Pole Dance

-Idziemy gdzieś w piątek?
-Nie mogę, mam zajęcia.
-Jakie? A co robisz?
-Tańczę na rurze...
-Buahaha! Jasne...


Tak wyglądały ostatnio moje rozmowy z rodziną i znajomymi. Jakiś czas temu sama bym pękała ze śmiechu wyobrażając się sobie na rurze. Gdzie, ja? Śmiechu warte! A jednak!



Jak byłam nastolatką piątki kojarzyły mi się głównie z imprezami. Kiedy przeniosłam się ze studiów dziennych na zaoczne to piątkowe wieczory wiązały się z zajęciami na uczelni. Jak zostałam mamą to piątek przestał kojarzyć się z czymkolwiek. Starego mam w domu często, co wynika z jego nietypowego systemu pracy, więc jakoś specjalnie nie wyczekiwałam weekendów. 
Wszystko zmieniło się pod koniec września tego roku, kiedy na spotkaniu B(L)OGiń odbył się pokaz pole dance. Wraz z Sylwią udałyśmy się na dzień otwarty do studia i... zostałyśmy!

Chociaż czuję się momentami jak słoń w składzie porcelany, nie poddaję się. Już trzeci miesiąc leci, a ja z niecierpliwością wyczekuję piątków. Truptam w miejscu od rana do czasu kiedy wychodzę z domu. Wyglądam jakby Stary spuszczał mi profilaktyczny wpierdziel, bo siniaki mam wszędzie! Ogromne siniaki! Na stopach (!), na ramionach, na brzuchu, na udach... Ledwo się podgoją i nabijam nowe. Zakwasów już nie ma, ale jak były na początku to cierpiałam okropnie.

#BALERONNARURZE
Jestem baleronem, jestem tego świadoma! Jednak nawet baleron może owijać swoje sadło na "drążku pionowym", bo z czasem tego sadła ubywa! Trzeci miesiąc wspinaczki, wiszenia, kręcenia się na rurze i nawet mięśnie zaczynają być widoczne! Nie, nie idzie mi tu o mięsień piwny ;)


***

-Stary! Zoba jakie mam "kaptury"!
-Nawet nie wiedziałaś, że takie mięśnie istnieją w Twoim ciele, co?

***

-Zobacz moje łydki!
-Noo... twarde. Kości Ci się rozrosły.

***


Większość ludzi wyobraża sobie wygibasy przy rurze jako mało fajne zajęcie w nocnym klubie, w gdańskiej dzielnicy Przymorze. Cytując klasyka: "NIC BARDZIEJ MYLNEGO!". Pole dance to ogromny wysiłek fizyczny, wykonywanie skomplikowanych figur i (przynajmniej w studiu Katarzyny) od czasu do czasu układy choreograficzne, które do najłatwiejszych też nie należą.

Rodzina na wieść o tym za co się zabieram kręciła ostrą bekę. Podśmiewali się do czasu, kiedy Maryśka zaczęła pokazywać w telefonie zdjęcia lub filmik z zajęć. Moje niespełna dwuletnie maleństwo pokazuje obrazki w smartfonie i z wielkim uśmiechem woła "Mami! SIUP!". Oglądają zdjęcia i kopara im opada, widzą filmik i mówią "Ja bym tak nie potrafiła...". To samo myślałam oglądając pokaz dziewczyn na spotkaniu blogierek, czy zdjęcia znajomej na fejsie. Jednak ogarniam temat jako-tako, a jeśli ja to ogarnęłam to mało komu sprawi to trudność.

Stary mówi na mnie "Katarzyna pseudonim Rurku". Piątkowe zajęcia to sama przyjemność, zwłaszcza w towarzystwie mega pozytywnych babek. Każda załapana figura to ogromna satysfakcja! Każdy siniak to dowód na ciężką pracę. Kiedy dupsko widocznie się zmniejsza czuję się lepiej. Chociaż Marycha nadal ma więcej siły w rękach niż ja, to uważam że jestem zdecydowanie sprawniejsza.








Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger