Ahoj przygodo!

Siedzę na kanapie i mam wrażenie, że wszystko się kołysze. Skóra wysuszona na wiór przez wodę z jeziora. Śmiem twierdzić, że gdybym potarła piętami mogłabym wzniecić pożar. Włosy z przesuszenia przypominają chrust, który zbieraliśmy wieczorami na ognisko. To wszystko nic w porównaniu z całym tym ubawem, który mieliśmy.



Wakacje inne niż zazwyczaj. Będę je długo wspominać z bananem na gębie mimo całego stresu i tych wszystkich stanów przedzawałowych, które przeszłam kiedy jacht przechylał się pod kątem 90 stopni. Ponad tydzień w spartańskich warunkach, które bardziej bawiły niż utrudniały życie. 

Wszyscy zaśmiewali się do rozpuku z kibelka w formie dziury w lesie i saperki z rolką papieru na rączce. Prysznice na żetony zmieniły nas w przestępców, którzy korzystają z kabin z czerwoną lampką (oznaczała niewykorzystaną wodę po poprzednim użytkowniku) żeby mieć więcej niż te 4 minuty gwarantowane przez pieniążek z dziurką. Na widok mięsa z grilla chichraliśmy się jak głupi, bo po kilku dniach wychodziło nam ono bokiem.

Mania, mały wilk jeziorny, spisywała się genialnie przez cały czas. Przeszła szkołę przetrwania śpiewająco... dosłownie. Z pieśnią na ustach wykrzykiwała "Ahoj!" do każdego kto przepływał obok nas i piszczała ze szczęścia kiedy ludzie jej odmachiwali. Pomagała przynosić chrust na ognisko, wcinała kiełby aż uszy jej się trzęsły. Nauczyła się samodzielnie rozbierać, potrafi zdjąć wszystko łącznie z koszulką. Praktycznie wszystko potrafi na siebie założyć z powrotem, wszystko poza koszulką. Kołysanie łódki wpływało na nią usypiająco, dzięki czemu całe wieczory mieliśmy dla siebie i naszego towarzystwa. Z rana buntowała się i odmawiała wykopywania się z betów. Podbijała serca innych żeglarzy swoją szczerością i uśmiechem. Rozwalała ludzi na łopatki swoją gadką i opowiadaniami, że "sterowiła stateckiem" i "ma kimizalke w kiblu".

Z racji śpiączki w jaką zapadała Maśka, nasze wieczory były długie i wesołe. Tańce połamańce przy ognisku, disco polo i kaszubskie pieśni w tle. Radyjko z dwoma widelcami zamiast anteny jako ratunek od radia Kaszebe. Wino chłodzące się w siatce zanurzonej obok jachtu. Czyste niebo zasypane migoczącymi gwiazdami wyglądało pięknie, spadające gwiazdy raz po raz wywoływały zachwyt. Nie chciało się iść spać. 

Jeziora, wyspy, cyple, półwyspy, lasy. Komary obgryzające dupsko, pająki wszędobylskie- nie przeszkadzało to wcale. Zbieranie grzybów i jagód, łowienie ryb- jak za starodawnych czasów. Mycie garów w jeziorze. Ogrzewanie przy ognisku, z każdą godziną krzesła stały co raz bliżej paleniska. Mańka podziwiająca rybki, które wujek złowił i wsadził do michy z wodą. Dzikie piski podczas kąpieli. Uroczy śmiech małej wywołany widokiem młodych łabądków. 

Każdy czegoś się nauczył. Ku zadowoleniu Bartka pojęłam o co chodzi z tymi wszystkimi fokaszotami, grotem, mieczem, sztakami, cumami i innymi szwarcenegerami. Pod koniec nie bałam się skakać po jachcie chociaż przechylał się intensywnie podczas szkwału. Zbierałam cumy, wyciągałam odbijacze, buchtowałam (?) sznurki i sznureczki latając między żaglami.

Co dzień inne miejsce, co dzień jakaś przygoda. Uciekający trzykrotnie ponton, holowanie przez inny jacht, wygłodniałe lisy krążące po ciemku w krzaczorach przy naszym obozowisku, pan dryfujący swoim jachtem, bo mu się nie śpieszy, bo płynie z kotem. Wiatr bujający łódką jak jakąś łupinką. Mańka ględząca w koło, ze "chce na statecek!". Spokój, wiecznie śpiące dzieciątko, brak worów pod moimi oczami- bajka. Tylko nie mówcie nic Staremu, że mi się tak podobało, bo każe mi pływać po morzu, a tego nie zniesę i na bank padnę na zawał!






















Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger