Kraniczanka nie jest zła!

Mam w sobie taki maleńki feler. Może nie taki mały, bo bywa uciążliwy. Widzę, że Maryśka odziedziczyła go po mnie. Obie pijemy na potęgę! W ciągu dnia wlewamy w siebie hektolitry płynów wszelakich. Marycha załycza herbatkę, soczek, wodę. Ja kawę, soczek, wodę, meliskę, mleko, napoje. Moja mama, odkąd pamiętam, śmieje się, że mnie powinni podłączać pod cysternę! Może to by ugasiło moje pragnienie... na noc.

 


Kranówę piłam w domu rodzinnym. Mogłam położyć głowę pod kran, odkręcić go i tankować. Po przeprowadzce na wiochę szybko ten proceder ukróciłam. Nie dlatego, że nagle uznałam kraniczankę za coś niezdrowego czy skażonego. Przestałam ją pić, bo ta wiejska jest twarda i smakuje zupełnie inaczej. Przez ten fakt zaczęliśmy kupować wodę butelkową. Kupowaliśmy jej co raz więcej, aż w końcu powiedzieliśmy STOP!
Zachęceni reklamami, które dudniły dookoła o dzbankach filtrujących nabyliśmy jeden z nich drogą kupna. Faktycznie po przefiltrowaniu woda smakuje o niebo lepiej. Przez to, że wodę z dzbanka wlewamy do czajnika osadza się na nim mniej kamienia.

Woda butelkowa często gęsto pochodzi z tych samych ujęć, z których ciągnięta jest woda do naszych domów. Wystarczy przefiltrować tą, którą mamy pod ręką aby uzyskać jeszcze lepszą jakość i budżet domowy na tym zyska. 

Koszt dzbanka nie jest duży, zwraca się ekspresowo. Dzbanek DAFI jest wytrzymały, nasz ma dwa lata i póki co stracił dzióbek przez Starego. Na szczęście B(L)OGinie ofiarowały nam nowy! 
Jeden filtr starczy na miesiąc. Dzięki wskaźnikowi wmontowanemu  w uchwyt będziemy pamiętać o tym kiedy trzeba go wymienić. Filtry są sprzedawane pojedynczo lub w pudełkach zawierających po trzy, a czasem więcej sztuk- warto kupować w takim systemie, bo wychodzi taniej. Z resztą często są w promocji ;)

Jeśli lubisz wodę to warto mieć na stanie ten czy inny dzbanek.

 




Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger