Dla sympatycznej panny Krysi z turnusu trzeciego...

Wróciłam bardziej zmęczona niż wypoczęta, ale to wszystko skutek codziennych posiedzeń do 3 nad ranem. Zapuchnięta jak cholera, bo dieta na tydzień poszła w piździec! Zamiast bezglutenowych chlebków chrupkich-gryczanych z delikatną szyneczką czy hummusem - KASZANKA! Kaszana, kiełba, szaszłyki, kurczaki, rybeńki z okolicznych jezior topione w tonach tłuszczu. Czyli tak jak być na wywczasie powinno, a jednak strach iść na kontrolę w piąteczek. 



Festiwal disco polo, pieśni powojennej oraz dziecięcej.


Bezalkoholowe piwko z widokiem na jezioro. Krótkie rejsy po Wdzydzach, ubogie grzybobrania i równie ubogie połowy ryb. Chatka, w której strach oddychać, bo może się zawalić. Chatka z tarasem bardzo gościnnym i bardzo głośnym. Borsk zapewne do tej pory hucznie świętuje nasz wyjazd. Sąsiedzi w okolicznych przybytkach odetchnęli z ulgą i rozkoszują się ciszą lasu. Po jeziorze niesie się co najwyżej plumkanie gitary sąsiada z domku obok. Już nie słychać fałszywej nuty z repertuaru Zenona Martyniuka. Raczej nikt nie drze papudry do spółki z Wojciechem Młynarskim oświadczając wszystkim w koło, że "Jesteśmy na wczasach, w tych kaszubskich lasach! W tropikach słonecznych łopalamy sięęę!". Bo tam ani tropiki, ani miejsce do opalania. Dzikie salwy śmiechu raczej nie zaburzają spokoju ludzi i tak pewnie załamanych standardem w jakim przyszło im mieszkać na tym wywczasie. Już nikt tam nie wyje, że idzie do ZOO - chociaż można by pomyśleć, że mając nas za sąsiadów faktycznie "w pierwszej klatce małpy skaczą!".


Ciężarówka na wakacjach.

Drugi raz miałam tą wątpliwą przyjemność wczasować się w trakcie ciąży. Tym razem było lżej. Nie ma upałów, nie puchnę jak szalona i jestem na lepszym chodzie niż te 5 lat temu. Jednak bywały momenty, że nie wiedziałam czy mam stanąć w miejscu żeby złapać powietrze po wdrapaniu się po schodach z plaży do ośrodka czy też kulać się dalej, bo potrzeba siku większa. Co drugi wieczór walczyłam ze sobą żeby nie zasnąć w towarzystwie lub zmuszałam się z rana żeby w ogóle wstać z wyra. Burza hormonów doprowadza do szału, a wejście w 6 miesiąc mnie pokonało. Pierwszy raz w tej ciąży tak kijowo się czułam i nie wiedziałam co się dzieje. 

Gaduła atakuje!

Marię szatan opętał już jakiś czas temu. Jej gadulstwo przeszło na jeszcze wyższy poziom (nie mam pojęcia jak to jest możliwe). Instytucja ojca przestała dla niej istnieć i z całą upierdliwością  skupiła się na mnie. Panie, dobry jak chleb! Czemu akurat teraz kiedy zmuszam się do jakiegokolwiek funkcjonowania wśród żywych?!? Czemu teraz, kiedy walczę sama ze sobą o resztki poczytalności? 
Co jakiś czas odpuszczała mi i wtedy atakowała sąsiadów. Pewnego wieczora sprzedała się tak skutecznie, że do północy chodziła z latarką i starszymi koleżankami po ośrodku. Spokojnie, opieki społecznej nie trzeba na mnie nasyłać! Stary pod osłoną nocy truptał za nimi trzymając dystans na tyle, żeby gwiazdy czuły dorosłość. 

Za mało mi!

Tak! Potrzebuję urlopu po urlopie. Stary kazał uzbroić się w cierpliwość na dwa tygodnie. Trzymam za słowo. Za dużo nerwów za mną. Odbiło mi się to na samopoczuciu i ogólnie na całym organizmie. Chociaż mam wrażenie, że jednak ktoś nade mną czuwa i zaczyna zsyłać rekompensaty za moje zszargane nerwy. Sierpień zapowiada się obiecująco. Pomijając moją zmianę kodu na 3 z przodu za tydzień z kawałkiem... Czekam na jeszcze jeden mini urlop i sesję ciążową. Potem podwijamy rękawy i jedyne wyjazdy jakie będą nas czekać to wycieczki krajoznawcze pod marketach budowlanych. 












Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger