Zabić marudę.

Marudzenie, zrzędzenie, kwękanie, gderanie, stękanie, biadolenie, narzekanie- wszystko jedno i to samo. Nie lubię jak ktoś za bardzo jojczy mi nad uchem, ale sama nie jestem aniołem i biadolę jak mało kto. Czasem nie mogę słuchać własnych myśli...


Narzekam na wszystko, narzekam wszędzie. Staram się nie męczyć uszu moich bliskich więc najczęściej gnębię samą siebie. Tylko czy moje stęki mają sens? Przeanalizowałam postać Katarzyny, wsłuchałam się w moją własną osobę i... się załamałam. Jestem zapalnikiem kwachowej atmosfery w naszej wiejskiej chatce. Moje marudzenie (nawet to wewnętrzne) powoduje efekt domina: marudzę ja i za chwilę marudzi Mańka, a jak nasze marudzenie się skumuluje to nie ma bata i zaczyna gderać Stary. Po jakimś czasie wybucha III wojna światowa i dam sobie ręce uciąć, że wtedy sąsiedzi zaczynają zrzędzić i machają w stronę ścian/sufitu/podłogi środkowym palcem i zaciśniętymi pięściami. 

Na co ja mogę kręcić nosem? Jakie są powody mojego wiecznego skrzywienia gęby? Znajdzie się ich cała masa!

  • Narzekam, że Stary się nie stara, a jak dostanę wejściówkę do SPA to dalej biadolę.


  • Narzekam na to, że jestem szersza jak wyższa. 
  • Narzekam na ból głowy, na ból nogi i kantu d... też.
  • Narzekam, że jestem niewyspana.
  • Narzekam, że Szadółki mi śmierdzą co jakiś czas.
  • Narzekam, że samolot przelatuje mi nad głową trzy razy dziennie i buczy.
  • Narzekam, że gołębie mi srają na balkonie.
  • Narzekam, że milion razy w roku muszę leżeć pod gabinetami lekarskimi.
  • Narzekam, że nigdzie nie łażę.
  • Narzekam, że wiecznie nie ma nas w chacie (logiczne nie?!).
  • Narzekam na wiejski internet.
  • Narzekam, że woda w kranie wonia mi chlorem.
  • Narzekam na wieczny bajzel w chacie.
  • Narzekam, że narzekam.
  • Narzekam, że nie mam się w co ubrać, a po chwili marudzę, bo muszę łazić po sklepach...
  • Narzekam, że nic nie robimy, a zaraz jojczę, bo Stary zabrał nas na wycieczkę.
  • Narzekam, że włosy mi się kręcą, albo że kręcić mi się nie chcą.
  • Narzekam, że dawno nikt nas nie odwiedził, a jak Stary sprosi rodzeństwo i kuzynostwo wieczorową porą to marudzę, że chce mi się spać.
  • Marudzę, że boję się ciemności, a jak Stary wybędzie na nocną zmianę jojczę, że nie mam żadnych horrorów do oglądania.
  • Marudzę, że chcę oglądać boksy i MMA, a potem kwęczę jak widzę rachunki za Pay-per-view.
  • Marudzę jak muszę siedzieć godzinami w piachu.

Zwariować od tego można, a listę mogę ciągnąć w nieskończoność. Zaczęłam się nad sobą zastanawiać kiedy idąc na badania pomyślałam, że jestem zmęczona. Halo! Niby czemu miałabym odczuwać jakikolwiek niedowład? Ooo! Wiem! Pewnie przez to, że pierwszy raz od dwóch miesięcy musiałam podnieść zwłoki o siódmej. Tu zapaliło się czerwone światełko. Czy ja nie przesadzam? O ile lżej bym się czuła gdybym wyeliminowała to wieczne zrzędzenie? Pada postanowienie: zabić marudę. Utłukłam mojego wewnętrznego malkontenta, zakneblowałam go, na dobitkę skopałam mu dupsko i od kilku dni czuję się lekka jak piórko. 

Nie chcę być burczymuchą. Nie chcę psuć humoru sobie i otaczającym mnie osobom. Będę trzymać zrzędę w ciemnej piwnicy. Może raz na jakiś czas wypuszczę ją na powietrze jak nikogo nie będzie w zasięgu wzroku. Teraz jest miło i niech tak pozostanie!

Zabij swojego wewnętrznego upierdliwca! Daj żyć sobie i innym. Nie narzekaj-rzygaj tęczą w granicach rozsądku. Poczujesz się cudnie!

~Polecam! Katarzyna T.


Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger