Powrót do przeszłości

Przeglądam stare zdjęcia znalezione na karcie pamięci Starego. Zdjęcia mieszkania w trakcie i zaraz po wykończeniówce. Zdjęcia po naszej przeprowadzce. Pierwsze wersje ustawienia, puste ściany i PORZĄDEK. Wracam wspomnieniami do czasów kiedy wiejską chatkę zamieszkiwaliśmy tylko Stary, ja i pies. Czy chciałabym wrócić do tamtych chwil?


Do chwil, kiedy:

W domu panuje porządek. Wszystko leży na swoim miejscu 24/7. Nie ma opcji, że nadepniesz na porozrzucane klocki. Nie trzeba się przejmować codziennym odkurzaniem i pucowaniem podłogi. Pralka jest włączona tylko raz w tygodniu, a nie co drugi dzień. Nie masz wizji obiadu? Noł problem! Obiadu być nie musi, bo Stary na popołudniowej zmianie w robocie. Uraczę się kanapką, albo jakąś mrożoneczką. Wejście do łazienki nie powoduje palpitacji serca, bo wanna nie jest zawalona stosem zabawek. Nie potykasz się o nocnik i nie siadasz przypadkowo na nakładkę sedesową.

Chcę wyjść? Nie ma problemu. Kiedy chcesz, gdzie chcesz i z kim chcesz. Bez obmyślania strategii przemarszu z wózkiem i wyszukiwania lokalizacji z przewijakiem na stanie (w wypadku małego bąbla). Nie trzeba główkować nad znalezieniem knajpki z kącikiem zabaw dla pociechy, bo bez tego wejdzie Ci na głowę i nie da nawet kawy załyczyć. Radosny gwar nie zagłuszy rozmowy dorosłych. Nie ma problemu opiekunki. Hajlajf!

Zakupy można robić wszędzie i bezstresowo. Mogą trwać w nieskończoność! Nie trzeba przymierzać ubrań na spidzie. W Ikei można bez obaw przejść obok szkieł i świec. Nie trzeba się obawiać, że zza winkla wyłoni się jakieś grająco-bujające ustrojstwo (KLIK!). Kolejki do kas nic Ci nie robią. 

Weekend coś oznacza. Tak, coś więcej niż obiad u rodziców. Wyjście na piwko do ulubionej knajpki. Dziki dansing do rana w akompaniamencie Krzysztofa Krawczyka. Spontaniczny wyjazd byle gdzie, byle daleko. Spanie do bólu z przerwą wyłącznie na siku. Wałkowanie się po łóżku od rana do wieczora... o matko, co za rozpusta.

Czy chciałabym do tego wrócić? Czy wolałabym, żeby było tak jak wtedy. Chyba nie. Dzikie pląsy i imprezy do rana znudziły mi się już dawno. Wolę posiadówkę i czterogodzinne rozmowy nawet z meczem w tle. Praktykuję co jakiś czas i zupełnie mi to wystarczy. Może trzeba pokombinować żeby wszystkich zgrać w tym samym czasie kiedy Stary ma wolne i zajmie się małą, ale nie jest to awykonalne. 

Czy wolałabym wałkować się cały dzień po łóżku, jedząc w nim wyłącznie czipsy i zajmować się tylko oglądaniem filmów czy pochłanianiem całego sezonu ulubionego serialu bez przerwy? Nie, dzięki. Wysypiać i tak się wysypiam, bo mam dziecko-śpiączkę. Porannego nawoływania "Kacham mamuśke!" nie zamieniłabym na nic w świecie. 

To co było kiedyś jeszcze wróci. Może po czterdziestce, ale wróci. Skoro po czterdziestce człowiek w sobie ma trochę osła i trochę lwa to u boku Starego znowu czekają mnie randki na cmentarzach i wypady do Lidla ... na półwyspie helskim. Czyli nic straconego, a każde "Mamko jest lepsza!" jest na wagę złota!




Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger