Piaskowe nudy na pudy.

Zima dobrze nie przyszła, a już poszła. Nie miałam czasu porządnie odpocząć od placu zabaw. Deszcz mnie czasem poratował, bo przez kilometry błota nie dało się przejść. Teraz mam małe szanse na ominięcie tego zakątka szczęścia, a zwłaszcza jednej jego części.


Siedzenie w piaskownicy jest dla mnie taką samą karą jak skoki narciarskie przy niedzielnym obiedzie. Nie chcę, nie lubię! Jeszcze do niedawna mogłam powstrzymać Maśkę przed wejściem w piach. Bo mokro, bo zimno, bo inne dzieci też jeszcze nie wchodzą, bo wspólnych zabawek póki co tam brak. Im więcej pogodnych dni tym trudniej było odciągnąć małą od "babu-babu".

W ubiegłym tygodniu termometry wiejskie pokazały radośnie 11,5*. Od tego dnia nie ma dla mnie ratunku. Wszystkie dzieci jak jeden mąż rzuciły się w wir zabawy. Pula wspólnych zabawek, która składa się z klamotów pogubionych przez dzieci, przez trzy dni zapełniła piaskownicę i teraz nie mam już żadnej wymówki. 

Jak po placu Maśka może już latać sama, tak w piaskownicy muszę być na czuwaniu. Chętnych na łopatki ze wspólnej puli jest wielu i afera może się wywiązać w trzy sekundy. Tych sypiących piachem gdzie popadnie też jest sporo i trzeba wiedzieć kiedy odsunąć młodą żeby nie została żywcem zakopana. Okienko piaskownicowego zamku zachęca do skoków na tyle intensywnie, że tu też należy się nastawić na ewentualną interwencję. Muszę mieć przygotowane ręce w przypadku potrzeby wyhamowania wiadra na łańcuchu zawalonego po brzegi piachem, bo zdarza się, że czasem leci w kierunku dziecięcej głowy. 

Dla mnie kara, dla Maśki niebo. Tu najbardziej integruje się z osiedlowym towarzystwem. Sama zachęca do zabawy inne dzieci. Psuje innym dzieciom babki. Przekraczając magiczną granicę piaskowej skrzyni anielski uśmiech maluje się na jej twarzy. Chociaż sama mam szansę zanudzić się tam na śmierć to widok Zbuntowanego Anioła bawiącego się z małymi sąsiadami i sąsiadkami roztapia mi serce. Kolejną, trylionową już babkę lepię na autopilocie, ale mała rączka domaga się czegoś do zniszczenia. 

Jeszcze trochę, jeszcze chwilę i może uda mi się w pełni przejść na level czytelnika (KLIK:Typologia opiekunów na placu zabaw). Do tego czasu- łopata w dłoń i jechana z babkami.


Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger