Ostatni urlop w tym roku

To jest szczyt! Trzy urlopy w jednym roku? Trzy wyjazdy z dzieckiem? Można? Można! Da się to przeżyć, zobaczyć piękne miejsca, pokazać małemu człowiekowi coś nowego, tworzyć wspólne i jakże piękne wspomnienia. Odpoczynek? Dupa, nie odpoczynek, ale i tak warto. Zwłaszcza jeśli urodziło się małego podróżnika, niezniszczalnego powsinogę!





Były jeziora kaszubskie, byli zagramanico, czemu nie pojechać jeszcze w góry? Why not? Zakopane to zawsze dobry pomysł - przynajmniej dla mnie. Przynajmniej zawsze tak było. Zakopane to moje ukochane miejsce, nie przeszkadzają mi miliony ludzi, nie przeszkadza mi fakt, że byłam tam milion razy. Jednak ukochane Tatry straciły wiele w moich oczach po tym co widziałam w Norwegii. Nadal są piękne, nadal je kocham, ale skurczyły mi się w oczach. Minimalną satysfakcję odczuwałam dopiero przy Morskim Oku, no okej, doliny też mnie jarały, ale to nie było to samo co kiedyś. 

Ile razy pisałam, że Mańka to podróżnik wyśmienity? Dużo. Powtórzę się zatem raz jeszcze. Moje dziecko to wyśmienity podróżnik. Idealny towarzysz! Iron Woman! Czasem się zastanawiam czy ona czegoś nie bierze pod osłoną nocy?Czy ona absorbuję moc z kosmosu? Czy w szpitalu nie upuścili jej do gara z magicznym płynem? 

Pierwsze dłuższe wyjście: zrobione ok. 15 km. Na tych chudych nóżkach? Po zróżnicowanym terenie i z całkiem niewielką ilością postojów. Plus gleba na kamyczkowym szlaku do jakiejś kapliczki. Myślałam, że odleci jak tylko przyłoży główkę do poduszki. Mhmm. Myślałam też, że za nic nie będzie można jej wyciągnąć z wyra dnia następnego. Mhmmm... Zasypiała trzy godziny i wstała razem z kurami. W pełnej gotowości na dalszy podbój górskich szlaków była już o 7:30.

Drugie dłuższe wyjście: kolejne 10 km w małych nóżkach. Czy myślisz, że moje dzieciąteczko było zmęczone taką trasą? Nope. Nope. Nope. All kinds of nope. Nie dość, że jej to nie zmęczyło, to przetańczyła w podskokach (dosłownie) prawie całe Krupówki, przetańczyła również całą zakopiańską Biedronę i nasz hotelowy pokój... ze trzy razy. Padła o 23 i co do niej nie jest podobne, wstała o 7:30...

Przeszła również całe Krupówki i najbliższe okolice x przynajmniej 3, standardowo Gubałówka i przeczłapała 1/3 doliny Kościeliskiej, bo na więcej czasu tego dnia nie starczyło.  

Mam głupie wrażenie, że im dłużej chodzi tym więcej ma energii. Jak na jachcie siedziała całymi dniami i szlajała się tylko w promieniu kilku metrów od łajby to jej tak nie nosiło. A może to te góry po prostu? Ja sama mam dziwny nadmiar energii kiedy tam jestem. 










Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger