Współczynnik poirytowania.

Nieludzkie kombo ząbkowania, lęku separacyjnego i fali upałów jest w stanie powalić najcierpliwszego rodzica na świecie. Jeśli Stary skapitulował to można się domyślić, że ja jestem na skraju wycieńczenia psychicznego.




Wyobraź sobie cztery kły idące na raz, jęczenie i zawodzenie dziecka przez prawie dwie godziny dzień w dzień. Mija już drugi tydzień, a każdy zbliżający się wieczór wywołuje u mnie stres. 
Mijała już czwarta doba bez smoczka kiedy zaczęło się kongo! Mam szczęście, że nikt z sąsiadów nie wezwał na nas opieki społecznej, bo ryk wydawany przez Mańkę był tak okrutny jakbyśmy co najmniej obrywali ją ze skóry. Nie miałam serca i oddałam smoczek dzięki czemu mam pewność, że to zęby. Okazało się, że wszystkie kły postanowiły wybić się ostatecznie w tym samym czasie. Mańka gryzie gumę jak najęta, a pisk który słychać podczas tej czynności można przyrównać upierdliwością do jeżdżenia widelcem po talerzu lub drapaniem paznokciem po tablicy... Mózg wycieka uchem!
Samo usypianie, które normalnie trwało od 5 do 15 minut trwa teraz od godziny do dwóch. Mała wykonuje w tym czasie kosmiczne ewolucje, rzuty i skoki, zagryza smoka, jęczy i sapie. 
Przy normalnym trybie usypiania odkładam ją i idę się legnąć  z książką na swoje wyro. Teraz nie ma o tym mowy. Mała rączka wyłania się między szczebelkami i klepie w puf obok łóżeczka dając znać, że w tym miejscu mam ulokować swoje cztery litery. Kiedy już się rozsiądę Mańka łapie mnie za rękę i nie ma opcji żeby ją zabrać. Zasypia trzymając moja dłoń lub życzy sobie żebym masowała jej głowę czy brzuch.
Do tego wszystkiego doszedł nam lęk separacyjny. Do tej pory było słychać wyłącznie "Tatatatatatatatatatatata" teraz syrena nawołuje "MAMA! MAMA! MAMA! MAMAAAAAAAAAAAAAA!" albo "MAMA BUSI!" i całuje i tuli namiętnie. Nie ma mnie w pokoju trzy sekundy i już się o mnie dopytuje z paniką w głosie. Wszystko "mama" i tylko z mamą, w ostatecznej ostateczności Stary też się nada, ale to tylko taka ewentualność. Nie narzekam, absolutnie! Jest to na swój sposób urocze. Widać teraz, że mała mnie potrzebuje chociażby do towarzystwa. Mały palec wskazuje mi podłogę na środku pokoju, Pani Kierowniczka woła "MAMA BAM!", no to idę i leżę w stercie klocków towarzysząc Mańce w zabawie na tyle ile sobie zażyczy.
Gdzieś tam w mądrych internetach wyczytałam, że lęk powoduje problemy z zasypianiem. Jeśli to prawda to niefajnie się złożyło. 

Ostatnie parne dni i noce też nie polepszały sytuacji. Młoda nie jest z tych co wielbią gorąc, w końcu moja krew! Kiedy wieczorem za oknem powietrze stało to kręciłyśmy się obie niczym betoniarki. Od kilku nocy odczuwamy przyjemny chłód, który pomaga minimalnie (ale jednak!) w wypoczynku.

W moim przypadku współczynnik poirytowania wzrasta wprost proporcjonalnie do zmniejszającej się ilości wolnego czasu wieczorem. Lubię mieć chwilę dla siebie zwłaszcza między 20:00 a 24:00. Jestem w tym czasie najbardziej produktywna, a i ze Starym chciałoby się trochę posiedzieć w spokoju. Siedząc z małą podczas procesu oddawania się jej w ręce Morfeusza nie mogę zajmować się niczym innym, bo ciekawski człowieczek musi wszystko kontrolować- co równa się rozkojarzeniu i dalszemu wariowaniu. Wiadomo, że umordowane i zaspane dziecko jest męczące dla otoczenia, a to absolutnie nie sprzyja relaksacji.

Wydaje mi się, że zmierzamy ku końcowi tej cowieczornej mordowni. Z dnia na dzień marudzenie jest mniejsze. Tak więc czekam, bo nie pozostaje mi nic innego. Trzeba czekać aż zęby się przebiją całkiem i wrócimy do normy. Najważniejsze jest to, że jak już ten mały komandos padnie to śpi snem sprawiedliwego do rana. Można nią żonglować i tak się nie ocknie.

Profile Pod Napięciem znajdziesz tu:

Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger