7 rzeczy niezbędnych podczas wyprawy z dzieckiem w trudnych warunkach

Lubimy podróżować z Maryśką, nawet przez myśl nam nie przeszło, żeby na wakacje czy wypad weekendowy pojechać bez niej. Mańka jest turystką wyśmienitą i bezproblemową. Mając niespełna trzy lata objechała Polskę wzdłuż i wszerz. Nocowała w hotelach, pensjonatach i w warunkach polowych na jachcie. Żadne warunki nie są jej straszne. Można wręcz odnieść wrażenie, że im surowsze są okoliczności noclegowe tym większą frajdę jej sprawiają.


Większość wakacji jak i jesienne weekendy mieliśmy okazję spędzić na żeglowaniu po „kaszubskim morzu”. Na taką przygodę trzeba przygotować się dokładnie, a mając za towarzystwo małe dziecko, musieliśmy przysiąść i mocno się zastanowić co zabrać żeby nie było potem psikusów. Poza standardowym bagażem, pt: ubrania, zabawki, jedzenie i podstawowe środki higieniczne trzeba mieć w podorężu kilka istotnych rzeczy.


1.       Najważniejsza sprawa. Rzecz, bez której można sobie odpuścić żeglowanie z maluchem. KAPOK. „Kimizalka”-jak to powiada Mańka, jest niezbędnym elementem ekwipunku. Bez tego lepiej nie wypuszczać się na głębokie wody, nie ważne jak dobrze oceniasz swoje żeglarskie skile. Nigdy nie wiadomo co może się zdarzyć i nie wiadomo co dziecku może wpaść do głowy (a pomysły dzieci miewają czasem kosmiczne). Kamizelka nie ma leżeć i cieszyć oka swoją absolutną oczojebnością i rozśmieszać do łez swoimi stringami z szelek, ma być zawsze pod ręką, a gdy mały majtek zapragnie wyjść na pokład- powinna znaleźć się niezwłocznie na nim. Koniec-kropka-amen. Młoda lata bez kamizelki jedynie podczas postojów i oczywiście pod pokładem.


2.       Nocnik. Udogodnienie w trakcje rejsu, bo podczas postoju nie zawsze jest potrzebny. Jednak gdy jacht znajduje się na środku wielkiego jeziora, wiatr zanika i stoimy praktycznie w miejscu, a u Twojej pociechy pojawia się nagła, cieżka potrzeba- to wiadomo. Nie zawsze da się w ekspresowym tempie dobić do brzegu, nawet jeśli Stary zaczyna machać wielkim wiosłem i wypluwać na tą okazję płuca.


3.       Specyfiki na uczulenia, szpreje/mazidła/pianki odstraszające robactwo. W tym temacie jestem wyczulona, bo sama siebie muszę każdorazowo zaopatrzać w podobne rzeczy, co by przypadkiem nie zniszczyć innym (i sobie) wywczasu wypoczynkowego poprzez nagłą wyprawę do szpitala. U Mańki zaczynam obserwować zaczątki tego co sama mam więc staram się, żeby w apteczce było wszystko co najpotrzebniejsze. Wypsikać się i wysmarować anty-komarowo/kleszczowo/robakowo też koniecznie i każdorazowo trzeba- chociaż w lesie pojawiły się dziwaczne pająki ze skrzydłami much, których nic nie odstrasza i tak się wczepia w ubrania, a potem przez dwa tygodnie będą Ci wyłazić z prania, prasowania i Bóg jeden wie z czego jeszcze.


4.       Chusteczki nawilżane (najlepiej dwa rodzaje- nasączone mocniej i słabiej) i waciki. Nie zawsze jest okazja wskoczyć pod prysznic na przystani. Czasem akumulator zrobi psikus i woda z kranu nie leci- jakoś trzeba sobie radzić, bo po łażeniu po lasach, siedzeniu przy ognichu z kiełbą w ręce nie jest się zbytnio czystym. Chusteczkami odświeżymy twarz, przemyjemy dziecku pupcie, przetrzemy rączki (i to co rączki pobrudziły). Wacikiem nawilżonym wodą z butelki czy z czajnika przemyjemy oczka i jakoś dotrwamy do wizyty w prysznicu napędzanym złotymi monetami. Warto zadbać o to, aby chusteczki były sprawdzone. Nie chcemy przecież podrażnić skóry i zakończyć wypoczynku z okazji reakcji alergicznej. My zaufaliśmy Kindii już dawno temu, a teraz z nową, ulepszoną recepturą jeszcze bardziej nam pasują. Ładnie pachną, są idealnie nawilżone i jako jedne z nielicznych nie podrażniają Marysiowej skóry. Kindii oferuje trzy nowe rodzaje chusteczekNew Baby Care (rekomendowane do stosowania u noworodków już od 1 dnia życia), Ultra Sensitive (do skóry wrażliwej i skłonnej do atopii) oraz Skin Balance (do skóry normalnej niemowląt i małych dzieci). Nowe wersje produktu są wykonane z delikatnego materiału, są większe i otrzymały nowe opakowania. Bez problemu znajdziecie je na sklepowych półkach.


5.       Koce-dużo kocy.  Do spania, do odgrodzenia się od wychłodzonych przez wodę ścian, do okrycia podczas wieczornych posiedzeń pod gwiazdami, do leżenia na pokładzie i do walania się na podłodze pod pokładem. Każda ilość mile widziana, zostanie na 100% wykorzystana- później jest tylko problem z praniem i jego suszeniem.


6.       Świece.  Popełniliśmy błąd dwa razy i ich nie zabraliśmy. Wieczorem nawet przy ognichu jest ciemno i nic nie widać na stole- to raz. Dwa- któregoś wieczora wysiadł nam akumulator, telefony były na wykończeniu, latarki- sztuk dwie- za małe na potrzeby trzech dorosłych osób, które nie miały zamiaru iść spać, na miejscu postojowym nie było warunków do robienia ogniska, ani w ogóle do posiedzenia. Mańka spała i wisiało jej czy światło będzie czy nie, ale my kombinowaliśmy jak konie pod górkę żeby jakoś miło spędzić wieczór.


7.       Odpowiednie towarzystwo. Podstawa- podstaw! Towarzystwo lubiące obecność małych, momentami upierdliwych, dzieci. Towarzystwo przy którym sam będziesz mieć potrzebę pożyczenia ekwipunku z punktu czwartego, bo nie będziesz wyrabiać ze śmiechu. Towarzystwo, które bawi się wyśmienicie w dzień i w nocy, które samo zaproponuje, że przez jakiś czas posiedzi z maluchem co by starzy mogli pobyć razem na pokładzie czy spokojnie przygotować posiłki. Ogarnijcie ludzi, którzy wspomogą inwencją kiedy wy nie będziecie już w stanie wymyślić kolejnej rozrywki dla dziecka. Weźcie wujka, który złowi dziecku ryby i wpuści je do miski- obecność dziecka nie będzie wyczuwalna tak długo jak stworzenia będą pływały w pojemniku. Weźta innego wujka, który będzie latał z maluchem po polanie i razem będą udawać ptaki i wskakiwać do wody. Weźcie kuzynkę, która zabierze bąbla na grzyby lub powali się z nim pod pokładem i zacznie tworzyć rysunki i malowidła mniej lub bardziej ciekawej treści.


Sezon jachtowy zamknęliśmy dwa tygodnie temu, ale Stary z Mańką już odliczają czas do następnego. Mamy już jako-takie doświadczenie, wiemy co z czym i jak. Metoda prób i błędów doszliśmy do tego co trzeba ze sobą zabierać i mieć pod ręką- wielofunkcyjność to podstawa w terenie. Wiemy już co jest zbędne, a co na 100% się przyda. Jesteśmy mentalnie przygotowani na przyszłe wakacje. Może już w maju ponownie udamy się na podbój Kaszub.













Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger