Niezależność utracona

Od najmłodszych lat dążymy do niezależności. Za małolata marzymy o tym, aby pójść na swoje i decydować o wszystkim! Kiedy już to mamy, decydujemy się na dziecko i ponownie stajemy się zależni. Od czego? 



1. Łaska malucha. Niedzień dziecka może popsuć nasze plany, nie wspominając o nastroju. Jesteśmy uzależnieni od godzin spania, bo jak młode wstanie to Ty już nie pośpisz. Do kibla też nie pójdzie się w samotności jak coś dziecku nie przypasuje. Dziś nie ma ochoty na drzemkę, kawy nie wypijesz w ciszy, nie odsapniesz przy myciu garów i podczas rozwieszania prania, a jak tatuś jest w pracy na popołudniową zmianę to towarzycho masz zapewnione prawie do jego powrotu. 

2. Pogoda. Jest za zimno- źle. Słońce za mocno świeci- źle. Pada deszcz- źle (chociaż to potrafi mieć swoje dobre strony, bo czasem taka aura jest na tyle muląca, że maluch po prostu cały czas kima). Śnieg wali-źle. Pośrednia pogoda- cacy! Wiatr chce urwać głowę- tragedia. A jak spaceru nie ma to dziecko zaczyna chodzić po ścianach, albo skakać po głowie. Za oknem ulewa i piździawica, psa trzeba wyprowadzić, a dziecka nie ma z kim zostawić... Jak maluch jeszcze wozi się w wózku to pół biedy. Been there, done that.

3. Inni ludzie. Czasem trzeba gdzieś iść bez dziecka. Są takie momenty, że przez rutynę czy zmęczenie zaczynasz gadać ze sobą lub z bezsilności masz ochotę stanąć przy ścianie, wziąć zamach i zacząć w nią tłuc głową z całej siły. W takich przypadkach jest się zdanym na łaskę innych ludzi. Ktoś musi zaopiekować się dzieckiem na czas twojej wizyty u dentysty, bo tata nie zawsze ma wolne. Ktoś musi zając się maluchem kiedy wychodzisz z ojcem dziecka na randkę, bo przecież o higienę psychiczną trzeba zadbać, aby nie sfiksować ostatecznie. 

4. Miejsca. Niby z dzieckiem można wszystko i wszędzie jak się pokombinuje, ale nie każda miejscówa nadaje się na wizytę z dzieckiem. Kiedy Mańka miała zaledwie kilka dni długo rozkminiałam w jakim sklepie będzie mi najwygodniej manewrować wózkiem, każde podwójne drzwi były moim koszmarem, a brak podjazdów sprawiał, że muły rosły w siłę, bo trzeba było przenosić cały ten majdan. Nie każda knajpa jest przystosowana dla maluchów, nie każdy ma ochotę na towarzystwo dziecka. Nie wszędzie są przewijaki, zakupy trzeba robić, a kupsko pojawia się zawsze w najmniej oczekiwanym momencie. Nie każdy sklep ma na tyle szerokie alejki żeby na luzie między nimi manewrować, a małe ręce chcą wszystko ściągać z każdej półki. 

5. Czas. Przy dziecku zawsze go mało. Nie ma czasu na odsapnięcie, nie zawsze jest czas na ogarnięcie chaty, nie zawsze jest czas na spotkania. Matki osiągają mistrzostwo w zarządzaniu swoim czasem, ale nie zawsze ma się wszytko pod kontrolą. 

Posiedziałabym przed ekranem jeszcze trochę i na bank dorzuciłabym coś więcej. Jednak te pięć punktów wydaje się dla mnie najważniejsze. Największy nacisk kładę na czas snu Mańki, bo od tego czuję się ostatnio najbardziej zależna. Drzemki wchodzą w grę tylko kiedy za oknem szarówa, albo w samochodzie. Dlatego wykorzystuje czas jej nocnej regeneracji jak tylko mogę. Przez pierwsze dwie godziny ogarniam chatę, potem czas na przyjemności i kimanko. Z rana czerpię jak najwięcej dla siebie w czasie kiedy Mańka się przeciąga, przegląda jutuby w moim telefonie i czasem jeszcze przysypia. Niezmiernie cieszą mnie te dni kiedy sama muszę ją błagać żeby już wstała.

A Ty? Od czego czujesz się najbardziej zależna? Może czujesz wolność i swobodę nawet teraz, z dzieckiem u boku? 
Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger