Przychodzi Maśka do lekarza...

-Pani! Poposim kekejke!
(Pani, poproszę naklejkę!)

Po wyjściu z bilansu w ubiegłą środę pomyślałam sobie, że dawno Maśka nie chorowała. BAM! Wykrakałam i jeszcze tego samego wieczora mały pierdzioł zaczął kaszleć. Jak domino padaliśmy jedno po drugim: Stary, Mańka i na koniec mła. Kwarantanna. Wiejska izolatka. Pierwsza klasa-gil do pasa.



Czy któraś z obecnych tu osób jest w stanie wyjaśnić mi fenomen dziecka, które ma temperaturę dobijającą do 39* i nadal ma tyle energii, że spokojnie napędziłoby elektrownię atomową? Mój mały rozum tego nie ogarnia. Jak z zapchanym kulfonem, gorączką, kaszlem i po nieprzespanej nocy można latać po ścianach? Chcę poznać ten sekret, z chęcią wykorzystam tą tajemną wiedzę!

Piękny obrazek: Stary półprzytomny (wiadomo- katarek... gardełko zapalone... chory dziad- trumnę trzeba zbijać...), ja ledwo oddycham i przysypiam co 10 minut, a Marych na pełnych obrotach. Trochę blada, trochę powieki sine, ale motorek odpalony. 

Przychodzi Maśka do lekarza, tym razem do dzieci chorych.

-Dzindobly! Mania kaselek! Pani! Poposim kekejke, TU! (Paluszek wskazuje miejsce, w którym naklejka powinna się zmaterializować.)

Posiedzi na kozetce, da się osłuchać. Powali się i czeka na badanie brzucha, bo lubi jak "Pani, masu-masu". Pokaże paszczękę. Pobawi się ciśnieniomierzem. Oświadczy lekarce, że "mama ka-le-ka". Zagarnie pulę 5 naklejek, bo zabonusowała odśpiewaniem "A-Be i Ce! La-la-la-La-la-LA". Rozbawi lekarkę i pigułę swoim uroczym "kukuję" i wychodzi na korytarz do Starego. Ja zagarniam receptę, wychodzę i zostawiam niedomknięte drzwi.

Maśka ubrana, my jeszcze nie. Dziecko leci do gabinetu, trzaska drzwiami i rzecze:

-PANI! PA!

Lekarka w szoku, nie wie czy wybuchnąć śmiechem czy zachować powagę.

Dziecko bezproblemowe. U lekarza nie wyje, siedzi i z namaszczeniem poczynia inhalacje, syropy przyjmuje z pieśnią na ustach, a nos czyści sama odsysaczką podłączoną do odkurzacza. SKARB! Jeszcze przyjdzie i zasmarkaną mamusię pomasuje po plecach. Da przymknąć oko na te 10 minut żebym mogła skumulować tyle energii, że starczy mi na podejście do kuchni po gripexy i herbatki  z miodem. ANIOŁ!
Jeszcze dzień, dwa i w pełnie wrócimy do żywych.

Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger