Zapiski stanu poważnego

Zapiski stanu poważnego

29 tygodni za mną. Jeszcze 11 do przekulania się. To już ten czas kiedy wszystko robię w tempie godnym żółwia. To już ten czas kiedy do wykonania każdej czynności muszę się zmuszać. To już ten czas kiedy raduję się z pochmurnych, deszczowych dni. 7 miesięcy było całkiem ok, kolejne 3 to będzie walka. Walka samej ze sobą o każdy bardziej żwawy krok, o każdy sprawniejszy ruch, o chęć wyjścia do ludzi i o chęć do wykonania jakiejkolwiek czynności.


Moje Szczęście.

Moje Szczęście.

III trymestr nadszedł. Sama nie wiem kiedy ten czas zleciał. Jakoś z Mańką miałam wrażenie, że jestem w słoniowatej ciąży, która trwa i trwa. Hormony wchodzą na najwyższe obroty, wzrusza mnie już wszystko od reklam zaczynając, na widoku starszych ludzi na ulicy kończąc. Czuję dużo szczęścia, czuję się szczęśliwa jak cholera. Szczęście widzę i odczuwam z byle powodu. Nie wiem czy to przez to, że endokrynolog przykręcił mi kurek z lekami czy to ten gościu w środku mi miesza w głowie. 

Wolne chwile, ulotne jak motyle!

Wolne chwile, ulotne jak motyle!

Maria dorasta, staje się co raz bardziej samodzielna. Czas nie chce się zatrzymać. Na placu zabaw mnie nie potrzebuje więc leżę i się smażę na ławeczce. Co jakiś czas biega na dwór sama, na zamkniętym patio lata z koleżankami i odmeldowuje się co jakiś czas, więc ja ogarnę sobie chatę. Zamyka się w pokoju i wyrusza do krainy fantazji i godzinami bawi się lalkami, a ja w tym czasie, zgodnie z ostatnimi zaleceniami lekarza, leżę i pachę.  Moje dziecko mnie praktycznie już nie potrzebuje. 




Jak ma ochotę coś przekąsić to podchodzi do lodówki, wyciąga to co ją interesuje i znika dalej. Jak chce pić to podbiega do kuchni, chlusta wodą z dzbanka do szklanki, która zawsze jest w pogotowiu i znika. Z rana przychodzi po cichu do pokoju ze swoim kocem w rękach, wciska się do naszego wyrka, włącza sobie po cichu bajki i czeka aż się zwleczemy. Samoobsługa na najwyższym poziomie. 

Ostatnio odmawia chodzenia na działkę, która znajduje się w pobliżu domu babci. Jeśli babcia nie protestuje Maśka lata po podwórku z tamtejszymi dzieciakami, a my idziemy sami. Po posiedzeniach dziennych nadszedł czas na noce. Czas bardzo sprzyjający, bo tu rocznica ślubu, tu moje urodziny, a w bonusie babcia na urlopie. Tak więc została u babci, a my spędziliśmy romantycznie popołudnie i wieczór dwa miasta dalej. Kilka dni później obudziła się i od rana powtarzała, że chce nocować, tym razem, u kuzynki. Takim sposobem człowiek zyskał trochę luzu wieczorem i pół dnia spokoju. Co z tym czasem zrobić? Plan był jeden - wyspać się za wszystkie czasy! Bez pobudki na odprowadzanie do przedszkola, bez ciśnienia ze sprzątaniem. Stary do pracy, a ja mam labę. Oczami wyobraźni widziałam jak Bartek z Mańką stają w drzwiach po południu, a ja dopiero wywlekam się z betów! Jak za starych dobrych panieńskich czasów.

Plan idealny został skutecznie zniweczony najpierw przez tajfun szalejący przez pół nocy za oknem, a następnie z rana... przez teściową! Nici ze spanka. Co teraz? Pogoda za oknem nie sprzyja wyjściom, a czas z lekka ograniczony. Chociażby się z całych sił pragnęło to niewiele da się dla siebie zrobić. Z jednej strony niby pare godzin by się uzbierało, ale z drugiej dziecko zniknęło z chwili na chwilę i nie było kiedy się zorganizować. Gdyby człowiek wiedział wcześniej to od razu chwyciłby za telefon i zapisywał się do fryzjera lub kosmetyczki... Pomyślałby o sobie, zrobiłby coś tylko dla siebie. Po miesiącu posiedzenia z dzieckiem, bez odskoczni i odsieczy w postaci przedszkola marzy mi się cisza, spokój i relaks. Jakieś SPA? Broń Boziu masaże! Przynajmniej jeden zabieg w salonie kosmetycznym... lub od razu cała seria! Żeby mieć w perspektywie jeszcze kilka chwil radości. Taka karboksyterapia -  idealna dla matki! Poprawić stan skóry, pozbyć się celulitu odmłodzić troszkę to 30-letnie lico i ciało. 



Niestety brak możliwości organizacji sobie atrakcji ograniczył SPAtime do minimum i to w wersji domowej. Zestaw do hybryd odkurzony, włos świeży- umyty i ułożony, peeling i kremy z wyższej półki dla lepszego samopoczucia. Pachnidło i cudowność. Coś dla siebie i niech mąż ma lepiej wyglądającą żonę raz na jakiś czas. A niech tam! Nawet z dresów zrezygnuję! Dzień dziecka po całości!




A wszystko to, po to... żeby powalić się w fotelu i oglądać całą ramówkę TVN Style, bo mąż wspaniałomyślnie nie śpieszył się z powrotem nic, a nic! 

Tak to już jest jak znikąd ma się masę czasu tylko dla siebie. Nie wiadomo co ze sobą zrobić. Nawet do luksusu w postaci nadmiaru wolnego trzeba się przyzwyczaić. Wszystko stopniowo. Najpierw odespać, potem się polenić, a na koniec się rozpieścić. Tak... niech no tylko to przedszkole otworzą!
Zmiana kodu na 3  z przodu.

Zmiana kodu na 3 z przodu.

Kiedyś tam, pewnie w okolicach gimnazjum, wizja życia kończyła mi się na 25 latach. Nie byłam w stanie wyobrazić sobie niczego co mogłoby się wydarzyć po 25-tce. To była taka magiczna granica. Życie się kończy, nic nie ma dalej. Starość Panie, starość! A tu proszę, żyję dalej i mam się całkiem spoko. 30 na liczniku, mieszkanko na wsi pod Gdańskiem, mąż i (już za chwilę, już za moment) dwójka dzieci na stanie.




"Jesteś taka jak ja!"

Wstaje Bartas z pieśnią na ustach i z radością oświadcza, że "Jesteś taka jak ja, lubisz to lubisz, później jest jak jest!". W ten sposób manifestował swoją radość, że przestanę mu gadać jaki to jest stary z tą swoją 30-tką na karku. 

O godzinie 7:00 w środku nocy ruszyła karuzela śmiechu, której nic nie zatrzymało przez cały dzień. Ze wszystkich stron atakowały mnie uprzejme życzenia i podśmiechujki z tej zmiany kodu na 3  z przodu. A to wszystko w czasie kiedy ja, niczego nie świadoma, spokojniutko sobie spałam. Kiedy udało mi się zwlec z wyra skrzynka sms i mesendżer był tak zawalone, że telefon potrzebował chwili na reanimacje po tym jak się zawiesił. Szydera na maxa! Nie zawiodłam się na nikim! Lofciam Was! Nikt mi nie odpuścił, nikt! Nawet Maryśka cisnęła mi ostro. 

Mamo, ale z Ciebie była młódka! - stwierdziła podczas przeglądania moich starych albumów.

Mamo, żyłki Ci wystają na stópkach... Zbliżasz się do bycia STARĄ BABCIĄ!

-Mamo! Na torcie postawię Ci krzyżyk! -Wujkowi Szymkowi sobie krzyżyk stawiaj na torcie jak wróci, a nie mi! -Mamusiu... NIE MUSISZ BYĆ KSIĄDZEM ŻEBY MIEĆ KRZYŻYK OBOK CYFEREK NA TORCIE!

Nie jest lekko z tą Mańką, oj nie. Nie jest też lekko z takimi znajomymi jakich mam i z taką rodziną jaką mam. Zero szczypania się. Pierwsze pociski posłała mi Mańka, a zaraz za nią w kolejce stała teściowa z prezentem urodzinowym - wagą! (Pociski mojej teściowej w okresie ciąży to jest temat na osobny post). W chwili kiedy w drzwiach mego domu (powiedzmy, że znienacka i że wcale, ale to wcaaaale się jej nie spodziewałam) stanęła moja przyjaciółka w wielkim czarnym worem myślałam, że pęcne. Nie dało się tego lepiej połączyć! 30 urodziny i wielki czarny wór z balonikami! Kuźwa, Koszalin jak Ci to niechcący genialnie wyszło!

Jednak żyję nadal. Worek nie był na moje spróchniałe zwłoki. Jego zawartość ma jedynie podnieść komfort mojego obolałego ciężarnego stanu. 

Jestem Kasia, mam 30 lat.

Chodzę i będę na wieki chodzić w jeansach i adidasach, moim hobby jest wykupywanie całego internetu kiedy mąż nie widzi. Chociaż na papierze trójka kłuje w oczy, to w sercu forever 21. Chociaż na czole pierwsze zmarszczki to w głowie nadal siano. Pierwsze siwe włosy? Nie wiem, farbuje je od lat 15 na wszystkie kolory tęczy i nadal będę to robić. Mąż płacze w poduszkę, że za kolejne dziesięć lat będę jak ta "Królowa życia" w poprzecieranych jeansach i różowym futrze, a do trumny będą mnie wkładać w galaktycznych legginsach i trampkach. Nie płacz kochanie! Ja wiem, że z Tobą jest tak samo! Chociaż próbujesz to maskować z całych sił to jesteś zbyt do mnie podobny i dlatego do końca świata jesteś skazany na moje towarzystwo. Wiedziały gały co brały!

Trzymamy się za ręce, z córką u boku, z synem, który jest w drodze i wchodzimy razem w kolejny etap życia. Z każdym rokiem co raz mniej poważni i z co raz większą ilością głupich pomysłów. ♥



Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger