Czas płynie teraz inaczej.

Pół miesiąca spędzonego na wodzie, praktycznie bez zasięgu. Nie zwracaliśmy uwagi na upływające godziny. Spać chodziliśmy kiedy już nie mieliśmy siły patrzeć na oczy, wstawaliśmy kiedy owce beczały za głośno lub kajakarze robili raban przepływając obok. Internet udawało się złapać w nielicznych miejscach, a jak znaleźliśmy się w takim cywilizowanym miejscy to posiedzenie w sieci ograniczało się do tych kilku minut, które Mańka potrzebowała na zapadnięcie w na tyle głęboki sen żeby można było bez stresu opuścić łódź i wyjść do ogniska na długie posiedzenia. 

Kiedy pływaliśmy rzadko łapaliśmy za telefony, rzadko przeglądaliśmy internet i nikomu to nie przeszkadzało. Było nam dobrze. Po powrocie do domu nie rzuciliśmy się do komputera, nie wlepiliśmy oczu w telewizor. Jedyna zdobycz cywilizacji jaka nas interesowała to... pralka. 

Odkąd wróciliśmy na wiochę trochę się pozmieniało w naszych głowach i czas płynie jakoś inaczej. Więcej czasu spędzamy razem. Mało jest nas w domu. Jak nie działka to plaża. Jak nie plaża to działka. Jeśli nie ma nas w domu to z pewnością jesteśmy u rodziny. Każda okazja na kolejną wyprawę to dobra okazja. Ledwo wróciliśmy z Kaszub, a już krążyliśmy po Mazurach. 

Chociaż od powrotu do rzeczywistości minęła już chwila to nadal mnie nie ciągnie przed ekran. Instagram przeglądam przy okazji wizyt w miejscu, do którego król chodzi piechotą. Późnym wieczorem, kiedy Mania już głęboko śpi, a Bartka nie ma, rozkładam się na łóżku i przeglądam blogi, obczajam co tam na jutubach piszczy, sprawdzam pocztę, gdzieniegdzie dam znać, że nadal żyję i na tym kończę. Do zgrania zdjęć zbierałam się tydzień, a do złożenia filmu mobilizuję się drugie tyle.  Internet w telefonie nie kusi, bo jeszcze przez jakiś czas jestem uzależniona od starej Lumii Starego, a tam wszystkiego nie zobaczę, bo fejs nie chce wczytywać większości wpisów. Później nie chce mi się tego nadrabiać. 

Czas, którego mam teraz więcej, w pełni poświęcam Mańce, bo chcę, bo czuję, że muszę. Im bardziej mała staje się samodzielna, tym bardziej odczuwam potrzebę spędzania z nią czasu. Kiedy śpi, ja leżę nad książkami lub ogarniam otoczenie. Na spokojnie i bez pośpiechu. Jeśli Bartek ma wolny wieczór to wspólnie oglądamy filmy wojenne, bo wizyta w Wilczym Szańcu pogłębiła nasze wspólne zainteresowanie II wojną światową. Chłoniemy wszystko co się z tym wiąże. Od filmów dokumentalnych po Walkirię z Cruise'em w roli głównej. 

Nigdzie się nie śpieszymy. Cieszymy się wolnymi chwilami spędzonymi w gronie rodzinnym. Wracamy po 21, późno kładziemy się spać i późno wstajemy. Jeśli za oknem pada to bez wyrzutów sumienia tarzamy się w betach ile chcemy. Pozwalamy sobie na zostawianie niepościelonych łóżek przez trzy dni z rzędu. Jest fajnie. Czy to przez ten bezbolesny odwyk od cywilizacji czy przez widmo zbliżających się zmian, które zaraz nastąpią w naszym życiu- nie wiem, ale nie chcę tego zmieniać. Jest dobrze.






Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger