Opowieści z krypty

Paranormal Activity, Egzorcyzmy Emily Rose, Marsjanie atakują i nasza wiejska chatka. Co łączy te rzeczy? 

Leżę, zaczynam odpływać, czuję się zrelaksowana i bardzo śpiącą. Chłód panujący w pokoju wymusza na mnie zwijanie się w kulkę. Jest mi błogo i nagle...


Czuję ciepłe powietrze na karku. Delikatne smyranie po plecach idzie w kierunku głowy. Ciary przechodzą mnie po całym ciele. Co się dzieje do jasnej anielki? 

Jestem już w półśnie, na tym etapie ciężko mi otworzyć oczy. Odczuwam coraz większy niepokój. Coś delikatnie przeczesuje moje włosy. No to już przestaje być śmieszne...

Jestem panikarą. Boję się ciemności, horrory oglądam z chęcią, ale jednym okiem z kocem na głowie. Boję się duchów, boję się kosmitów... Marsjanie atakują- jest moim koszmarem dzieciństwa. No debil ze mnie jak bum-cyk-cyk! 

Ciepłe powietrze ponownie mnie otula. Jakim cudem, skoro w pokoju jest chłodno, kaloryfer wyłączony, a z fresza zawiewa na mnie delikatny podmuch z zewnątrz? Ciepłe powietrze czuję już na czubku głowy. Jakiś dziwny dotyk czuję tym razem na karku. Zaraz zejdę na zawał! 

Muszę się zebrać w sobie, pokonać lęk i otworzyć oczy. Muszę sprawdzić co się dzieje zanim zwariuję. Wyobraźnia szaleje, ciało ze strachu sparaliżowane. Koniec tego! Stawię czoło temu upiorowi, najwyżej padnę na zawał. Raz, dwa, trzy...

Łojezu! Matkobosko! 

No, tak. Przysnęłam na barierce Maryśki łóżka. Usiadłam kiedy zasypiała i odleciałam sama, a dzieciątko kochane postanowiło zrobić "masu-masu mamusi". Będąc w półśnie w głowie uroiłam sobie scenariusz rodem z Paranormal Activiti. Od zawału dzielił mnie jeden krok. Oboszszszsz.

Inny wieczór:

Północ minęła już dawno. Na stole winko, w tle Radek Kotarski z ekranu telewizora próbuje dowiedzieć się czy Polskę pomagali utworzyć wikingowie- jednym słowem: fullRomantika. Stary doznał napadu weny i plecie takie głupoty, że brzuch zaczyna mnie boleć ze śmiechu. Chichram się jak głupia. Bardzo miły wieczór. Nasze śmiechy-hihy przerywa cichy stukot. 

Podskakujemy spłoszeni. Nasłuchujemy przez dłuższą chwilę, ale nic się nie dzieje. Łe, to pewnie sąsiadom z góry znowu coś poleciało na podłogę. Skupiamy się na tych historiach o wikingach. Ponownie słyszymy stuknięcie i szmer. Jesteśmy na granicy stanu przedzawałowego. Nagle... BAM! Z korytarza słychać: "DZIEŃ-DOBLYYYYY!". 

Panie mój! Zawał na miejscu. Kolejny raz wyobraźnia spłatała figla. Człowiek wyobraża sobie horrorystyczne sceny, a tu tylko Maśka wyszła z pokoju żeby powiedzieć "dzień dobly", opatulona w koc z nawiedzonym wyrazem twarzy. 

Pfff... melisa co wieczór przed snem wskazana dla mnie. Już kilka razy dzieciątko doprowadzało mnie do stanów przedzawałowych. Swego czasu kilka nocy z rzędu budziła się o 3 w nocy żeby coś pomajaczyć przez kilka minut, a ja czułam się jak w "Egzorcyzmach Emily Rose". Potrafi też zajść mnie po cichu kiedy myję gary, stanąć w miejscu z tym upiornym wyrazem twarzy i czekać aż się odwrócę. Zarąbiście łatwo mnie wystraszyć i ona to już chyba skumała i niecnie wykorzystuje. 

Też macie takie historie na koncie? Czy tylko moja Maśka lubuje się w straszeniu starej?




Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger