Kwarantanna

Za oknem słońce, piękna pogoda, zero chmury na niebie. A ja gnije. Nie, nie w pracy... Gnije w chacie razem z Mańką, którą dopadła pierdzielona ospa! Nie załamujmy się, szukajmy plusów tej sytuacji! Bo takie na pewno się znajdą!


Pozytywy, szukaj pozytywów tej sytuacji kobieto! Pierwszy i niepodważalny plus tej sytuacji to wypoczynek! Tak jest! Po ostatnich przykrych przeżyciach i dwóch kolejnych nie przespanych weekendach, w końcu się porządnie wyśpię! Dzięki Ci Panie za dziecko, które garuje jak nie jeden stary! Co pośpię i wyleżę to moje! Co Mańka pośpi to jej. Biedna też musi nadrobić, bo przez nasze wieczne przeszlajanki nie byłą w stanie wyrobić swojej sennej normy. Późno kładła się spać i bardzo wcześnie wstawała. Pod koniec tygodnia trzeba było się nieźle nagimnastykować żeby ją zreanimować.

Jeśli wypoczynek to w stylu pełnoetatowej matki. Co to może oznaczać? Sprzątanie, szorowanie, pranie, ogarnianie, segregowanie, prasowanie. Odkąd wróciłam do pracy większość obowiązków domowych zostało scedowane na Bartka. Chłopak musiał się wczuć w rolę pana domu. Radzi sobie świetnie, ale są takie rzeczy, którymi nie skala sobie swoich dłoni. Ja po robocie nie mam najmniejszej ochoty na szorowanie klopa i prasowanie po nocach stert wymemłanych ciuchów. W weekendy staram się to ogarniać, ale nie zawsze się da. Jesteśmy ludźmi, którzy nie usiedzą na tyłkach w czterech ścianach przez dwa dni. Więcej nas nie ma niż jesteśmy. Nawet na święta nie umyliśmy okien dla Jezusa więc jest co nadrabiać... Oj jest. Mam szansę na odgruzowanie chałupy i częściowo już to zrobiłam. 

Na okazję niedyspozycji zdrowotnej małej buby plany weekendowe uległy zmianie. W weekend czeka nas drugie z trzech planowanych wesel. Na pierwszym Mańka tańczyła jak szalona, przykleiła się do pary młodej i innych gości, absolutnie nie odczuliśmy jej obecności. Na to nadchodzące nie mogła się doczekać. Już planowała, że przyczepi się do ukochanego wujka i ulubionej ciotki, dostała piękną suknię i co? Jajco. Zasmuciła się niezmiernie, ale sama siebie pociesza, że weekend spędzi z kuzynką, a na trzecie wesele pojedzie na bank. Zatem bonusem ospy jest to, że Starzy będą mieli wychodne! Sami, we dwoje, w nocy. Szwagier szykuj kielona! Z jednej strony się jaramy, z drugiej jest nam przykro, bo chcieliśmy iść we troje- zwłaszcza na to wesele!

Najważniejszy plus tej pieruńskiej choroby to to, że ma ospę z głowy. Na amen. Pech chciał, że trafiła jej się kwarantanna w tak piękną, praktycznie letnią pogodę. Dzielnie powstrzymuje się od dzikiego drapania. Wynajduje sobie zajęcia mniej lub bardziej destrukcyjne dla otoczenia. Od ostatniego ataku gorączki wylewnie okazuje swoje uczucia. Wyznaje miłość swą dozgonną co 5 minut. Sama wzywa do smarowania i do różowej kąpieli. Wygląda jak fioletowa biedrona, którą ktoś zatrzasnął w solarium. 

-Mamusiu, mi nie przeszkadzajom te fioletowe kropki. One mi się bardzo podobajom!

Ciężko zasmuciła się, że nie może iść do przedszkola, bo przecież Pani Iza i Pani Wola będą za nią tęsknić. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło- nie ma przedszkola to można pomalować paznokcie na kolorowo! A te fioletowe kropki bez najmniejszego problemu można przecież zamienić na serduszka!

Wyglądałam ospy przynajmniej od grudnia, bo już wtedy kartka na tablicy ogłoszeń straszyła zarazą swędzących bąbli, szkarlatyną i Bóg jeden wie czym jeszcze. Obawiałam się, że dziadostwo przyjdzie w najmniej odpowiednim momencie. Minął dzień babci, dzień dziadka, święta, pogrzeb, wesele, a tu nic. Miałam czarną wizję, że Mańka padnie przed festynem rodzinnym, albo co gorsze przed wycieczką!Wycieczka na Kaszuby, autokarem, bez starych, z ukochaną Panią Wiolą i najlepszymi przyjaciółkami: Klementynką i Elizką. Wyjazd oferujący szaleństwa z Minionkami! No przecież dziecko załamałoby się na amen! Na szczęście do czasu wgramolenia się do autokaru będziemy miały chorobę za sobą.

Mamy czas, mamy czas!
Mamy w końcu dużo czasu żeby nadrobić bycie sam na sam. Zazwyczaj w przypadku choroby z małą siedzi Stary. Tym razem, ze względu na plany wakacyjne, to długie posiedzenie wzięłam na siebie. Nie ukrywam, że stęskniłam się za gniciem z tym małym grzybem. Od pierwszego dnia kwarantanny mam wrażenie, że cofnęłam się w czasie i wróciłam do tego co było prawie rok temu. Dzień w dzień w swoim towarzystwie. Wspólne zabawy, wspólne leżenie na kanapie, wspólne sprzątanie i wspólne gotowanie, łażenie w piżamie i wyciągniętych dresach, bez spiny, bez domalowywania sobie twarzy. Gdyby nie telefony z pracy mogłabym odpłynąć całkowicie. Co nas ogranicza to brak możliwości wyjścia na słońce, na plac zabaw czy na głupie zakupy, jedyne pole do popisu daje nam balkon. 

Bez bicia przyznaję się, że powrót do pracy dobrze mi zrobił. Siedzenie za biurkiem i grzebanie się w papierach to mój żywioł. Ja nie pracuję, ja odpoczywam. Mam to szczęście, że w biurze otaczają mnie sami fajni ludzie i aż chce się tam iść, człowiek nie może się doczekać tej porannej kawy i scenek żywcem wyciągniętych z serialu Camera Caffe. Jednak gdzieś tam z tyłu głowy czai się tęsknota za spokojnymi, bezstresowymi i spontanicznymi dniami spędzonymi z małą rozgadaną dziewczynką. Przez 2,5 roku, które przeleciały nie wiadomo kiedy, brakowało mi jedynie kontaktu z ludźmi. Owszem zawsze można było liczyć na przyjaciół i rodzinę, ale to nie jest to samo kiedy musisz wstać i wyglądać jak człowiek i wchodzić w interakcję z innymi przez te osiem godzin. Od momentu kiedy nasze drogi się rozeszły, jej prowadziła do przedszkola, a moja za biurko, trochę się pozmieniało i dopiero teraz zauważam ile tego jest. Od piątku nie mogę wyjść z podziwu jak bardzo Mania się zmieniła, jak urosła i jak wiele potrafi. Rozmawia się z nią jak z dorosłym człowiekiem, pomaga we wszystkim, zadziwia na każdym kroku. Może ta ospa miała się przypałętać akurat teraz? Mi dała wytchnienie, małej dała radość z tego, że jestem z nią 24 godziny na dobę i skaczę nad nią jak głupia, a nie wlekę zwłoki z jednego pomieszczenia do drugiego. Może faktycznie nic nie dzieje się bez przyczyny?


Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger