Czuję presję

Są takie trzy pytania, które skutecznie podnosiły lub podnoszą mi ciśnienie. Pierwsze: Jak tam przygotowania do ślubu? Sześć lat temu dostawałam skrętu flaków za każdym razem jak je słyszałam. Im bliżej wyznaczonej daty, tym częściej je słyszałam, a moja cierpliwość była w bardzo słabej kondycji. Sądziłam, że minie trochę czasu zanim pojawi się kolejne równie irytujące pytanie, które będzie wywoływać we mnie potrzebę ucieczki przed ludźmi. Myliłam się. Nie minęło dobrze pół roku i usłyszałam pierwszy raz: A kiedy dziecko?



Kiedy dziecko? Kiedy dziecko? Po milionowym razie zaczęłam odpowiadać: NIGDY! Szlag mnie trafiał za każdym razem kiedy szykowało się rodzinne spotkanie. Stało się to na tyle namolne, że podczas jednej z rodzinnych imprez usłyszałam: Nie pij, bo dziecku zaszkodzi! Ręce mi opadły w poszukiwaniu szczęki, która runęła na ziemie chwilę wcześniej. Dobrze, że instynkt macierzyński zatrybił w miarę szybko i po dwóch tygodniach rozmyślań nad dzieckiem dwie krechy się objawiły. 

Pojawienie się kolejnego ciężkiego pytania-Kiedy drugie dziecko?- było tylko kwestią czasu. Jednak w życiu nie spodziewałabym się, że największą presje w tym temacie będzie wywierać na mnie moja córka jedyna! 

-Mamooo, musimy pomyśleć o drugiej dzidzi! Żeby w moim wieku nie mieć rodzeństwa?!?!- powiada do mnie moje trzyletnie dziecko. 

Początkowe pytania Mańki były podsycane przez Starego. Z czasem u niego temat przycichł, a u młodej bardzo się rozwinął. Bardzo lubi dyskutować o potencjalnym rodzeństwie. Rozmówców znajduje dość łatwo, bo o kolejne dziecko zagadywać potrafią obcy ludzie w kolejce w Lidlu...

Maryśka co drugi wieczór zagaja, a wręcz wymaga: MAMO! Musimy pomyśleć o tej dzidzi, bo nie mam się z kim tu bawić! Sięga po konkretne argumenty: Ja się dzidziom zajmę! Nawet pozwolem jej leżeć na moim łóżku!

Zabrałam ją na rajd po domach "wyposażonych" w mniejszy kaliber dzieciątek. Na pierwszy rzut poszedł brat narzeczonego Mańki. Młoda zachwycona! Podglądała, głaskała, zagadywała. Wszystko pięknie, wszystko ładnie do czasu kiedy młody kawaler obślinił jej bluzkę. Stanęła jak sparaliżowana, z grymasem na twarzy zażądała wymiany odzienia. Pytam ją: Maniu, nadal chcesz mieć rodzeństwo? Młoda odpowiada, że tak. Dopytuję dalej: A jak nasza druga dzidźka też cię obślini to co wtedy? Chwila konsternacji i rozkminy. Mańka wreszcie odpowiada: No to nie wiem... będziesz mnie przebierać! 
Przy drugiej wizycie nie była już taka śmiała. Bała się tego obślinienia. Co nie zmieniło faktu, że dzidzia się jej podobała, bo z bezpiecznej odległości wołała: Ciocia, ona jest piękna!

Czuję presję, bo mam wrażenie, że serio potrzebuje teraz rodzeństwa. Autentycznie czuję ciśnienie ze strony własnego dziecka. Młoda jest z dnia na dzień co raz bardziej zafiksowana. Doszło już do tego, że wybiera imiona. Brata postanowiła nazwać Jacek. Siostrę pragnie ochrzcić imieniem swojej wyimaginowanej przyjaciółki: Ala. 

Czy Wasze pociechy też tak intensywnie domagały się rodzeństwa? Jeśli już to rodzeństwo się pojawiło to zapał pozostał czy zgodnie z moimi przewidywaniami przepadł?

Przez własną córkę odczuwam dyskomfort psychiczny... Do czego to doszło?


Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger