FETA 2016

Mamy taką niepisaną tradycję, aby co roku udać się przynajmniej na jeden spektakl podczas Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Plenerowych i Ulicznych. Mniej więcej od 2006 roku uczestniczymy wraz z Bartasem w tym wydarzeniu. Przez ostatnie trzy lata mieliśmy przerwę, bo zazwyczaj nasze wyjazdy urlopowe pokrywały się terminami z FETY. W tym roku to Mańka cisnęła, żeby iść na teatrzyki. W życiu nie uczestniczyła w takim festiwalu, ale po tym jak zobaczyła plakaty i dowiedziała się o co chodzi wierciła dziurę w brzuchu żeby jechać. 

Czym jest FETA? Międzynarodowy Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych. Jak sama nazwa wskazuje- teatr pod chmurką, spektakle pokazywane przez grupy teatralne z wielu krajów. Rozlokowana w kilku miejscach dolnego miasta i starego przedmieścia Gdańska.

 
Mańka lubuje się w teatrach, kinie, muzyce i tańcu. Teatry w jej mniemaniu to nic innego jak objazdowe przedstawienia pokazywane w przedszkolu. Kocha tą formę sztuki i każdy występ przeżywa kilka dni. Pracuję obok teatru Szekspirowskiego, w dni kiedy Stary z Mańką odbierają mnie z biura słyszę nie raz, że kiedy tylko dzieciąteczko urośnie- to ona tu przyjdzie... na występy oczywiście. 


W chwili, kiedy wytłumaczyłam Maśce co oznacza plakat z klaunem w cylindrze na jej twarz wpełzł potężny uśmiech. Po tym jak usłyszała, że w weekend wszyscy mamy wolne i prawdopodobnie idziemy- nie mieliśmy życia.

Ruszyliśmy w kierunku bastionów z lekką obawą. Dlaczego? Nie obawialiśmy się tłumów, bo to norma. Nie obawialiśmy się kiepskich miejsc i słabej widoczności, bo to często-gęsto też norma. Niestety mamy takie, a nie inne szczęście, że za każdym razem (podczas samotnych wyjść) trafialiśmy na spektakle z kategorii thriller łamane na psychodela.  Autentycznie, za każdym razem. 

Zawsze chodzimy na chybił-trafił. Sprawdzamy najwyżej w jakim miejscu i o jakiej porze coś wystawiają. Tak było i tym razem. Na nasze szczęście udało się trafić i z miejscówkami i z odpowiednim  repertuarem. Patrząc pod kątem Mańki jedynym minusem może być fakt, że trafialiśmy na pantomimy. My jak my, starzy to rozumiemy zazwyczaj wszystko, Mańka jak to Mańka - "Zrozumiałam o ślubie", "Zrozumiałam o baletnicy" i "Zrozumiałam o młoteczkach i boksie" . Wiadomka, o sceny ślubne się nie zamartwiałam, bo widziałam że oczy się dziecku świecą na widok welonu. Gorzej z resztą... ale, ale ma czas, za rok zrozumie więcej. 

Family Quality Time na najlepszym poziomie. Kolorowe stroje, muzyka, cała otoczka- to wszystko fascynowało małego człowieka. Spektakle oglądała z rozdziawioną paszczą, co jakiś czas dopytywała o co chodzi. Dreptała z mapką w rączkach i wyszukiwała kolejnych miejsc, w których coś się działo. Wydreptała niezłą kilometrówkę przez ten weekend. Późnymi wieczorami zasypiała w momencie jak tylko dotknęła twarzą poduszki. Od rana opowiadała to co widziała dnia poprzedniego i informowała kogo tylko mogła, że była w teatrze. 

Po zakończeniu festiwalu oświadczyła poważnym tonem, cyt. "Bardzo mi się podobało, ale myślałam, że teatrzyk będzie w pomieszczeniu!".


Byliście kiedyś na podobnym festiwalu? Sami czy z dziećmi? Podobało się?  

P.S. Niechaj Was nie dziwi Marysina stylówa na Snoop Dogg'a. Dziecko ma wakacje i eksperymentuje z wyglądem. 



 
Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger