Zakazane słowa

Godzina 3:00  w nocy. Słyszę "-mamusiu!" zza ściany. Zamykam oczy i udaję, że mnie nie ma. Jest pełnia, standard z wołaniem. Liczę, że jęczy przez sen. Po chwili Bartek klepie mnie po plecach i każe wstać bo córunia wzywa. W tle słyszę odgłos tuptających stópek. Staje mała księżna przed nami. W ciemności widzę tylko zarys małego człowieka, który trzyma ręce oparte o bioderka i z wyrzutem powiada:
- Ja nie wiem jak ja mam spać, no nie wiem, skoro zrzygałam się sobie do łóżka!!



Mogłam się tego spodziewać. To było do przewidzenia. Zawsze tak jest jeśli przez myśl przejdą mi trzy zakazane słowa: DOBRZE SIĘ TRZYMA lub DAWNO NIE CHOROWAŁA.  Przez ostatnie dni kilka razy je powtórzyłam. Dzień wcześniej mówiłam do Bartasa, że od dawna jest spokój, dawno nie chorowała. Głupia ja, oj głupia. Długo nie trzeba było czekać.

-Przepraszam mamusiu, to moja wina!

Dzieciąteczko moje ukochane, najśliczniejsze i najbiedniejsze. Szybko się przebrała, umyła ząbki (-Dobrze mamusiu, nie będę musiała myć ich z rana!) i położyła do czystej pościeli. Ja, na posterunku, obok niej z ręką na misce w razie "W", które nadeszło szybciej niż się spodziewałam. Leżę i myślę kogoż by tu wezwać na pomoc. Bartas na popołudnie, babcia na popołudnie, dziadek na popołudnie, ja zwlekam zwłoki za 3 godziny. Houston mamy problem...

7:30, ostatnie koło ratunkowe, memory fajnd i... osoba do której dzwonisz ma wyłączony telefon. Faaaaaaak! El qatro kłania się nisko. Zadzieram kiecę i lecę do biura ogarnąć co mam do ogarnięcia. Jeszcze nie wiem jak bardzo będę  Bozi dziękować za zieloną karteczkę i to całkiem niedługo. 

Pieśni dziękczynne zaczęłam odczyniać 5 godzin później w samochodzie, kiedy Bartas przybył mnie zagarnąć do domu. Biedna Mania siedziała w swoim foteliku, rączką trzymała miskę i pierdziała siarczyście zabijając nas po cichu. 

Dużo się tego dnia modliłam. Głównie o to żeby rolki papieru rozmnożyły się przez pączkowanie i żeby ich nie zabrakło do powrotu Starego. Modliłam się żeby dojść do lekarza bez awarii. Modliłam się żeby Mańka nie stłukła upierdliwej, zaczepnej i wrednej dziewczynki na środku przychodni. Modliłam się żeby Mańka nie palnęła jakiejś złotej myśli przy lekarce (-Mamusiu, ja wiem, że u pani doktor nie można bączyć, ale ja mam chorutki brzuszek i nie mogę się powstrzymać!). Modliłam się żeby już wszystko przeszło, żeby się tak nie męczyła. 

Serce mi pęka jak widzę tą małą dziewczynę ubraną w suknię księżniczki, dzierżącą fioletową miskę w rączce nosząc ją z kąta w kąt. Dzielna królewna, która pucuje podłogę mopem, bo awaria z zaskoczenia, a ona koniecznie chce pomóc. Nienawidzę jak choruje, nienawidzę jak się męczy, a ja nie mogę nic zrobić. Pociesza mnie fakt, że trzyma się. Uśmiech nie schodzi z jej twarzy i cały czas rozkłada mnie swoimi tekstami na łopatki. To bardzo dobry znak. Kocham tego anioła! Kilka dni razem dobrze nam zrobi. Obojętnie w jakich warunkach. 

Będzie dobrze. Tylko niech Bartas się trzyma, bo troje z jelitówką to za wiele. 

-Mamusiu, a jak zawołam w nocy - MISKAAAAAAAAAAAA!!- to podasz mi miskę?

Jasne mały bąku. Zawsze podam Ci miskę w potrzebie i mam nadzieję, że Ty mi w potrzebie doniesiesz rolkę papieru toaletowego. Razem przetrwamy!



- No zobacz, masz zwolnionko, odpoczniesz, posiedzisz z Mańką. O! Może na blogasku sobie coś napiszesz w końcu?-  a no Bartusiu, napiszę sobie, a co mi tam!
Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger