Prezenty niemile widziane przez rodziców.

Ciężarówki Coca-Coli wyjechały! Jesteśmy praktycznie na finiszu listopada. Co za tym idzie? TV bombarduje świątecznymi reklamami, a w przypadku reklam świątecznych prym wiodą te z zabawkami najróżniejszej maści. To wszystko skutkuje jednym - wieczną litanią "chciałabym, chciałaaabym, chciała, chciała!".
Internety zalewają listy wspomagające rodziców w kwestii: co by tu nabyć dla swoich najbliższych oraz tych najważniejszych i zarazem najmniejszych ludzi? Ja zrobię coś innego! Podpowiem czego lepiej nie kupować! 



 
Nieważne czy okazją są święta, urodzinki, imieninki czy też dzień dobroci dla zwierząt. Są takie rzeczy, których lepiej nie kupować maluchom, które nie są Twoim własnym prywatnym potomstwem. Ciocie, wujki, babcie, dziadki - swoimi darami przyniosą dziecku radość, a rodzicom całkiem niechcący mogą zakłócić sielankę, spokój i porządek.

Niektóre prezenty bardzo zapadają w pamięć. Te, które najbardziej uprzykrzają życie mają niewidzialną łatkę, która przypomina od kogo dana rzecz przywędrowała w nasze skromne progi. Tak! Tak właśnie jest! Przynajmniej ja tak mam

Wychodzę z prostego założenia - jeśli nie wiem co kupić danemu dziecku, staram się dopytać czego potrzebuje lub o czym marzy. Robię to bezpośrednio, albo odwalam pochody, bo jestem świadoma, że istnieją przedmioty, które nie są w domach mile widziane. Kiedyś nieświadomie sama je kupowałam, teraz z własnego doświadczenia wiem, że są to, np.: 

1. Ciastolina - zwłaszcza w hurtowych ilościach. Niepozorna rzecz, dzieci cieszy okrutnie, ale rodziców potrafi doprowadzić do szału. Są różne rodzaje ciastolin i każda zachowuje się inaczej po pewnym czasie użytkowania:
  • Są takie, które zachowują ta samą konsystencję - super! 
  • Są takie, które kruszą się niemiłosiernie od pierwszego otwarcia opakowania i wczepiają w dywany, bardziej włochate pluszaki, przyklejają się do skarpet/kapci, a  potem roznoszą się po całym domu.   
  • Są też takie, które się kleją i rozmazują... po palcach, stołach, ścianach...  przy okazji diabelsko farbują.
Trzeba wiedzieć, po którą sięgnąć albo lepiej porzucić pomysł na samym początku, bo nie daj Boziu trafisz na rodzica furiata i nie będzie miło. 
 
2. Flamastry/pisaki/markery.  Nie, nie, nie i jeszcze raz stanowczo mówię NIE! Nie patrz na nie! Odwróć się w stronę kredek i sięgaj po nie. Jeśli rodzic wyraźnie nie da znać, że wyraża zgodę na takie cuda to ... nie, po prostu tego nie kupuj. Najgrzeczniejsze dzieci miewają zaćmienia i bezwładnie smarują po ścianach, oknach albo drzwiach. Nie chciałabyś tego szorować, prawda?

3. Stempelki. Idziemy dalej tym samym tropem. Nie jest to rzecz, którą powinna kupować osoba "z zewnątrz" bez wyraźnej zgody rodziców. Są takie stemple, których za nic nie idzie zmyć...

4. Piszcząco-grająco-wyjące zabawki. Usiądź wygodnie lub połóż się jeśli chcesz, zamknij oczy, zrelaksuj się. Miło prawda? To pomyśl teraz, że tą chwilę relaksu, jedną z niewielu okazji aby w ciągu dnia wypocząć, z impetem zakłóca Ci upierdliwa melodyjka lub dzikie wycie jakiejś zabawki. Wyje i skrzeczy sto razy pod rząd, a bateria nigdy się nie wyczerpuje. Bo w takich zabawkach baterie nie chcą wysiąść szybko, o nie. Nie widzi się taka sytuacja co? Są takie, które wydają przyjazne i spokojne dźwięki, to jeszcze ujdzie, ale w większości...

5. Instrumenty. Mhmm, są ludzie, którzy kupują w prezencie instrumenty. Taki tamburyn na przykład. Ciepełko spływa na serce z radości na samą myśl, co nie? Bębenek? Bo w Lidlu rzucili na kosze. O, w Tesco ostatnio pianinka i gitary były! Nie popełniaj tego błędu. Jeśli nie chcesz stracić przyjaciół/ dobrych znajomych/ zerwać więzi rodzinnych - po prostu nie kupuj takich rzeczy. Rodzice czuwają nad rozwojem talentów swoich pociech i wiedzą co robią. Jeśli do tej pory nie nabyli dziecku sprzętu muzycznego, to ich nie wyręczaj. Wuwuzeli i gwizdków też ze sobą nie przynoś. Uwierz mi, tak będzie dla wszystkich najlepiej. 

6. Pluszak. Pluszak nr 1000 500 100 900. Jeśli jesteś osobą niedoświadczoną w kupowaniu prezentów dla maluchów, to nie kupuj pluszaka. Uwierz, że dzieciątko zazwyczaj ma jednego-dwa- no max trzy ulubione pluszaki i reszta leży i się kurzy lub wala bez sensu po pokoju. 

7. Tony słodyczy. Zapewne znasz z autopsji widok prezentów przeładowanych słodyczami. Pod choinką pełno tego. Do buta Mikołaj, a nawet kilku jego bliźniaków ładują słodyczy i kalendarzy adwentowych bez umiaru. Jak myślisz, kto później wciąga te wszystkie czekoladki, ciućki, lizaki, mamby i jajka? No, ok, jajka akurat zazwyczaj dziecko, ale reszta zalega w szafkach tak długo aż rodzice tego nie pochłoną. Mało który rodzic pozwala maluchowi zjadać to wszystko co otrzyma w darach. Są tacy, którzy w ogóle nie dają kupnych

Prosta konkluzja się nasuwa:  Kto pyta, nie błądzi
Jeśli nie lubisz pytać i chcesz wykazać się inwencją: Nie rób bliźniemu, co Tobie nie miłe

Idąc takim tropem nie narazisz się nikomu. Bo wiedz, że jeśli prezent dla mojej pociechy zajdzie mi ostro za skórę do przy najbliższej nadarzającej się okazji odpłacę Ci pięknym za nadobne! 

 
Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger