Niezastąpiona.

Niezastąpiona.

Mieszkałam tu 24 lata i nie myślałam, że kiedykolwiek się stąd wyprowadzę. Gdynia ma swój urok! Gdynia to najlepsze wspomnienia, to wiecznie okupowana plaża, to kilometry przebyte wieczorami na skwerze i bulwarze. Gdynia to plaża, piwo i całonocne ploty. Jeszcze tam wrócę!



Skończyły się wakacje

Skończyły się wakacje

... opustoszały plaże.

Pamiętam jak mój tata odśpiewywał te słowa zaraz po zakończeniu roku szkolnego i robił to dzień w dzień aż do 1 września. Pamiętam jak irytowało to mojego siostrzeńca, a mnie rozśmieszało. W sumie nadal mnie to śmieszy i to do tego stopnia, że będę to samo robić Maryśce kiedy wejdzie na ścieżkę edukacji.


To były inne wakacje niż dotychczas. Chociaż rok temu też było inaczej, bo była Mania, to w tym roku przeżywaliśmy coś zupełnie nowego. Było świetnie!




W zeszłym roku pierwszy raz od długiego czasu nigdzie nie wyjeżdżaliśmy na wakacje, bo Mańka była za mała. Co najwyżej wybyliśmy na weekend nad jezioro. To jeszcze nie była pora- za dużo klamotów do ogarnięcia, a na dodatek młoda miała rehabilitację w szynie dwa razy dziennie. Do dupy z taką robotą, więc odpuściliśmy.
W tym roku sezon wakacyjny rozpoczęliśmy 1,5 tygodniowym urlopem i wycieczką wzdłuż i wszerz Polski. Maryśka na własnych nóżkach poznawała świat. Zakochała się we wszystkich czworonożnych stworzeniach na tej planecie przez co chata zawala się coraz to nowszymi owcami, kotami, pieskami, misiami i innymi kudłaczami w postaci plasticzanej, książkowej bądź pluszowej.
Od czerwca nie było wielu dni, które przesiedzieliśmy w domu. Ciągle gdzieś jeździmy, ciągle coś robimy!
Poza pierwszym rodzinnym wywczasem, działkowaniem, plażowa miałam okazję poznać cudownych ludzi i to dzięki blogowaniu (Sylwia i spółka- jesteście świetni ♥). Pierwszy raz wpuściłam do chaty praktycznie obce osoby z innej części kraju i to na kilka dni. (Anka&Ksawi- LOVE! ♥) Pierwszy raz uczestniczyłam w dużych blogerskich spotkaniach (WOW | See Bloggers), a w ciągu następnych dwóch miesięcy zaliczę jeszcze dwa następne. 

Przez te wakacje zdarzyło się wiele ale najważniejsze jest to, że Maryśka zaczyna gadać po polsku i bardzo się zaprzyjaźniłyśmy. Zżyłam się z nią niesamowicie i wizja powrotu do pracy z dnia na dzień bardziej się oddaliła. Jeszcze będąc w ciąży zapowiadałam, że wracam do roboty zaraz po macierzyńskim, w między czasie dużo się zmieniło...
Kiedy kończyły się wakacje 2013 nie wiedziałam co przyniesie 2014. Czy będę dalej siedzieć z Manią? Czy będę wracać do pracy? Teraz już wiem, że spędzę w domu przynajmniej kolejny rok. Co będzie później? Zobaczymy za 12 miesięcy, zobaczymy na jakim etapie leczenia będzie Maruśka. Póki co, cieszymy się sobą ile wlezie i czekamy na złotą jesień, która przyniesie tradycyjne wycieczki w okolice Pucka i na Kaszuby.

Profile Pod Napięciem znajdziesz tu:



Moje dziecko jest zwierzakiem!

Moje dziecko jest zwierzakiem!

Od jakiegoś czasu w domu zrobił się nam zwierzyniec. Można tu spotkać, m.in. srokę, chomika, konia i psa. Wszystko za sprawą Marychy! Oglądaliście "Zwierzaka"? Film o kolesiu, któremu szalony doktor wszczepił zwierzęce organy  i przez to włączają mu się zwierzęce instynkty? Mam wrażenie, że ktoś zrobił to samo mojej córce.




Syzyfowe prace

Syzyfowe prace

Myję podłogi i podśpiewuję sobie "bo jak nie my to kto? (...) bo jak nie my to nikt, tego, lepiej nie zrobi tu!". Po czym mówię sama do siebie, że to smutne...



Każda matka zna ten wszechobecny bajzel spowodowany masą rozsypanych po chacie zabawek. Śmiem twierdzić, że każda matka poznała też ten przeogromny ból spowodowany nadepnięciem na klocek, który znalazł się w danym miejscu cholera wie skąd. Chyba każda matka wie, że nie ma sensu tego wszystkiego sprzątać zanim dziecko uda się na wieczorny spoczynek, bo każde podejście do ogarnięcia tego chaosu to istna syzyfowa praca! 
Jeśli masz dziecko i nie znasz tego bólu to zazdroszczę Ci! Podziel się swoim patentem na okiełznanie tego nieporządku!

W naszej wiejskiej chatce zabawki są wszędzie! Znikają na chwilę kiedy już nie mogę na to wszystko patrzeć i padam na kolana w celu wrzucenia ich do skrzyni. Oczywiście po chwili wszystko wraca do stanu sprzed chwili. Bajzel rozpływa się w powietrzu również w tedy gdy Mania się zlituje i sama w ramach zabawy wsadza klamoty tam gdzie powinny się znaleźć. W takim przypadku biję brawo jak szalona i dziękuję dziecku za litość! 

Niestety nie tylko Marysiowe zabawki są powodem moich wiecznych krucjat porządkowych. Sprawcą sporego bajzlu jest też niezawodny Stary! Klucze na szafkach, plecak na fotelu, buty na środku przedpokoju, trzy pary spodni porozwalanych w różnych częściach mieszkania, cztery szklanki stojące na blacie w kuchni i czekające na zbawienie, skarpetki na podłodze w łazience- to tylko próbka jego bałaganiarskiego talentu. Co mi wadzi jego plecak na fotelu się zapytacie? Sam plecak nie wadzi, ale Maryśka ma naturę szperacza i wtedy robi się kongo. Małe rączki raz, dwa rozepną zamek i przeprowadzą szczegółową inspekcję bukłaka! Wszystko co znajdowało się w środku ląduje na podłodze albo w innym pokoju. Jeśli ja tego nie ogarnę to będzie tak sobie kwitło w centralnym punkcie chałupy. 

Czasem myślę, że piosenka "Przewróciło się niech leży" jest hymnem Starego i Mańki, a zachowanie ładu i składu dookoła tej dwójki jest moją misją życiową. Ogarnięcie wszystkiego i zachowanie porządku na dłuższą chwilę to istna walka z wiatrakami. Kurczę, ale ja inaczej nie potrafię. Mam swoje fiksy w mózgu i muszę mieć porządek chociaż na noc. Muszę, bo inaczej się uduszę!

Profile Pod Napięciem znajdziesz tu:

Overload

Overload

Po tygodniu pełnym emocji wracam do codziennej monotonii. Powoli, bo Stary co rusz funduje mi różne atrakcje jak chociażby przewieszanie karniszy bez powodu w akompaniamencie ciężkich wiązanek, które rozśmieszyły mnie do łez lub powodowały więdnięcie uszu. Kilka dni pełnych pozytywnych wibracji, kilometrówa nabita w nogach, spełnienie jednego z największych marzeń- to za dużo nawet jak na mnie- człowieka, który uwielbia jak coś się dzieje. 


Gość w dom, Bóg wie, kiedy pójdzie!

Gość w dom, Bóg wie, kiedy pójdzie!

Znane przysłowie powiada: "Gość i ryba trzeciego dnia cuchnie"- po trzech dobach z Przewijką jestem nieco innego zdania. Choć znajdzie się kilka powodów, które świadczą o tym że nie powinnam jej więcej wpuścić do domu, ale to pisała już ona sama (TU). 

Anka nie przybyła na moją wieś wyłącznie po to żeby siedzieć ze mną i Sylwią wieczorem na balkonie i sączyć piwsko. Nie, nie przybyła tu też z jedyną słuszną misją dewastacji mojego m2. Wspólnie miałyśmy udać się na spotkanie See Bloggers i tak też uczyniłyśmy... wraz z dziećmi. 
Dzięki Ci Panie za podzielną uwagę!

okiemmamy.pl | przewijak.es | pod-napieciem.com
Zdjęcia: Fotobudka Mediabox

Współczynnik poirytowania.

Współczynnik poirytowania.

Nieludzkie kombo ząbkowania, lęku separacyjnego i fali upałów jest w stanie powalić najcierpliwszego rodzica na świecie. Jeśli Stary skapitulował to można się domyślić, że ja jestem na skraju wycieńczenia psychicznego.



Przygody małego urwisa w szkole i na wakacjach!

Przygody małego urwisa w szkole i na wakacjach!

Kto nie zna Mikołajka? Chyba wszyscy o nim słyszeli? Jeśli nie, to "dorastaliście na jakiejś innej planecie". Przyznaję się bez bicia, że do tej pory jedynie kojarzyłam tą postać... najwidoczniej jedną nogą dojrzewałam w odległej galaktyce. Teraz wiem, że mam trochę do nadrobienia, bo pokochałam tego małego urwisa i jego kolegów miłością najczystszą. 


Matce też się należy!

Matce też się należy!

Wyjście bez dziecka, na cały wieczór, z dala od domu! Najlepiej w towarzystwie innych matek "na wychodnym". Rozmowy do późna, których temat jest bardzo daleki od pieluch, kup, obiadków, ząbków i innych okołodzieciowych wątków. O maluchach też się napatoczy parę zdań, ale nie jest to myśl przewodnia spotkania! Bo każdej matce należy się "urlop" dla higieny psychicznej :)


Powiedział co wiedział #8

Powiedział co wiedział #8

 Poprzednie części cyklu w jednym miejscu: KLIK!

Szklarnia stoi w 90% skończona. Na tę oto okazję mój dobry znajomy, w pewnych kręgach zwany moim mężem, co raz częściej raczy nas swoją obecnością w domu. Swoją obecnością i radosną twórczością! Oto próbka "kwiatków" z poprzedniego tygodnia.


Małe rzeczy cieszą najbardziej.

Małe rzeczy cieszą najbardziej.

Za oknem szaleje burza. Siedzę na podłodze przy otwartym oknie balkonowym, na moich kolanach Maryśka. Siedzimy i patrzymy. Co chwilę wiatr serwuje nam zraszanie, ale nic sobie z tego nie robimy. Marysia z zaciekawieniem obserwuje zjawisko pogodowe, a kiedy usłyszy grzmot woła "biba!".

Chwile takie jak ta trzeba zbierać w pamięci. Są bezcenne! Dzięki dziecku odkrywamy świat na nowo. Przyglądamy się z bliska najmniej istotnym rzeczom i uczymy się z nich cieszyć. Od nowa poznajemy otoczenie, faktury, kształty, smaki, kolory. 

Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger