Wolność!

Pobyt dziecka w przedszkolu przynosi małemu człowiekowi dużo dobrego. Samodzielność wkracza na lever extra hard, zabawy i towarzystwa ma całą masę, rozwija się i powoli wkracza na  ścieżkę edukacji z tymi 15 minutowymi lekcjami z „angielskową Panią” cztery razy w tygodniu.

Czy rodzice mogą zyskać coś dla siebie w czasie, gdy dziecka nie ma na horyzoncie? Mogą! Może to być kilka dodatkowych godzin snu w świętym spokoju. Może to być czas na ogarnięcie otoczenia bez zagrożenia, że bajzel, którego właśnie się pozbyliśmy, powróci ze zwiększonym natężeniem w przeciągu trzech sekund od wyłączenia odkurzacza. Może coś jeszcze?


Pierwsze dni swobody i wolności mogą się wydać dziwne. Cisza panująca w domu w chwili przekroczenia progu po powrocie z pracy może wprowadzić w konsternację. Człowiek nie wie co ze sobą zrobić przez następne dwie godziny zanim wyruszy po swoją pociechę. Z czasem jest lepiej. Po tygodniu przedszkolnej przygody przytrafiło mi się wolne. W głowie mi się zakręciło od perspektywy tych siedmiu wolnych godzin. Rany boskie- co tu ze sobą zrobić? Tyle pokus, tyle możliwości! Walnęłam się do wyra i zakopałam w betach na trzy godziny, przez pozostałe cztery szorowałam kibel, ścierałam kurze, pucowałam podłogi i przerobiłam 6 kilo pomidorów w akompaniamencie najbardziej kiczowatych piosenek jakie tylko byłam w stanie sobie przypomnieć. Jutub w telewizorze łomotał i trząsł całym osiedlem aż miło. Bosko...

Po dwóch tygodniach przedszkola trzy dni wolnego spłynęły na mnie jak zbawienie. Tym razem nie zmarnowałam żadnego z nich. Trzy dni błogiego spokoju! W tym jeden najważniejszy- zarezerwowany tylko dla mnie i dla Starego. Dzień pod hasłem: RANDKA
Kiedy ostatnio mieliśmy dla siebie aż siedem, niezakłóconych niczym, godzin? Noce się nie liczą, bo to i tak wiąże się z tym, że młode leży za ścianą i z chaty na te 7 godzin się nie wyjdzie, bo perspektywa mięciutkiej i cieplutkiej pościeli zwycięży u nas z jakimkolwiek dzikim melanżem do rana. Nie pamiętam w pełni randkowego dnia. Jak pomyśle to jedyne co mi do głowy przychodzi to czasy narzeczeńskie- czyli ło ho ho i jeszcze trochę czasu temu. Ostatnie randki trwały tyle co film w kinie i spacer do monopolowego po winko. Co zrobić z siedmioma godzinami, które w sumie przeciągnęły się do ośmiu?

Kino z rana jak śmietana!

Kto chodzi do kina na 10:30 ja się pytam? Pomijając wagarowiczów i wycieczki szkolne- nikt. Takim oto sposobem trafił się nam prywatny seans na wielkiej sali. Dobry film, standardowe naczosy zalane sosem serowym, hektolitry coli- to lubimy! Nikt nie przeszkadza, nikt nie szeleści, nikt nie chruchla- jak nowy Bond wejdzie do kin to też wybierzemy się na niego o takiej porze!

Romantyczny obiad w południe- żeby było cudnie!

-Bartek! Gdzie mnie zabierzesz na obiadek?
-No przecież dali nam w kinie kupony do Maka, lubisz tam chodzić nie?
-Wiedziałam, że to powiesz, bądź bardziej kreatywny.
-No masz tu Żabkę po drodze to wejdę i kupię Ci batona- pasi?

No, nie pasiło mi takie rozwiązanie, a jemu nie pasowało czterdzieści kolejno mijanych knajpek. Czas już gonił i żołądki zaczęły przysysać się nam do kręgosłupów więc trzeba było w końcu gdzieś przycupnąć. Ale gdzie, jak sobie dziad uroił akurat jakieś mięcho w sosie grzybowym? Po 30 minutach snucia się po Gdańsku znalazł to czego chciał. Skwaszona paszcza w końcu się rozpromieniła, bo brzuszek został zapełniony. Pół godziny dla słoniny w ogródku restauracji i grzanie się na słońcu- koniec tego dobrego, czas kierować się do auta. Po drodze zahaczamy o ciastkarnie, bo bez rurki z kremem randka nie jest pełna wedle naszej dziesięcioletniej tradycji. 

Jeszcze tylko godzina w korkach i docieramy do wiejskiego przedszkola, Młoda wtula się w nasze ramiona i dzień możemy zakończyć wspólnie- obżerając się ciastem produkcji prababci.

Takie chwile wolności są nam potrzebne. Jakoś zawiało świeżością w naszym związku- nie umiem tego inaczej określić. Cisza i spokój jest na wagę złota, nawet jeśli trwa to jedynie dwie godziny dziennie. Ile można przez te dwie godziny zrobić jak nikt nie brzęczy nad uchem! Chociaż to przedszkole powoduje także dzikie przypływy tęsknoty, ale o tym następnym razem. 
Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger