Listopad do kwadratu

Listopad właśnie dobiega końca. Strasznie szybko zleciał. Na blogu trochę wiatr hulał, ale na instagramie działałam raczej aktywnie. Wiele pasji narodziło się w tym miesiącu, a ja zaczęłam się bać! 
Czego się boisz Katarzyno?  
Dowiesz się tego pod koniec posta!
Migawki listopada, GO!


Maria rozwinęła w sobie nową pasję- podróżować jej się zachciało. Jeszcze żeby to były podróże autem to bym zrozumiała, ale pierdzioł ukochał sobie jazdę komunikacją miejską. "Besss" wózka oczywiście. Każdy spacer po osiedlu kończy się zwiewką w stronę przystanka, bo fajno by było przebujać się chociaż jeden przystanek. Jeździmy za darmo więc mi nie robi. Poszłyśmy nawet na rekord! Przejechałyśmy całe Trójmiasto za jednym rzutem (autobus, tramwaj, SKM, autobus). Co tam?! Z Borkowa do Gdyni, 1,5 h jazdy! Myślicie, że dziecko się zmęczyło i zniechęciło? Marzenie ściętej głowy! Jakbym ją przewiozła tak samo w drugą stronę to pewnie skichałaby się ze szczęścia!

Kolejną jej miłością stały się KONIE! (KLIK)  Konie i kucyki. Wszystko co robi "i-ha-ha" i "Pfffff". Regularne wizyty w konisiowie są na porządku dziennym. Nie ważne czy jest to wyprawa do Sopotu na hipodrom czy do pobliskiej stadniny (która w bonusie oferuje owce, kaki, świnie i wielgachnego bernardyna). Oby moje dziecko nie postanowiło zrobić kariery jako koniuszy...

Młoda rozwinęła w sobie również talent malarski! Okazało się, że jest Michałem Aniołem naszych czasów. Niestety z Borkowa do Kaplicy Sykstyńskiej jest daleko więc mój mały Majkel Andżeloł musi zadowolić się tworzeniem fresków leżąc pod swoim stolikiem i gryzdając po jego blacie od spodu. Ewentualnie sklejam jej papier pakowy i ma do dyspozycji całą podłogę. Kurczę tylko mając taką przestrzeń twórczą, Maria Magdalena preferuje malować sobie kolana i stopy... 

Listopad upływa pod hasłem długich wieczornych spacerów (KLIK) i wycieczek. Przeszliśmy stare miasto w Gdańsku wzdłuż i wszerz. Marianna rozsiewała swój urok osobisty i czarowała starsze panie. Robiła to na tyle intensywnie, że otrzymała wynagrodzenie w formie jabłca! Pożarła je na miejscu. Kolejnym razem zauroczyła inną panią, tak że pani zapragnęła zrobić sobie z nią zdjęcie. Maryla niczym profeszjonal tap madl pozowała, uśmiechała się. Pani odeszła, a mała ze smutkiem stwierdziła "nie ma!". Nie otrzymała zapłaty biedna. Jak dzieci szybko kodują sobie podobne rzeczy w móżdżkach?! 

Stary pokazał swe romantyczne oblicze i zabrał mnie do kina! ("Dobry Boże! Za jakie grzechy?!" - POLECAM!)  Naczosów nakupił z sosem serowym, fantą napoił, a na koniec winiaczem uraczył! ♥ Wie jak mnie zauroczyć! Dlaczegóż to? Ano, 9 lat wspólnie przeżytych na liczniku nam stuknęło. Tak jak pisałam na fanpejdżu:

"9 (!) lat temu widzieliśmy się ze Starym trzeci raz w życiu. Po spiciu kilku browarów, spotkaliśmy na gdyńskim bulwarze jakiegoś naprutego pana. Pan ten stwierdził, że jak powiem "stół z powyłamywanymi nogami" to Stary lepszej partii do końca życia nie znajdzie. 
Powiedziałam bez pomyłki i to po browarkach. 
-Trzymaj się jej - powiedział pan i odszedł.
Od 12.11.2005 trzyma się mnie ten Stary. Ja pierniczę... 9 lat."

Kończący się właśnie miesiąc sprawił, że ... boję się chodzić! Idę i patrzę pod nogi w obawie, że zaraz wyląduję  na glebie. Kiedy mam przejść po schodach robi mi się słabo, bo mam wrażenie, że zaraz dokonam bliskiego spotkania gębą o podłoże. Dopiero co wygoiłam kolana, klęczenie nadal jest dla mnie nieprzyjemną sprawą (a tu kurdę podczas piątkowego #baleronanarurze trzeba poszurać kolanami o podłoże), a ręce jeszcze noszą ślady ostrego hamowania, o którym pisałam TU.

Listopadzie! I ♥ U! Wiele ciekawych propozycji przyniosłeś, dałeś wiele możliwości! Oby kolejne miesiące były takie!



Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger