A dlaczego?

Weekendowy poranek. Mała pyza wita mnie ogromnym uśmiechem i oświadcza, że ma dziś dobry humor. Nieźle się zapowiada! W perspektywie wycieczka na drugi koniec Trójmiasta więc ten dobry humor jest na wagę złota. Jeszcze tylko trzeba zaopatrzyć się w odpowiedni zestaw umilaczy podróży i jest duża szansa na to, że w Gdyni wysiądę z SKM-ki bez uszczerbku na psychice i w całkiem dobrym nastroju.  

Idzie radosny mały człowiek i strzela uśmiechami na lewo i na prawo. Zapowiada się spokojna i przyjemna podróż. Może nawet chwilę sobie odsapnę i zresetuję mózg podczas jazdy pociągiem? Jest szansa!

No i na co było się cieszyć? Po co się babo nastawiałaś? Ledwo do autobusu wsiadłyśmy i zaczęło się...

-Mamooo, a dlaczego autobus nie jedzie?
-Bo jeszcze ma chwile do odjazdu.
-A dlaczego?
-Bo tak jest w rozkładzie.
-A dlaczego?
-Bo jeszcze inni ludzie będą chcieli jechać.
-Aha... A dlaczego?

Ruszył, uff! Młoda skupiła się na konsumpcji lizaka i podziwianiu widoków za oknem. Wtem mijamy szkołę, z której wychodzą wystrojone dzieci z rodzicami. Niby nic takiego, ale...

-Mamo, a dlaczego dzieci mają czapeczki?
-Bo miały pasowanie na ucznia. Ty też niedługo będziesz mieć pasowanie w przedszkolu.
-A dlaczego?
-Żeby było fajnie!
-Będę miała czapeczkę?
-Nie wiem. Pani dyrektor pewnie będzie was dotykać wielkim ołówkiem po ramionkach.
-A dlaczego?
-Bo tak się robi.

Odpuściła. Jedziemy dalej. Spokój nie trwa zbyt długo, bo do czasu wejścia do tunelu eskaem. 
-Mamo, a dlaczego pociąg pojechał?
-Bo się nie wyrobiłyśmy.
-Tam jest drugi. Dlaczego drzwi som zamknięte?
-Bo "kierowcy" mają przerwę.
-A dlaczego?
-Bo długo jechali pociągiem.
-A jest w tej eskaemce toaleta?
-Nie wiem, zobaczymy czy to nowa czy stara to Ci powiem.
-A dlaczego?
-Bo w starych toaleta jest zamknięta.
-A dlaczego?

Ehh. Na szczęście była nowa i kibel był otwarty. Niestety ze względu na remonty musiałyśmy odsiedzieć 20 minut zanim eskaemka odjechała i pytań zaczynających się od "dlaczego?" padło zyliard. Po drodze dziecko zajęło się rysowaniem, a ja cieszyłam się chwilą spokoju. W połowie drogi Mańka zaczęła kolejną serię pytań. Współpasażerowie chichrali się, albo przewalali razem ze mną oczami.  

Nie jestem wszechwiedząca, mój mózg nie ma zakodowanej encyklopedii czy Wikipedii. Po setnym "a dlaczego?" powoli zaczyna brakować odpowiedzi, argumentów i cierpliwości. Byle co może wywołać lawinę. Dziecko jest głodne wiedzy zawsze i wszędzie, a ja niestety nie zawsze jestem w stanie odpowiedzieć sensownie i ostatecznie wyrzucam z siebie klasyczne "a dlatego!" i staram się zakończyć ostrzał. Nie lubię tego robić i staram się ucinać konwersację jak najrzadziej. Nie udaję, że jestem głucha i nie słyszę, bo po pierwsze może to spotęgować ilość pytań oraz ich głośność, a po drugie nie jest fajnie jak ktoś cię olewa! Zawsze staram się odpowiedzieć, nawet jeśli nie do końca znam odpowiedź- leję wodę i jakoś zmieniam temat.

Myślałam, że etap "co to?" był ciężki- myliłam się. Teraz jest gorzej, bo ilość pytań powala mnie na kolana. Są bardziej rozbudowane i bardziej wnikliwe. Ostrzegałyście mnie pod którymś postem, że etap "dlaczego?" jest trudniejszy do przetrwania- nie wierzyłam. Przepraszam!

Jesteście już na tym etapie, a może macie go już za sobą? Jak radziłyście sobie z gradem pytań? Jestem ciekawa.


Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger