Metamorfoza

Nie mam pojęcia czy to nadal przesilenie wiosenne czy już po prostu osiągnęłam szczyt szczytów lenistwa. To co się ze mną ostatnio dzieje woła o pomstę do nieba. Wstyd mi za samą siebie. Jakim cudem z pedantki zamieniłam się w bałaganiarę i nieogara najcięższego stopnia wtajemniczenia?



Uciekam z domu. Autentycznie uciekam, bo nie chce mi się nic w nim zrobić. Jak słyszę pytanie "co dziś na obiad?" ma ochotę wziąć rozbieg i wyskoczyć przez balkon. Wymyślanie czegokolwiek na obiad zrobiło się dla mnie trudne niczym wejście na Czomolungmę. Z Mańką nie ma problemu, bo ona zje wszystko co jej postawię przed nosem. Dla mnie obiadu nie musi być wcale, ale Stary zajęczy mnie na śmierć jeśli nic w garze nie znajdzie. Nigdy nie rwałam się do gotowania, ale robiłam to. Teraz jarzę się jak bombka kiedy pada hasło, że jedziemy do rodziców. WSTYD.

Porządek. Jaki porządek ja się pytam? Nie poznaje samej siebie. Ja, człowiek, który wieczorami szorował gary i sprzątał wszystko żeby tylko wszędzie panował względny porządek, bo inaczej dostawał telepenów- zamieniłam się w ziemniaka kanapowego. No kurde! Od zawsze byłam leniem (leniem-pedantem), bom jest lew urodzony w niedzielę. Taka moja natura. Od wyjścia ze szpitala w marcu przemieniłam się w leniwca wisząco-śmierdzącego. To wszystko wina Starego, który przez swoje dobre serduszko chciał mnie odciążyć. Przykro mu było patrzeć jak kuśtykam, kuśtykam i dokuśtykać nie mogę do miejsca docelowego więc sam wszystko robił. Bartek, stworzyłeś leniwego potwora. To twoja wina, że gary leżą cały dzień, a prasowanie odbywa się raz na 1,5 miesiąca. WSTYD

Jestem tak leniwa, że z tego lenistwa poszłam i ścięłam włosy. Nie chciało mi się stać 30 minut i starać się coś ułożyć na głowie. Byłam na tym etapie zapuszczania, że nic sensownego nie dało się stworzyć.. poza lokami. Włosy mnie irytowały do tego stopnia, że zmieniły długość dość intensywnie. Dostałam za to zjebkę. Wstydź się leniwa babo!

Ostatni post wisi od tygodnia. Za to też zbieram bury. Były Święta, mam wymówkę. Tyle, że ja nic na te Święta nie musiałam robić poza ogarnięciem chaty i upieczeniem ciast. Nawet z tymi ciastami miałam problem i zbierałam się do nich trzy dni. WSTYD!

Dobrze, że moja mama tego nie czyta, bo  dostałabym w łeb. Trzy razy.

Mam mocne postanowienie poprawy. Standardowe "od jutra". Dlaczego tak? Bo jutro będę w końcu w pełni sprawna. Ostatni opatrunek zdejmuję w czwartek z rana. Koniec wymówek. Cztery litery w górę ! Wracamy do życia. Stary już nic za mnie nie będzie robił. Szkoda...
Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger