HELLO SPRING!

Pogoda za oknem nie idzie ostatnio w parze z pogodą mojego ducha. Za oknem słońce, a w głowie raczej chmury. Nie zmienia to jednak faktu, że ten nagły atak prawie letniej aury dobrze mi robi... Jeśli akurat nie jestem zamknięta w czterech ścianach biura.


Słoneczny weekend oraz początek tygodnia nie tylko mi podładował akumulatory. Młoda lata na powietrzu do późnych godzin wieczornych, doznaje dzikich napadów wilczego głodu, a na koniec pada jak mucha. 
Łazimy, jeździmy. Rodzinne marsze dobrze robią atmosferze w domu. Ułatwiają zasypianie, które stało się trochę ciężką przeprawą. Cała masa spacerów przytemperowała nadpobudliwe zachowania Mańki nakręcone chorobowymi posiedzeniami w chacie i zaostrzyła jej kulejący ostatnio apetyt. Zapytana co chce na kolacje, dziarsko odpowiada, że: GOFRY! No tak... sezon na deptakach nadmorskich powoli się rozkręca. Budki, budeczki kręcą w nosach zapachem gofrów i przesolonych frytek. Już im ulegliśmy! Owszem. Wizja wypchania się gofrem z bitą śmietaną i czekoladą włączyła nam w tyłkach motorki i silną wolę ustania w kilometrowej kolejce. Nic nas nie zniechęciło! O nieee! Mnie nie pohamował nawet znak z niebios w postaci ptasiej kupy na czubku mojej głowy! Bozia chciała powiedzieć: nie żryj! Dupa już i tak za wielka! Zignorowałam to! Stary przetarł mi łeb i polecieliśmy dalej, z wywalonymi jęzorami. A Maryśka na czele!
Ahhh... wiosna w powietrzu!



-Mamusiu, ja nie chcę nigdzie jeździć już autem. Wszędzie pojadę na moim rowerku!

Młoda przeżywa drugą miłość do swojego rowerku oraz rozwija swoje gorące uczucie względem hulajnogi, którą nabyła niedawno za pieniądze intensywnie ciułane w skarbonce z podobizną Peppy. Powala mnie jej upór i dążenie do celu. Kiedy dostała skarbonkę pod choinkę zapowiedziała, że będzie zbierać hajs właśnie na tą wymarzoną hulajnogę. Przy hojnym wsparciu rodziny, z ciężkim naciskiem na dziadka, już na początku lutego miała minimalną potrzebną kwotę. Odczekała aż za oknem buchnie wiosna i w moim towarzystwie udała się na zakupy z pieśnią na ustach. 


Osiedle trzęsie się od jej pisków lub od hałasu, który generuje swoim dzwonkiem / klaksonem. Na okazję rozpoczęcia sezonu działkowego, również RODOS i jego użytkownicy są zmuszeni do wysłuchiwania pisków, wrzasków, śpiewów i nawoływań małego bąka.  


-Ehhh... trzeba brać się do roboty! - rzekła mała pannica i pociągnęła swoje dwie wywrotki na drugi koniec działki. 

 
Zaczyna się przekopywanie, grabienie, likwidowanie kopców krecich i nie zdziwię się jak w sobotę zastanę przygotowaną dla mnie kosiarkę. A ja tak naprawdę marzę tylko o girllu i kiełbie w gębie, ewentualnie o rozlaniu sadła na leżaku pod jabłonką. Nie ma lekko, najpierw trzeba ogarnąć otoczenie. 

Słonko świeci, baterie się ładują. My maszerujemy przed siebie trzymając się za ręce, a w chacie piętrzą się niepościelone wyra i niewyprasowane pranie.  To właśnie zaczyna się ta część roku kiedy więcej nas nie ma niż jesteśmy. Za tydzień wodowanie jachtu i już niebawem wypłyniemy ponownie na kaszubskie jeziora. 

HELLO SPRING!  
please be nice to me
 
Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger