I want to fly away

Myśląc o tym wyjeździe, nie nastawiałam się na nic więcej niż spokojne zwiedzanie okolicy i wieczorne posiadówy ze szwagrostwem przy drineczku bądź dwóch. Od momentu kiedy samolot zaczął podchodzić do lądowania, a ja spojrzałam przez okno, nie byłam w stanie pozbierać szczęki z podłogi i przestać piać z zachwytu. Od wiecznego wzdychania prawie się zapowietrzyłam, oczy wyszły mi z orbit i powiadam Wam, ja do tej Norwegii jeszcze powrócę! Dzięki Ci Boziu za ten cenny dar jakim jest rodzina "zagramanico" i to na dokładkę ta fajna!



Jedziemy na wycieczkę, bierzemy Teściową w teczkę!

Dziecko spakowane, Teściową bierzemy pod pachę i lecimy na, jak się później okazało, najlepszy weekend ever! Trochę w swoim życiu już świata pozwiedzałam, ale nigdy nic mnie nie zachwyciło tak jak te fiordy co miały nam  z rąk jeść i te góry z krętymi drogami i wodospadami płynącymi jeden obok drugiego.  

Góry kocham miłością najprawdziwszą, te skaliste najbardziej. Dorzuć mi owcę w polu widzenia i będę  w niebie. Miałam góry, miałam owce na ulicy, a nawet łosia na drodze. Kolorowe, drewniane domeczki postawione na wygwizdowiu, gdzie psy dupami szczekają, szkaradne trolle dookoła, piękne widoki, spacer dosłownie w chmurach. Dopełnieniem mojego szczęścia był widok Mańki zachwyconej wszystkim dookoła. 

- Mańko,  co podobało Ci się najbardziej? 
- Najbardziej podobały mi się góry! 
- A co Ci się mały trollu najbardziej nie podobało? 
- BODOBOSPAD! Bo mnie ochlapał i był za głośny!
- To kiedy lecimy do Norwegii?
- Za osiem minutek mamusiu, bo ciekawe co u cioci i wujka!

Jestem dumna z tego małego podróżnika! Niczego się nie boi. Samolot nie jest jej straszny, spacery i podziwianie widoków na urwiskach też. Ja w wieku niespełna czterech lat wyjechałam najdalej do Aleksandrowa pod Łodzią. Mańka przejechała Polskę wzdłuż i wszerz, podbiła góry, mazury, Kaszuby i okolice. Bez zająknięcia zasiadła w fotelu samolotowym i śledziła wzrokiem chmury. Wyśmienity towarzysz podróży, który ma w tyłku dożywotni zapas duracell-i. 

Reset!

Weekend bez zasięgu i internetów. Tylko ciut, ciut instagrama, wieczorami kiedy Maśka zasypiała. Relaks psychiczny. Doładowanie energii. Aż dziwnie lekko szło mi się do pracy w poniedziałek. 
Podczas ostatniego wyjazdu na Wdzydze nie odpoczęłam za bardzo. Warunki mi na to nie pozwalały. Tym razem było inaczej, bo babcia, bo ukochana ciocia i ten fajny wujek. Młoda lepiła się do nich, aż miło. Bartasowi też się udzieliła błogość chyba... tutaj za rączkę, tutaj buzi- jak 11 lat temu! ;D Takie wyjazdy powinny być wypisywane jako recepta na szarą rzeczywistość

I'll be back!

Jeszcze tam wrócę z tą moją hałaśliwą latoroślą i marudzącym Starym. Przysięgam, że wrócęNie zniechęcił mnie widok na wpół żywego szwagra co chyba ma nas serdecznie dość- nie, nie, nie! Szwagierka wisi mi piwo jakieś dobre! Więc nie ma zmiłuj się! 
  















Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger