Daleko w tyle...

Rozpoczęło się ostateczne odliczanie do świąt. Zewsząd atakują nas wirtualnie relacje z przygotowań, ozdabiania, przystrajania i nastrajania się innych. Bardzo często pada pytanie: jak Ci idą przygotowania? Nie będę ukrywać. Nie będę ściemniać. Jestem w czarnej dupie. 


Do tej pory mam na koncie wyprawę po ozdoby i strojenie choinki... firmowej. O, przepraszam! Mam 3 puszki pierniczków! Upieczonych i ozdobionych już miesiąc temu! Nawet nadają się już do spożycia. Trochę prezentów też już mam. Grzyby suszone, kapuchę i składniki na ciasta mam. Hmm? A! Wysłałam kartki!

Poza tym... nic! Kompletnie nic!

Nie czuję ciśnienia. Nie mam poczucia, że za karę powinnam stanąć w kącie. Cieszę się z faktu wolnego już od piątku. Zaczynam nastawiać się mentalnie na godziny spędzone przy piekarniku. Ale tylko mentalnie, a na razie:

Zamiast myć okna dla Jezusa leżę na podłodze z Mańką i przy jej asyście dziergam woreczki z grochem.

Zamiast szorować fugi między kafelkami, oglądam Krainę lodu tysięczny raz z rzędu. 

Zamiast pucowania drzwi, biorę Mańkę pod pachę i sunę z nią na miasto. 

Zamiast dekorować chałupę i balkon lampkami i Mikołajami, leżymy na kanapie i wcinamy kisiel truskawkowy.  

Jasełka też jakoś specjalnie mnie nie natchnęły do tych czynności. Po prostu stałam i podziwiałam tą gwiazdkę małą

Nie spieszy mi się. WCALE!  

Najchętniej zakopałabym się w betach i przeleżała każdą wolną chwilę. Generalnie tak robię od jakiegoś czasu. Chyba się zaraziłam od teścia i MAM TĘ MOC! Mam tę moooc zasypiania wszędzie gdzie tylko przycupnę i gdzie jest mi miło i ciepło. Wykopałam swetry i wszystkie najbardziej miękkie rzeczy, które mam na stanie. Dzięki temu nawet w pracy potrafię odpłynąć na sekundę lub dwie, bo mi błogo i mogę się skulkować w mojego futrzaka za biurkiem.
Kamizelka Bonprix


Nagle... CUD!

W końcu robię jakieś postępy i zalewam grzyby. Zdejmuję firany i układam książki na półkach. Ciśnienie związane z nadchodzącymi świętami zaczyna za to odczuwać Stary. Nie wiem jak to jest, że normalnie nie mogę się doprosić podmalowania ściany czy czekam pół roku na ułożenie kafelek na ścianie. Jednak w chwili kiedy objawia się nad nami widmo gości zaczyna działać magia!  
Na okazję "trzeciego dnia świąt" czyli urodzin Mańki, w niedługim czasie przez chatę przewinie się spora ilość człowieka. Takie okazje aktywują w Starym, no nie wiem jak to nazwać, wyrzuty sumienia?

Panie drogi, co to się dzieje w tym domu od dwóch dni?!? Wchodzę po pracy, a tu kurz wszędzie i łaty na ścianach! Goście jado! Ściany w końcu załatać trzeba i ten krzywy, wyłupany kontakt trzeba naprawić! A dziś... Dziś w planach mój małżonek ma... malowanie! 

Jezusiku, wkrótce, nowo narodzony! Czyżbyś cuda działał?  

Obstawiam, że to nie klimat świąteczny. To jednak ta wizja wizyty mojej teściowej tak dobrze robi mojemu mieszkaniu.  Tylko i wyłącznie na takie okazje można uświadczyć widoku odkręcania całej deski klozetowej w celu porządnego polerowania kibla!
 
Mój małżonek, mój chłop, dziad kochany przechodzi transformację!   

-Mania, nie przyklejaj gili do ściany!
-Mamoooo! Tata powiedział, że nie zamaluje gilonów na ścianie!
-Jak już coś robisz, to rób to sumiennie!

Goście, zapraszamy częściej w takich ilościach! Może doczekam się wymiany silikonu w łazience! 
 
Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger