Nieidealna

Idealna nie byłam, nie jestem i nie będę- na wielu płaszczyznach. Ani ze mnie idealna matka, ani pani domu, ani żona. Raczej to się nie zmieni, bo jestem zbyt leniwa i za stara na to.


Matką idealną być nie mogę, bo okłamuje swoje dziecko dość często. Jakimś cudem o 19 wszystkie dzieci na osiedlu śpią, sklepy są zamknięte mniej więcej cztery dni w tygodniu, wieczorami praktycznie dzień w dzień bolą mnie plecy i muszę koniecznie poleżeć kiedy ona zasypia. Gdybym mówiła prawdę to przynajmniej połowa osiedla byłaby obklejona robactwem wszelkiego rodzaju permanentnie. Nie mogę być idealną matką, bo dla świętego spokoju z rana daje Mańce telefon do łapek żeby oglądała odpakowywanie jajec z niespodzianką i mi nie truła do czasu aż zmartwychwstanę. Spacery to dla mnie katorga, plac zabaw to zło w najczystszej postaci. Nie lubię się bawić, z chęcią rysuję i na tym koniec. Nie stroję małej do piaskownicy jak na bal, bo sądzę, że w dresach jest jej jednak wygodniej. Jak się ubrudzi to nie ciągnę jej na siłę pod kran, jak wraca z działki to zawsze wygląda jak murzynek Bambo.

Panią domu idealną być nie mogę, bo prasowania nienawidzę i poczyniam je maksymalnie raz na miesiąc przechodząc przy tym załamanie nerwowe. Przeistoczyłam się w chomika i gromadzę ogromne ilości rzeczy, które w momencie kupowania są mi niezbędne do życia, a później leżą i leżą. Gospodarność (głównie w kwestii materialnej) w moim wydaniu jest na poziomie zerowym. Gotować nie lubię, robię to bo muszę. Piec mogę, ale tylko raz na jakiś czas. Bajzel po pobojowisku kuchennym to to czego nienawidzę najbardziej na świecie. Stary nie ma pociągu do mycia garów przez co moje ręce wyglądają jak wyglądają i wołają o pomstę do nieba. Moja chata nie wygląda jak wycięta z katalogu i nigdy nie będzie tak wyglądać, bo w najbliższej przyszłości zasypię ją góralskimi akcentami, które dalekie są od stylu skandynawskiego. Mój balkon też nie wygląda jak te, które królują na insta czy pintereście. Owszem mam kwiaty, owszem jest na czym przycupnąć, ale moje zielone mięciutkie fotele to nie drewniane eleganckie krzesła, a każdy kwiat jest z innej parafii. Przaśnie i swojsko- w końcu mieszkam na wsi.

Idealną żoną też być nie mogę, bo nie wyglądam. Dresy i dżiny są moim orężem. Sukienkami gardzę i nie założę jeśli nie zmusza mnie do tego okazja czy ukrop za oknem. Gama kolorów moich ciuchów zaczyna się i kończy na czarnym, z małymi wyjątkami. Buty na obcasie to zło! Odkąd pamiętam popylam w adkach i to tych rozczłapańcach skejciarskich- lato, jesień, zima, wiosna. AMEN! Trzydziechę mam praktycznie na karku i wi-fi pojawia się na mej skroni, ale malować się nie umiem i nie mam potrzeby się uczyć, bo gęby swojej za tragiczną nie uważam. Raczej nigdy nie będę wyglądała jak ideał wykreowany przez wyobraźnię Starego, bo w życiu nie zapuszczę włosów dłuższych jak do ramion. Reklamacji nie przyjmuję, bo wiedziały gały co brały. 

Do ideału mi daleko. Do ideału daleko mojej chacie. Do ideału daleko Staremu. Mańce do ideału brakuje w sumie niewiele: cierpliwości, spokoju i posłuszeństwa... Jesteśmy idealnie nieidealni, jedyni w swoim rodzaju i całkiem spoko się uzupełniamy. Nieidealni i nienormalni. Nie chcę niczego zmieniać, bo jest mi dobrze. 


Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger