Idę na plażę (...) na plażę idę!

Cud nastał w ubiegły weekend. Stary zabrał nas na całodzienne plażowanie. Nie z dobroci serca i bezinteresownie- co to, to nie! W Gdańsku odbywał się Triathlon i to on wyciągnął Bartłomieja na drugi koniec miasta. Nas zabrał, bo wyszedłby na ostatniego wiejskiego buraka gdyby sam powalił się na plaży, a nas zostawił w chacie.



To było pierwsze oficjalne posiedzenie Mańki. (Wcześniej na plaży walała się poza sezonem więc się nie liczy!) Preferujemy leżeć nad jeziorem, bo jest tam spokojniej i czuję większy komfort psychiczny, co nie zmienia faktu, że była to miła odmiana. Od tamtej pory dzień w dzień leżymy na zmianę: na plaży, nad jeziorem, na działce przy basenie. Plażujemy o każdej porze dnia! Wypad nad jezioro na drugim końcu miasta o 18:30? A co?!? Jezioro 6 wioch dalej o 8 rano? Nie ma problemu! Plaża o 19 i następnego dnia o 9? Damy radę! Bo jak nie my to kto? ;)

Ostatnio taki maraton plażowy miałam w liceum, ale wtedy odbywało się to na ciut innych zasadach. W tamtych czasach (matko, jak to brzmi!) leżało się plackiem 5 godzin, popijało się piwko (na które składało się 6 osób, ciułając grosiki wydzielone przez rodziców), plotkowało i ewentualnie grało w "byle odbić". Teraz trzeba pilnować aby mały towarzysz nie najadł się piachu, nie wpadł do wody, nie zaginął w plażowym tłumie i nie doprowadzał sąsiadujących ludzi do szału swoimi krzykami.

Marycha miała dwie opcje do wyboru przy dziedziczeniu upodobań po rodzicach. Mogła:
a) ukochać sobie wszelkie akweny jak ojciec lub 
b) urodzić się z panicznym lękiem przed wszelkimi zbiornikami wody, poza wanną, po mamuni. 
Na szczęście lub też nie wybrała opcję A. Przez co wyciągniecie jej z jeziora/morza/basenu na siłę może skończyć się wywołaniem Gniewu Maryny. Lepiej poczekać aż sama ogłosi koniec kąpieli- jest szansa, że ogłuchnie się kilka lat później.
Maniula nie zwiewa, nie lata jak szalona po plaży tylko grzecznie chuszcze się przy brzegu, kopie doły i stawia baby lub mało elegancko tarza się w piachu niczym mała świnka w błocie. Świetnie się patrzy na małego broja robiącego aniołki w piachu. Mniej świetnie otrzepuje się ja z niego. Jeszcze mniej fajne są jej próby wchłonięcia całej plaży. Po wizycie w piachu babka zamiast kupy gwarantowana! 
Wszystkie te wyprawy, kąpiele i zabawy dają jej wielką frajdę. Z pieśnią na ustach udaje się na popołudniowy spoczynek. Po regeneracji, która trwa 2-3 godzin, szaleje dalej. W nocy śmieje się przez sen, co odbieram jako pozytywną recenzję dnia spędzonego z rodziną. 
Po tym tygodniowym maratonie padam na twarz. Dawno nie byłam tak zmęczona. Mam nadzieję, że szybko się zreanimuję i zacznę działać na wyższych obrotach. Nienawidzę czuć się jak ostatni flak i przysypiać wszędzie gdzie się da i kiedy tylko się da.

Profile Pod Napięciem znajdziesz tu:






Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger