową! Nici ze spanka. Co teraz? Pogoda za oknem nie sprzyja wyjściom, a czas z lekka ograniczony. Chociażby się z całych sił pragnęło to niewiele da się dla siebie zrobić. Z jednej strony niby pare godzin by się uzbierało, ale z drugiej dziecko zniknęło z chwili na chwilę i nie było kiedy się zorganizować. Gdyby człowiek wiedział wcześniej to od razu chwyciłby za telefon i zapisywał się do fryzjera lub kosmetyczki... Pomyślałby o sobie, zrobiłby coś tylko dla siebie. Po miesiącu posiedzenia z dzieckiem, bez odskoczni i odsieczy w postaci przedszkola marzy mi się cisza, spokój i relaks. Jakieś SPA? Broń Boziu masaże! Przynajmniej jeden zabieg w salonie kosmetycznym... lub od razu cała seria! Żeby mieć w perspektywie jeszcze kilka chwil radości. Taka karboksyterapia -  idealna dla matki! Poprawić stan skóry, pozbyć się celulitu odmłodzić troszkę to 30-letnie lico i ciało. 



Niestety brak możliwości organizacji sobie atrakcji ograniczył SPAtime do minimum i to w wersji domowej. Zestaw do hybryd odkurzony, włos świeży- umyty i ułożony, peeling i kremy z wyższej półki dla lepszego samopoczucia. Pachnidło i cudowność. Coś dla siebie i niech mąż ma lepiej wyglądającą żonę raz na jakiś czas. A niech tam! Nawet z dresów zrezygnuję! Dzień dziecka po całości!




A wszystko to, po to... żeby powalić się w fotelu i oglądać całą ramówkę TVN Style, bo mąż wspaniałomyślnie nie śpieszył się z powrotem nic, a nic! 

Tak to już jest jak znikąd ma się masę czasu tylko dla siebie. Nie wiadomo co ze sobą zrobić. Nawet do luksusu w postaci nadmiaru wolnego trzeba się przyzwyczaić. Wszystko stopniowo. Najpierw odespać, potem się polenić, a na koniec się rozpieścić. Tak... niech no tylko to przedszkole otworzą!
Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger