7 rzeczy, które podnoszą mi ciśnienie odkąd jestem matką

Każda matka jest inna, ale śmiem sądzić, że żadna nie lubi kiedy coś zakłóca jej spokój. Raczej mało osób lubi kiedy coś może spowodować dyskomfort ich dzieci lub sprowokować je do zachowania, które sprawia, że chcemy zapaść się pod ziemię. W czasach kiedy potomstwa nie posiadałam mało rzeczy mnie ruszało, mało co wyprowadzało mnie z równowagi tak jak teraz. 



Niewiele rzeczy wywoływało u mnie stres wieczorową porą, bo najzwyczajniej w świecie nie było mnie w domu i miałam ten komfort, że następnego dnia nie musiałam wcześnie wstawać lub mogłam odespać wszystko kiedy tylko miałam na to ochotę. Teraz trochę się pozmieniało. Przejdźmy zatem do rzeczy i ludzi, którzy, delikatnie mówiąc, wywołują we mnie negatywne emocje.

1. Weekendy i wakacje. Nie chodzi o to, że dla mnie nie ma różnicy jaki jest dzień tygodnia czy jaka aktualnie rozpieszcza nas pora roku. W tym czasie odczuwam stres, który wiąże się z łomotem i hałasem niosącym się do późnych godzin. Hałas i łomot mogą zakłócić sen małego człowieka, a mały człowiek zakłóci mój sen lub czas relaksu. Nie mam opcji odespania melanży sąsiedzkich kiedy mi się zachce, bo Mańka porzuciła drzemki dawno temu i chcąc nie chcąc, muszę się do niej dostosować. Może się to równać całodniowemu funkcjonowaniu na autopilocie.

2. Sąsiedzi. Źródło niekończącej się inspiracji na posty. Już kiedyś pisałam, że moja wiocha jest miejscem, w którym przypada największa liczba oszołomów na metr kwadratowy. Mało kto wpada na genialny pomysł wystawiania na balkon piły tarczowej o 21 i ziumania sobie paneli. Mało kto wpada na pomysł ułomnego wiercenia od 21:30 do 23. Kiedy nasza piesina jeszcze żyła, to sąsiedzi i ich goście rzucali jej na nasz balkon szyneczkę i kawałki ciasta (!?). Baby tłuczące się pod oknami o 1 w nocy, drące się wniebogłosy i rzucające w siebie butelkami? Spoko...

3. Motory, samochody z dziurawymi tłumikami, rzężącymi silnikami i tym czymś co powoduje, że auto piszczy podczas jazdy. Nosz jasny gwint! Nigdy mi to nie przeszkadzało. Ba! Uwielbiałam motocykle. Swego czasu brat Starego miał w posiadaniu dwa cacka, które wywoływały we mnie dziką chęć zrobienia prawka na dwukółki. Teraz chopper burczący w hali garażowej wywołuje we mnie i w Starym chęć mordu. Pierdzi toto w garażu, a hałas niesie się po całym budynku późnym wieczorem! Stary planuje nabycie palety jajec, przechowywanie ich aż zgniją i zrzucenie ich na każdego kto będzie łomotał w nocy pod naszym oknem. Milczeniem pomijam chłopów, którzy przewożą motocyklami dzieci bez jakiegokolwiek zabezpieczenia po osiedlu, dla fanu.

4. Brak poszanowania spokoju innych. Łączy się to z punktami 1 i 2. Kurcze, jeszcze małe dzieci potrafię zrozumieć, bo nie zawsze da się je okiełznać. Zwłaszcza w wakacje, kiedy mają wolne i mogą szaleć po dworze dłużej niż zwykle. Jednak dorosłych, którzy przechadzają się między blokami i drą gęby dawno po zachodzie słońca, nie ogarnę nigdy. Babek, które organizują wieczory panieńskie i zamawiają dudniące limuzyny w środku tygodnia też nie zczaję. Zwłaszcza jeśli stoją i jarają szlugi przez pół godziny przy otwartych drzwiach, muzyka trzęsie całym osiedlem, a jest już grubo po 23. Psy wypuszczone na balkon, ujadajace na wszystko i na nic. Cholipa jasna! Jest ciemno, co trzeci mieszkaniec osiedla trupta sobie dla zdrowotności po uliczkach, a czworonogi szczekają i wyją jak wilki do księżyca. 

5. Ludzie z ciężką nogą. Rozumiem na obwodnicy, rozumiem na autobanie, ale na osiedlu, po którym biega zyliard dzieci? W tym momemncie trzeba się też zastanowić nad człowiekiem, który planował osiedle. Przejścia zasłonięte wiatami śmietnikowymi czy transformatorami- bezpieczeństwo na najwyższym poziomie. Mało kto się zastanawia i rozpędza z górki, bo przecież dwie minuty stracone na przejeździe między blokami bardzo boli. 

6. Rodzice/opiekunowie z wałówką na palcu zabaw. Wiem, że dziecko musi coś zjeść i wypić. Absolutnie tego nie neguje, jednak czuję jak oblewa mnie pot kiedy widzę jak ktoś wykłada na ławce cztery kartoniki soku i dwie paki flipsów, bo wiem, że moja córa podleci i zacznie sępić. Bardzo tego nie lubię. Chociaż dopiero co jadła, będzie stała i sępiła. Takie moje dziwactwo, które wywołuje u mnie stresik i wypieki na twarzy. Nikomu nie mam za złe, że przygotował swojemu maleństwu coś do pochrupańska.

7. Rodzice/opiekunowie, którzy nie zwracają uwagi na swoje dzieci/podopiecznych. Zajęci rozmową ze znajomymi, przeglądaniem papierów z pracy, nie nie zwracają uwagi na to, że ich pociecha tłucze czy taranuje inne dzieci. Ok, czasem można się zagapić i nie zauważyć, że maluch broi, ale leżeć (!) na piachu pod zjeżdżalnią i myśleć o niebieskich migdałach kiedy syn blokuje przejazd na innej i taranuje mniejsze dzieciaki wchodząc pod prąd to lekkie przegięcie. Taki typ olewacza, o którym wspominałam w poście o typologii opiekunów na placu zabaw. Jakoś wielu się ostatnio aktywowało u nas. 

7 rzeczy, które powodują, że co jakiś czas muszę uzupełniać zapasy melisy. Mogą wydawać się błahe, ale u mi skutecznie podnoszą ciśnienie. Ciekawa jestem jak jest u Was. Co was wnerwia odkąd zostaliście rodzicami? Czy jest coś co wywołuje u Was stres od momentu kiedy w waszym życiu pojawił się mały człowiek?  
Źródło zdjęcia: KLIK.
Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger