Chłopiec czy dziewczynka?

Marzył mi się syn. Do szóstego miesiąca ciąży wierzyłam intensywnie, że w brzuchu kotłuje mi się mały chłop. Imię było wybrane jedynie w opcji męskiej, bo żeńskiej nikt nie brał pod uwagę. Jakież było moje zdziwienie kiedy lekarz podczas czwartej próby ogarnięcia płci "fasola" oświadczył, że ten mój syn wyśniony to tak naprawdę córka.


Wszelkie znaki na niebie i ziemi w formie ołbi-bołbi wróżenia z kształtu brzucha czy rodzaju zachcianek świadczył o tym, że będzie chłopak. Moja intuicja powiadała, ze będzie chłopak. Nawet do tego brzucha gadałam jak do chłopa. Stary zafiksował się tak, że już był pewien syna pierworodnego. U moich sióstr pierwsi urodzili się chłopcy, rodzina Starego to jeden wielki wysyp dziadów. No nie było innej opcji u nas. 

Żyliśmy w nieświadomości przez całe sześć miesięcy, bo maluch nie chciał pokazać kim jest. Przewrócić się podczas USG nie chciało, bo się spało i nic nie dawało bełtanie przez lekarza. Jakież było moje zdziwienie kiedy usłyszałam, że będzie dziewczyna. Bez bicia się przyznaję, że byłam zawiedziona. W głowie miałam tak ukręcony film na chłopa, że zrobiło mi się wręcz przykro. Trochę zajęło mi pełne przyswojenie informacji, że to dziewuszka obkopuje mi flaki. Dopiero podczas sześciogodzinnej sesji prasowania różowawych sukienuś i innych kolorowych falbanek przyjęłam to do wiadomości.

Dlaczego marzył mi się syn? Mam wrażenie, że z chłopakami jest jakoś łatwiej. Jest bez fochów, jest bez okresu. Nie trzeba kupować nowych lompów co tydzień, bo chłopaki nie mają problemu z odwiecznym "nie mam w co się ubrać". Z doświadczenia z moimi siostrzeńcami widzę, a może tylko mi się tak wydaje, że  z facecikami łatwiej się dogaduje.

Córka w moich wyobrażeniach kojarzyła mi się z trudem, trudem, fochami, trudem, kłótniami, fochami i ciężką nerwicą. Nie wiem czemu. Tak jakoś mi się zakodowało. Może podświadomie przypominało mi się co miałam w głowie mając lat naście. Może to był strach przed tym czego nie potrafię? Warkocze dobierane? Mejkapy? Kurna, czarna magia. Na modzie też znam się jak na balecie. Całe życie byłam chłopczycą więc te tematy mnie absolutnie nie obchodziły. Córka była dla mnie czarną wizją.

Do ostatnich chwil porodu miałam idiotyczną nadzieję, że lekarz się klepnął i położą mi na klacie małego chłopaczka. 

Jakiś czas temu mój tata powiedział do mnie: "Tak chciałaś tego chłopaka, a teraz pewnie byś Mańki nie zamieniła!"

Nigdy w życiu nie zamieniłabym tego mojego grzyba marynowanego! Chociaż jest chodzącą elektrownią atomową, która nigdy nie ma przerwy w dostawie energii. Chociaż swoim gadulstwem nie raz doprowadza do tego, że dostaje skurczu mózgu. Chociaż jej pomysły sprawiają, że mam stan przedzawałowy dziesięć razy dziennie. 

Miał być Kuba jest Maria Magdalena (kriczer of de najt). Dostał mi się cwany, gadatliwy, ale za to samowystarczalny egzemplarz małej damy. Chociaż ta mała dama ma czasem wiejskie maniery... Z nią każdy dzień jest wyjątkowy mimo tego, że każdy poranek wygląda tak samo. 

-Mama stań!
-Nie chce mi się!
-Mama nie ma siły, dam busi! Stań, tu som kapce mamusi.

Dwa lata i cztery miechy śmiechu, płaczu, dzikiej zabawy i kosmicznych pomysłów. Nawet warkocze nauczyłam się zaplatać, ale co z tego skoro włosy są niedotykalskie. Moja ulubiona córka! Moja Mysza. 

Kiedyś i tak pewnie tego wymarzonego małego chłopa się dorobię!


Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger