Dziecko i obowiązki domowe

Stoję w kuchni kolejny wieczór, trę setnego buraka i zastanawiam się kiedy to moje dziecko będzie mnie odciążać w obowiązkach domowych? Na Starego ostatnio nie bardzo można liczyć, bo praktycznie nie ma go w chacie. Kiedy powinno się zacząć wdrażać dzieciaczka w prace domowe, aby wyrobić w nim dobre nawyki? Osobiście wychodzę z założenia, że "czym skorupka nasiąknie za młodu, tym na starość trąci". Dlatego zachęcam Mańkę do minimalnej pomocy w ramach zabawy.



Młoda z chęcią obserwuje jak krzątam się po chacie. Przez samą obserwację nauczyła się nieść pomoc choćby przy ścieleniu łóżek z rana. Po tym jak ogarnę pościel i przykryję wszystko narzutą, ona z pieśnią na ustach niesie i układa na swój sposób ozdobne poduszki. Sama zaczęła, nikt jej do niczego nie zmuszał. Bardzo mi się to podoba i mam nadzieję, że takie minimalne uczestnictwo w porannych porządkach zaowocuje w przyszłości.

Również przez obserwację nauczyła się chować buty do szafy. Nie lubię jak coś wala się po korytarzu i z uporem maniaka walczę z bałaganiarstwem Starego i jego beznadziejnym nawykiem zostawiania obuwia wszelkiej maści na środku pomieszczenia (czasem z roztrzepania potrafi zostawić buty na wycieraczce za drzwiami!). Mańka to podłapała. Teraz kiedy ktoś nas odwiedza i zostawi buty przy wejściu to po chwili słychać jak szafa się otwiera i pozostawione rzeczy w niej lądują.

W ramach zabawy wywalamy zabawki ze skrzyni i ładujemy je wspólnie z powrotem na miejsce. Przez to nauczyła się pakować klocki do kartonu po skończonej zabawie. Książki każe mi odstawiać na półkę (sama nie sięga) dyrygując paluszkiem. Papierki odnosi do śmietnika. Jeśli przyczai otwartą klapę w wucecie to z miejsca ją zamyka. 

Sztandarowe hasło Klanu- "umyj rączki" też nie jest jej obce. Sama idzie, podstawia podest i pucuje malutkie łapki z namaszczeniem i wielkim uśmiechem na buzi. Po wszystkim trupta do ręcznika i robi "szy-szy". Za każdym razem bije sobie brawo, a ja pękam z dumy.

Któregoś dnia na działce zniknęła nam z pola widzenia. Przeszukałam szopę, domek, wiatrak i znalazłam ją na boku ogródka. Stała z wężem w ręku i w pełnym skupieniu podlewała sałatę. W życiu nie zapomnę tego widoku, to było genialne. Potrafi utrzymać szlauch pod dużym ciśnieniem w drobnych rączkach. Sama leje wodę do basenu. Trzeba bardzo uważać kiedy ten sprzęt leży na trawniku, bo mały rojber znienacka atakuje strumieniem wody i śmieje się przy tym w głos. Dostało mi się już dwa razy. Stary w ostatniej chwili odskoczył kiedy atak został skierowany w jego stronę. Będzie pomocna przy obrabianiu tego naszego "poletka". Widzę, że uwielbia to miejsce z całego serca.

Jestem pedantką. Chociaż są dni, takie jak dziś, że tego nie widać. Nie lubię bałaganu, źle się w nim czuję. Porządek musi być, jeśli nie mam sił i nastroju to przynajmniej z wierzchu. Dlatego mam ogromną nadzieję, że w przyszłości Maryśka będzie potrafiła utrzymać swój pokój w czystości.

Jak jest u Was? Zachęcacie już swoje pociechy do ogarniania przestrzeni wokół siebie? 

Profile POD NAPIĘCIEM znajdziesz tu:



Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger