Egzorcysta potrzebny od zaraz!

Moje dziecko Bóg opuścił, a szatan opętał. Tu w sumie mogłabym skończyć, bo sił mi brakuje. 



5 dni siedzi w domu! 5 dni z przerwą na godzinne wietrzenie na placu zabaw i wyjście na urodziny do kuzynki. Dziś też niby więcej poza domem niż w środku, ale jednak bez przedszkola. Ten brak przedszkola zawsze kończy się tak samo -  łażeniem po ścianach i jakimiś dziwnym nadaktywnym zachowaniem, które świętego z równowagi może wyprowadzić.  

Sama siedzę w chacie już ponad 2 miesiące i dzień w dzień latam po nią punkt 15:00. Bo mam wyrzuty sumienia, że ona w przedszkolu kiedy ja jestem na miejscu. Bartek stoi nade mną i standardowo puka się w czoło. Po co tak lecę jak głupia, skoro ona tam się świetnie ze swoją bandą bawi? Jak grzałam krzesło w biurze on szedł po nią na ostatnią chwilę. Nie rozumiałam tego... do dziś. Leżę teraz w niepościelonym wyrze, grubo po 17:00, Justin T. w głośnikach koi moją duszę, Dżastin (również T. ) w brzuchu skopuje mi flaki, a ja sobie właśnie przysięgam, że jutro moja noga w przedszkolu nie stanie wcześniej jak 16:30. Bo choćby się waliło i paliło Maria idzie jutro do przedszkola! Nic jej nie jest. Tylko kaszel się odzywa jako pamiątka po wizycie u nieogarniętej lekarki. A mamusi dzidzi było szkoda, że kaszlunek męczy i nie puściła do przedszkola. Cierp ciało, skoroś chciało! 

O co Ci stara chodzi? Z dzieckiem się siedzieć nie chce? Zająć się dzieckiem nie chce? Dziecka się chciało, a teraz biadoli jak źle?

Ja jestem pierwsza do siedzenia z Mańką w domu. Z zajmowaniem się nie mam problemu, bo ona sama sobą się zajmuje -  moja osoba jest potrzebna tylko jak organ nadzorczy czy to w chacie czy to na dworze. Ja tego kabanosa bym zjadła z miłości i u stóp jej złożyła cały świat! Ale kurna blaszka, ona nie potrafi usiedzieć w miejscu sekundy bez jakiegokolwiek ruchu i nie potrafi przeżyć sekundy w ciszy! No ni cholery! To jak ją nosi od jakiegoś czasu nie idzie wytłumaczyć inaczej niż opętaniem przez siły nieczyste!

Gada, gada, gada, gada. Mądruje się. Taka głupio-mądra gadka co wyprowadza z równowagi. Klepie, sapie, jęczy, burczy pod nosem, bulgocze i wrzeszczy ni z  gruchy ni z pietruchy. Turla się, tarza, rzuca po podłodze. Giry są wszędzie: na stole, na kanapie, na oknie, na ścianie. Jakby dosięgała to były by na suficie. Paluchy też wszędzie: w buzi, w nosie, w uchu, w oku... no kurna w tyłku niedługo będą. Wala się wszędzie, po wszystkim i po wszystkich. Stuka, puka klamotami, szura, wali liczydłem. Chryste! Piszę to i mnie trzęsie na samą myśl! I nie, to nie przez hormony to mnie tak drażni. Jakby tak było to Stary zaraz mi zacznie rodzić. Nie tylko na mnie to wszystko działa jak płachta na byka.  

W sobotę byłam na skraju wycieńczenia psychicznego. Stałam przy zlewie nad garami i wyłam z bezsilności. Zero posłuchu i zero poszanowania! Nic nie słucha, ma robaki w dupsku i wiecznie klepie. Nic sobie nie robi z mojego gadania. Szlag mnie trafiał tak potężny, że bardzo rozmyślałam nad spieprzeniem na drugi koniec Trójmiasta. Zatrzymało mnie tylko to, że Bartas szedł następnego dnia do roboty na rano. W życiu nie miałam takiego bólu głowy i takiego ataku furii i histerii.

Przed nami miesiąc wakacji. Przybytek zwany przedszkolem się zamyka. Mam cichą nadzieję, że ta dzika nadaktywność zdąży się rozchodzić przed wyjazdem, bo inaczej będę się chować między krzunami, drzewami, domkami, jachtami, a opętane dziecię szatana będę podrzucać pod drzwiami cioci i wujeczka lub kuzyneczki! 

Tymczasem zrzucam kołdrę z głowy i wyłaniam się z mojej pieczary, Justin śpiewa mi dalej zapętlony tak, że jutub się tnie. Popełznę do wanny pełnej piany i korzystam dalej z tego, że Bartek zabrał Emily Rose gdzieś za Kolbudy. 

Moje kąpiele dawno nie były tak długie. Drzwi blokuje, zakluczam i jakby trzeba było to bym jeszcze zaryglowała. Nie ma mnie! Gdyby nie to... to i dla mnie egzorcysta byłby potrzebny. A może już jest potrzebny, a ja tego nie widzę?
Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger