Jak najdalej stąd!

Przeciążenie nastąpiło. Overload na maxa. Miałam dość i chciałam spierdzielać gdzie pieprz rośnie, bo moja cierpliwość się skończyła. Bezsilność, zmęczenie i potężna irytacja. Ciągłe gadanie Mańki, jej piski, biegania, burdel który mnie otoczył to wszystko spowodowało, że zaczęło się we mnie gotować. 


Nie kryję się z tym, że co jakiś czas czuję się zmęczona przebywaniem z dzieckiem. Rutyna mnie zabija. Nie jestem matko-polko, której misją życiową jest skakanie przy dziecku 24/7. Mam potrzebę iść do ludzi bez dziecka i nie mam tego powodu wyrzutów sumienia. Kiedy wychodzę z osobami, które dziecka nie posiadają jest jeszcze lepiej, bo rozmowy nie kręcą się wokół potomstwa. Staram się nie męczyć ucha moim towarzyszom i o małej gadam tylko wtedy jeśli ktoś się o nią zapyta. 

Jak natrafia się okazja wybycia z chaty, to ją wykorzystuję. Jestem zdania, że każda mama powinna korzystać z każdej możliwości odetchnięcia, bez dziecka na głowie. Mało istotne jest czy wychodzisz do osiedlowej kawiarni, do fryzjera, wybywasz na miasto czy wsiadasz w pociąg i kulasz się nim na drugi koniec województwa. Skorzystaj, zregeneruj się. Zamknij oczy kiedy fryzjer myje ci włosy i odpręż się. Zostaw małe pod opieką taty, weź koc pod pachę, podjedź do najbliższego paru/plaży i przytnij komara na świeżym powietrzu.

Kiedy czuję przemęczenie materiału to lepiej się do mnie nie zbliżać. Dzień zaczynam i kończę na podniesionym ciśnieniu i wszystko mnie irytuje do granic możliwości. Wstanie z łóżka graniczy z cudem. Czuję się ciężka w środku, nie mam ochoty na nic i łapię się na tym, że wyniesienie papierka do śmieci stanowi dla mnie problem. Przemęczenie materiału. Dziecko, które gada jak najęte niczego nie ułatwia. Jak mam dość wszystkiego to znak, że czas gdzieś wybyć. Byle gdzie, byle sama, albo w towarzystwie innym niż szanowny małżonek i dzieciąteczko najmilsze. 

Trzy godziny wystarczą mi na ochłonięcie. Cały dzień poza domem to prawie jak wywczas w tropikach. Wypad do Torunia, cała doba bez dziecka, głęboki sen po powrocie- 14 godzin bez przerwy i czuję, że zmartwychwstałam. Tak niewiele potrzeba mi do szczęścia. Jedna doba, niby nic, a jednak dziecko przestało być upierdliwe, Stary nie doprowadza do szału. Po tym jednym dniu bez nich czuję się lżej i tak jakoś miłość bardziej ze mnie bije. Doładowałam akumulatory, w spokoju i bez pisko-wrzasków nad głową. Motywacja do działania jakiegokolwiek wróciła. Ciekawe na jak długo?


Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger