Survival według Starego

Jak Stary coś wymyśli to klękajcie narody. Nie mamy z nim lekko, bo każda wyprawa jaką nam serwuje poprzedzona jest moimi czarnymi wizjami. Każdy jego pomysł jest nietypowy, a jak szykuje niespodziankę to czasem wychodzi jak z tym SPA... Ostatnia niedziela nie była wyjątkiem.



Samo hasło: "Mania, idziemy po kalosze!" powinno dać mi do myślenia. Nie, Kasia cieszyła się, że wychodzą poza dom. Nie pomyślałam nawet, że ten człowiek nie wyjrzał za okno, aby sprawdzić co dzieje się na zewnątrz.

Kalosze zapakowane w torbę, wiatrówki na sobie. Nadal nie domyślam się co on planuje. Dopiero w aucie zauważyłam wędki. No luz, lubię chodzić na ryby, ale nie kiedy wiatr szaleje i jest opcja, że łeb komuś urwie. Tylko i wyłącznie dlatego, że bezgranicznie ufam temu chłopu dałam się wywieźć z wędką w bagażniku. Ma człowiek wprawę, wie gdzie jechać w konkretnych warunkach pogodowych, raczej wie co robi.

Ręce załamały mi się dopiero w momencie kiedy wyjechaliśmy z Gdańska i minęliśmy wszystkie znane mi miejscówki.  Wicher szaleje, a on wiezie nas nad Wisłę? Piździ jak na Uralu, rzeka szaleje, a ja oczami wyobraźni widzę jak Mańka wpada do tej wody. Matko i córko! HELP!

Idziemy pod wałem, idziemy i idziemy. Nogi bolą, bo teren okrutnie nie równy. Dziecko radosne, bo widzi wodę. Chyba jednak trochę się maluch boi, bo kurczowo trzyma nas za ręce. Dobrze, grzeczna dziewczynka. Docieramy na miejsce. Wiatr momentami powala Maśkę na ziemię, a Stary mimo mojego jęczenia i marudzenia rozkłada się przy brzegu. Biedne dzieciątko w akcie desperacji wynalazło wielki kij. Wbijała go w ziemię żeby mieć podpórkę, 

Siedzę, staram się utrzymać równowagę i rozkminiam nad pomysłami Starego. Czy ten człowiek kiedykolwiek wymyślił coś normalnego? Chyba nie... Przypominam sobie jak wywoził mnie na wycieczki podczas ciężkich wichur, do Lidla jechał do Władysławowa chociaż najbliższy znajdował się pod domem moich rodziców (w Gdyni...), zamiast na domek zabrał mnie na kemping w przyczepie nad jeziorem- bez kibla, bo jak komary obgryzają dupsko w krzakach jest weselej. Podczas sztormów, kiedy fale wylewały się przez falochron, zabierał mnie na randkę na bulwar. Randki na cmentarzach pozostawię bez komentarza. W Chorwacji pływał  z harpunem dla fanu. Siłą zaciągał mnie na karuzele, które zatrzymywały się do góry nogami i oświadczał z pełną powagą, ze Bozia chyba chciała żebyśmy byli ze sobą tylko tyle czasu... Zeszłoroczne wakacje- noclegu szukał nam dopiero kiedy dojeżdżaliśmy do Zakopanego. Tegoroczne wakacje też nie będą normalne, bo tydzień spędzimy na jachcie. 

Ależ sobie wybrałam chłopa. Mańka nigdy nie będzie się z nim nudziła. 

Nic nie złowił. Stwierdził, że lepiej byłoby iść na spacer do lasu. Nie ogarnę tego człowieka nigdy. 







Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger