Ależ to był dzień...

My mieliśmy dzień resetu i rozkminy nad upływającym czasem. Mańka miała dzień dorosłości. Dla każdego coś dobrego. My świętowaliśmy 11 rocznicę pierwszej randki, Mańka imprezowała u koleżanek na urodzinach, a później balowała u babci. 



Obiecałam sobie, że sprzedam dziecko do babci na noc. Oczywistość! Jak tylko skończy 18 lat. No cóż. Życie zdecydowało za mnie, 14 lat wcześniej. 

No OK, nie życie tylko Mańka - sama. 

Przybywszy po nią, któregoś razu, po odbiór od teściowej usłyszałam, że dzieciąteczko moje najukochańsze, jedyne, najwspanialsze samo siebie opchnęło na noc na najbliższy weekend. Oświadczyła teściowej, że przybędzie do niej, bo : "mama z tatą idą na rocznicę i winko".  Pfff! Mi dwa razy nie trzeba powtarzać. Z rozpędu już w czwartek wieczorem miała spakowany plecak i poczyniony nad głową znak krzyża na drogę. Zagalopowałam się lekko. To przez tą ekscytację spowodowaną wizją wolnego weekendu. WEEKENDU! W sobotę przywdziała tiulową spódniczkę i poleciała na baletowe urodziny koleżanek. 

3 godziny wolnego z samego rana jak śmietana! 

Szał i szok. Człowiek nie wie co ze sobą zrobić. Po odbębnieniu spaceru, we dwoje wpadliśmy do domu i w euforii spowodowanej wolnością, z pieśnią na ustach zaczęliśmy zrzucać z siebie ubrania... wyjściowe, założyliśmy drechy i zaczęliśmy szorować chatę! Jak szaleć to na całego! A co!


Nadszedł wieczór, dziecko odstawione do babci. Romantyczny wieczór czas start!

-Bartek, co mam ubrać?
-Obojętnie, byle ładnie!
-Ok!
-A ja jak założę bluzę to będzie przypał czy mam się stroić w sweterki? 
-Obojętnie mi.
Założył bluzę, aż miałam ochotę dorzucić mu dresy do tego...

Na pierwszy ogień kino! Opcja full romantica: Pitbull. Niebezpieczne Kobiety. Taka romantyczność, że kolana się uginają! 
Kolacja! Azymut wytyczony, jazda na Sopot. 
Ja nie wiem czy całe społeczeństwo trójmiejskie posunęło się ze mną w czasie czy co się dzieje? za moich czasów... ZA MOICH CZASÓW! W sobotnie wieczory w Sopocie nie można było przejść. Szał ciał, imprezy, tłumy wszędzie. Dziwnie się mi w środku zrobiło jak zobaczyłam te pustki w centrum. O 22. W sobotę. W Sopocie. Nieważne. Nie szukałam towarzystwa. Ja na randkę z mężem przybyłam. Obdoiłam Margaritę wielkości mojej głowy i uśmiałam się za dawnych czasów w Sopocie, w sobotę. 

Ten Sopot w sobotę obudził wspomnienia. Jak to tam się ostro balowało! Ile nocy się przetańczyło, ile razy przeszło molo nocą, bo w nocy było za darmoszke. Tego wieczora zapachniało przeszłością. Nawet widok pary niosącej w rękach otwartego ruskiego szampana przywołał wizję pewnej 18-tki, z której zwialiśmy ze Stary właśnie z owym ruskim trunkiem w ręku

-Ej, tylko na molo nie poszliśmy jak kiedyś.
-No, w sumie. Jeszcze późno nie było.
-Mi tam zimno w dupę już było.
-Nie ma co, trzeba się przyznać przed sobą. Jesteśmy po prostu starzy!   

Sopot w sobotę, ze Starym pod rękę. Jak te 11 lat temu. Tylko ludzi dookoła jakby mniej, a zmarszczek na czole trochę więcej. 

  
Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger