Chwile...

Najpiękniejsza chwile? Są jak migawki, wypełniają głowę cudnymi obrazkami, szybko ulatują. 
Dni są krótsze, czasu spędzanego wspólnie też jest coraz mniej... niestety. Z początkiem kolejnego miesiąca będzie jeszcze słabiej, ale damy radę!


Na serce spływa przyjemne ciepełko, kiedy w głowie przerzucam klatki z wspomnieniami ostatnich tygodni. Coś się zmieniło w Mańce. Zapewne za sprawą przedszkola i mniejszej ilości czasu spędzanej razem. 

Weekendy stały się teraz świętością, a noce kiedy Bartek odbębnia 3 zmianę w pracy są równoznaczne ze wspólnym spaniem. Jeszcze jakiś czas temu zarzekałam się, że nie będę spać z dzieckiem, ale teraz mi się odwidziało i po części to polubiłam. Chociaż nadal nie znoszę jak małe ciałko zamienia się w walec i turla się po mnie we wszystkich możliwych kierunkach przez praktycznie cała noc- kara za lenistwo, bo nie chciało się pościelić wyra w drugim pokoju!

Siedząc w pracy, kolejną godzinę lampiąc się w monitor i sącząc kolejne litry kawy mimowolnie uciekam myślami do tego małego człowieka, który w tym samym momencie zapewne roznosi przedszkole i bawi się na całego ze swoimi ziomeczkami. 

Myślę jak fajnie jest kiedy w nocy małe rączki zaciskają się na mojej szyi- nie, nie po to żeby udusić. Jak uroczo jest kiedy maluch gada przez sen rozwalając mnie na łopatki i roztapiając serce cichym "kocham mamusie!". 

Myślę o tym, jak fajnie było podczas ostatniego, spontanicznego spaceru przez Rewę. Miedzy małymi rybackimi chatkami. Jak było miło kiedy razem, we trójkę oglądaliśmy piękny zachód słońca. Mała biegała po plaży zbierając pióra, kamienie i kije chichrając się przy tym jak szalona. My siedzieliśmy na ławce gapiąc się raz na panującą flautę, raz na różowe niebo, raz na biegającą z piórami Mańkę. Obrazki do zapamiętania na zawsze.  

Myślę i jednocześnie nie mogę się doczekać spaceru z Mańką po wyjściu z przedszkola. Mała już w szatni decyduje czy wracamy standardową drogą- "skrócikiem" czy mamy się nie spieszyć i na spokojnie przejdziemy się przez głębie wsi i "pszes pole". Czas tylko dla nas. 

Przypominam sobie Mańkę oświadczającą mi, że uczyli się w przedszkolu "MAKARENE MAMO!". Chichram się jak głupia pod nosem, bo mam przed oczami tego małego krasnala, który gibie łapkami i pupcią.

Mówię sama do siebie, że już mamy środę. Jeszcze tylko dwa dni i internet, telewizja oraz telefon odsunę na bok. Te dwa dni są tylko dla nas! Dni wypełnione spacerami, zabawą. Dwa dni klejenia ciastoliny, tulenia i rysowania. Wspólne walanie się w betach, wycieczki. Kupa śmiechu, czasem się pokłócimy. Jednak każdy spór szybko się kończy, Mańka chwilę rozkminia w swoim pokoju, przychodzi do mnie i powiada:
-Pszepraszam. Zdenerwowiłam się! O co my się kłucimy?!

Rozkłada mnie tymi słowami. Nerwy idą na bok. Najważniejsze to nie tracić czasu na głupoty. Czas jest teraz na wagę złota. Każda minuta jest cenna. 

Nie mam wyrzutów sumienia, że wróciłam do pracy. Przez to, że nie spędzamy razem 24 godzin bardziej się zżyłyśmy. Skumplowałyśmy się jeszcze bardziej. Każdorazowo witamy się z uśmiechem, poranne spacery do przedszkola są tylko dla nas- no chyba, że pada deszcz... wtedy Stary niezbędny. Przez to, że nie widzę jej koło 8 godzin dziennie mniej mnie irytuje, mniej się wnerwiam, co wychodzi nam na dobre. Z pieśnią na ustach zaczynamy i kończymy dzień.

Żeby tak kolorowo było już zawsze...





Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger